wtorek, 17 lipca 2018

Anna H. Niemczynow "Bluszcz"

Kilkanaście dni temu swoją premierę miała najnowsza książka Anny H. Niemczynow zatytułowana "Bluszcz". Myślę, że śmiało mogę Autorkę zaliczyć do grona moich ulubionych polskich pisarek i stwierdzić, że zdecydowanie czekam na więcej. "Dziewczyna z warkoczami" wysoko postawiła poprzeczkę, a "Bluszcz" choć zupełnie w innych emocjach napisany, również skradł moje serce. Dlaczego? Zapraszam dalej :)



"Chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jest niczym innym jak zwykłym bluszczem uwieszonym na szyi mężczyzny, którego uważała za swojego pana i władcę, jakże bardzo się myliła. 
Prawdziwą wolność człowiek nosi w sercu. Nikt nie jest w stanie jej zniszczyć, jeśli mu na to nie pozwolimy."

Julita Snarska przez wiele lat nosi maskę szczęśliwej żony i matki. Wierzy, że jej poświęcenie wystarczy do zbudowania trwałego małżeństwa oraz pełnej miłości rodziny. Z wielką pokorą znosi upokorzenia ze strony męża, zarówno psychiczne, jak i fizyczne, bo myśli, że to dla dobra rodziny. Jest przekonana, że dzieci niczego nie zauważają, a ona przecież kocha Gerarda, więc jest w stanie to wszystko znosić. Jak bardzo się myli, pokaże jej czas...
Z kolei jej przyjaciółka Elżbieta, bezdzietna, żyjąca samotnie lekarka, boryka się z myślami, które w jej głowie urastają do rangi problemu niepozwalającego cieszyć się z codzienności. Życiowe blokady przyjaciółek są efektem podjętych w młodości decyzji i wychowania, jakie otrzymały ze strony swoich bogobojnych babek. Życie jednak weryfikuje niektóre zasady...


Nie mogę uwierzyć, że są kobiety, które żyją jak Julita. Ja wiem, że mamy XXI wiek i teraz my kobiety jesteśmy bardziej świadome i pewne siebie, ale mimo wszystko! Czy miłość zniewala umysł tak bardzo, by pozwolić sobą pomiatać? Jak bardzo musi być omamiona kobieta, by nie zauważać, że jej prawie dorosłe dzieci ze wszystkiego zdają sobie świetnie sprawę i cierpią w zaistniałej sytuacji? No kimże jest mężczyzna, by tak dać traktować? Nie jestem żadną wojującą feministką i nigdy prawdopodobnie nią nie będę, ale aż nóż mi się w kieszeni otwiera, że musi dojść do tragedii, by niektórym ludziom otworzyły się oczy. Cieszę się, że mimo trudnych chwil, losy bohaterów potoczyły się tak, a nie inaczej, że są szczęśliwi i w końcu wolni, szkoda tylko, że musieli zapłacić za to sporą cenę. 

Także losy Eli mocno mnie wzruszyły. Pokazują, jak bardzo nasze dziecięce wychowanie zakorzenia się w głowie, jak kształtuje nasz światopogląd i kieruje naszymi nawet już dorosłymi decyzjami. Trudno jest przestawić myślenie, trudno przekonać się do czegoś, czego latami nie miało się odwagi spróbować. Ale tak ważne jest, aby mieć wtedy wsparcie. I to jedna z najpiękniejszych wartości w tej książce - przyjaźń Elżbiety i Julity, która sprawdza się w każdej sytuacji, nawet mimo gorzkich słów, które nieraz padają. 


"Bluszcz" to powieść bardzo dojrzała i bardzo prawdziwa. Ta prawda o kobietach aż boli. Każda strona książki to niesamowite emocje, wobec których nie da się przejść obojętnie. To opowieść o różnych rodzajach miłości, która pobudza do refleksji i zastanowienia, która uczy wrażliwości i daje czytelnikowi swego rodzaju siłę. Pokazuje, co jest najważniejsze. Pokazuje, jak walczyć o siebie, o dzieci, o miłość - bo to najważniejsze wartości. Maska pomaga tylko na chwilę, emocje skrywane wewnątrz i tak prędzej, czy później wyjdą na wierzch, i tak w końcu pękniesz. Warto mieć kogoś obok, kogoś bliskiego, na kogo zawsze można liczyć.

Pani Aniu, gratuluję pięknej i mądrej powieści. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać i już nie mogę doczekać się wrześniowej premiery. 

Bardzo polecam Wam tę niełatwą, ale wartościową książkę :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Videograf :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz