piątek, 21 grudnia 2018

Natasza Socha "Pokój kołysanek"

Powieści Nataszy Sochy nie są sztampowe. Tematyka jest zazwyczaj zaskakująca i intrygująca. To nie są historie oblane obyczajowym lukrem, ale zawierają w sobie gorycz życiowej prawdy. A przy tym wszystkim są naprawdę fantastyczne, choć nie zawsze łatwe. Często trzeba podczas czytania przełknąć gorzkie łzy, zwłaszcza, kiedy w bohaterach odnajdujemy samych siebie. Dzisiaj zapraszam Was na niezwykłą i wzruszającą opowieść o "Pokoju kołysanek". :)


Ta historia ma swoje korzenie w rzeczywistości. Wszystko zaczęło się w 2005 roku, kiedy David Deutchman, emerytowany nauczyciel rozpoczął rehabilitację w jednym ze szpitali w Atlancie. Pewnego dnia, po skończonych zabiegach, zatrzymał się na oddziale dziecięcym i stanął za szybą, która oddzielała go od noworodków. Nie mógł oderwać wzroku od maluchów, aż w końcu zapytał pielęgniarkę, czy dla osoby w jego wieku nie znalazłby się w szpitalu jakiś wolontariat. Wtedy też po raz pierwszy wziął na ręce malucha, który zanosił się płaczem i trudno było go uspokoić. Dziecko, głaskane i przytulane przez przypadkowego człowieka, zasnęło w końcu w jego ramionach. David został zatrudniony w szpitalu jako profesjonalny „przytulacz” noworodków, które z różnych powodów nie mogły wrócić do domu. I robi to nadal, nieprzerwanie od dwunastu lat...
„Pokój kołysanek” jest inspirowany tą właśnie historią.

Joachim ma osiemdziesiąt pięć lat i pracuje w jednym ze szpitali położniczych w Poznaniu jako wolontariusz. Początkowo zupełnie nie wiedział, jak miałby się za to zabrać, ale z czasem nie wyobraża sobie dnia bez swoich podopiecznych. Pomaga wcześniakom przetrwać najtrudniejsze chwile, tuląc, głaszcząc, kiedy nie mogą robić tego ich rodzice, jednocześnie opowiadając im historie swojego życia. Najczęściej pojawia się w nich jego największa miłość, którą zawiódł bardziej niż siebie samego.. Helena, dziewczyna, którą poznał kilkadziesiąt lat temu w domu dziecka, gdzie przez chwilę pracował. On jednak bał się odpowiedzialności i stabilizacji, chciał wolności, innego życia, podróży i świata. Dzisiaj jest sam, na nowo przeżywa swoje wspomnienia, na nowo przeżywa swoje decyzje.. Wiele się wyjaśnia, kiedy w końcu szczerze porozmawia z Marią... 


"Pokój kołysanek" to bardzo wzruszająca powieść. Po pierwsze historia Joachima. Nie powiem, nie raz sobie pomyślałam, że sam tak zdecydował, to ma na co zasłużył, ale z drugiej strony, strasznie szkoda, że nie wrócił do ukochanej, że nie posłuchał głosu serca i został w życiu zupełnie sam. Ale też wielkie ukłony dla niego za to, że podjął się wolontariatu, w którym trzeba mieć emocje na uwięzi, nie można okazywać uczuć, trzeba być wsparciem dla rodziców. Ja od razu, na samą myśl, mam łzy w oczach i wszystko wypisane na twarzy, więc wiem, że byłoby mi trudno wytrzymać w pionie. Ale Joachim ma twardy charakter... 
Po drugie losy tych wszystkich dzieciaczków, małych wojowników, zaledwie kilkusetgramowych, skazanych na maszyny i walkę własnego organizmu o każdy kolejny dzień. Dla mnie to momenty pełne wzruszeń i jednocześnie podziękowań za to, co mam. To też prośby, aby dzieci tak nie musiały cierpieć. I jednocześnie to losy ich rodziców, którzy muszą zmagać się z taką huśtawką emocji, z najtrudniejszymi decyzjami... Każdy z tych elementów sprawia, że powieść Nataszy Sochy jest oryginalna, niebanalna, ale mało tego, w tym wszystkim jest też świąteczna!
Wspomnienia z najpiękniejszych Świąt w życiu Joachima, grudniowy czas fabuły, historia Marty i jak się okazuje związanego z nią Mady... Tu nie ma choinek i kolorowych Światełek, ale jest wielka miłość, wielka walka i wybaczenie różnych osób...


Bardzo polecam Wam tę książkę. Tym, którzy znają i lubią pióro i język Nataszy, i tym, którzy jeszcze nie mieli z nimi styczności. To nie będzie zmarnowany czas. To czas pełen wzruszeń i zwrócenia uwagi na sprawy, na które często po prostu brakuje nam czasu. I jeszcze jedno, przytulajmy się, ile się da... :)

Wydawnictwo Edipresse

Gabriela Gargaś "Magia grudniowej nocy"

Chyba nikt inny nie umie tak wprowadzić w nastrój Świąt jak Gabriela Gargaś. Z wielką przyjemnością sięgnęłam po kolejną część przygód Michaliny i jej znajomych z bieszczadzkiego Złotkowa. To, co się tam dzieje, to istna magia - książka nie mogła więc nosić innego tytułu, niż "Magia grudniowej nocy". Jesteście ciekawi, co mnie tak urzekło? Zapraszam :)


Po przeżyciach lata, które mogliśmy poznać w drugiej części serii "Lato utkane z marzeń", wracamy w Bieszczady już prawie zimową porą. Sypie śnieg, a myśli bohaterów płyną ku Świętom. Nie wszystko układa się po ich myśli, ale nadzieja w nich nie gaśnie. Michalina coraz bardziej cieszy się, że zostanie mamą, liczy też na to, że jej kontakty z Przemkiem ułożą się tak, jak powinny między kobietą a mężczyzną. Amelia poza tym, że wciąż nie zamyka serca i czeka na twardą decyzję Marka, interesuje się losem dworku w Złotkowie, który przynosi nam baaaaardzo ciekawą i wzruszającą historię. Jej córka Wiktoria również postanawia walczyć o swoje szczęście. Poznajemy też nowych bohaterów, których losy również przyciągają uwagę i troskę czytelnika...

Zapytacie, co mnie urzekło? Przede wszystkim malownicze opisy zimowych, zaśnieżonych Bieszczad. Dla mnie śnieg i mróz, to wspomnienie Świąt z dzieciństwa, gdzie były one nieodłącznym elementem tej grudniowej scenerii. Wiadomo, teraz taki mamy klimat, więc tym bardziej chciałabym się znaleźć w zimowym Złotkowie. Poza tym, po raz kolejny chcę podkreśli to, jak bardzo lubię, jak subtelnie Gabrysia przedstawia relacje i uczucia między ludźmi. Owszem, kiedy trzeba, to i bohater tupnie, jak charakterna Michalina. Ale to, co się wydarza głównie w sferze miłosnej, jest zawsze pełne taktu i wielkich emocji. No i nie wspomnę już o dodatkowych świątecznych elementach - wspólna Wigilia, przygotowania do tego świątecznego czasu, pieczenie ciast, no i najważniejsze - zacieśnianie więzi i wybaczanie sobie na wzajem. To wszystko buduje piękną całość, która mam nadzieję niebawem znajdzie swój ciąg dalszy! :)


Pierwsza część tej książki wydawała mi się taka nijaka. Trochę byłam po niej rozczarowana. Ale teraz rozumiem, że to był wstęp to tego, aby historia nadal mogła się toczyć, aby emocje wciąż mogły płynąć. Druga część bardzo mi się podobała, ale to właśnie "Magia grudniowej nocy" skradła moje serce. Może jestem teraz zbyt ckliwa i tak działa na mnie ten przedświąteczny czas, ale nic na to nie poradzę. Zdecydowanie książki Gabrysi to najlepszy sposób na spokój serca i ducha, na wyciszenie się i nakarmienie dobrymi emocjami. Polecam Wam tę serię, nie tylko na Święta :)

Wydawnictwo Czwarta Strona


wtorek, 18 grudnia 2018

Alek Rogoziński "Zbrodnia w wielkim mieście"

Dla odmiany od pozycji świątecznych, a na poprawę listopadowego humoru i rozbawienie w jesiennej szarudze, postanowiłam sobie zaserwować przygodę z najnowszą powieścią naszego Króla Komedii Kryminalnej - Alka Rogozińskiego. "Zbrodni w wielkim mieście" wysłuchałam jako audiobooka i bawiłam się przy tym setnie. Jak sądzicie, dlaczego? Zapraszam dalej :)


źródło okładki: materiały wydawnictwa

Sandra, szefowa pisma "Marzenia i sekrety", jest atrakcyjną singielką i fanką Tindera. Umawia się z mężczyznami, ale bez większych rezultatów. Martyna, redaktorka w tej gazecie, to znudzona żona, która swojego męża widuje raz na pół roku, a i wtedy niewiele mają sobie do powiedzenia. Przypadkowo poznają swoje sekrety i postanawiają walczyć o swoje małżeństwo. Z kolei Iwona, graficzka, samotnie wychowuje dwójkę nastolatków z piekła rodem. Wszystkie trzy przyjaźnią się i pracują razem w niewielkim wydawnictwie prasowym. Bardzo się lubią, więc spędzają ze sobą sporo czasu.
Pewnej nocy, w czasie przymusowej, służbowej nasiadówki i po kilku kieliszkach wina, przyjaciółki wymyślają w żartach, jak popełnić morderstwo idealne i pozbyć się swojego szefa - seksisty, szowinisty i tyrana. Nie domyślają się, że ktoś ich podsłuchuje. A chrapkę na to samo ma jeszcze kilka innych osób. Po kilku dniach ktoś realizuje ich plan. Wówczas okazuje się, że osób, które miały powód, aby zabić upiornego biznesmana jest więcej niż one trzy: jego niewierna żona, bandyci, którym był winny spore pieniądze oraz jego kumpel, który dziedziczy po nim wszystkie interesy. No i kto jest mordercą?


To historia, przy czytaniu, czy przy słuchaniu której po prostu nie można się nudzić i ciężko powstrzymywać jest śmiech. Ciekawie zbudowana fabuła, doskonały język, świetne, zabawne wstawki humoru, to znaki rozpoznawcze Alka Rogozińskiego, który w "Zbrodni w wielkim mieście" po raz kolejny potwierdził, że bezapelacyjnie jest Królem Komedii Kryminalnej w Polsce. Świadczą o tym też na pewno pozytywne recenzje wielu osób i ogromna popularność tego Autora. 

Dlatego jeśli macie ochotę na książkę, która będzie jednocześnie dobrą zabawą, to wybór "Zbrodni w wielkim mieście" będzie wyborem idealnym. Ja osobiście bardzo Wam ją polecam :)

Wydawnictwo FILIA