poniedziałek, 9 lipca 2018

Agnieszka Olejnik "Listy i szepty"

Lubię sięgać po kontynuacje książek. Zwłaszcza tych, które swoimi detalami skradły moje serce i zostawiły w nim małe tęsknoty za bohaterami,oraz ciekawość, jak potoczą się ich dalsze losy. Tak było tez w przypadku bohaterów "Mansardy pod Aniołami" Agnieszki Olejnik. Kiedy przeczytałam "Cuda i cudeńka", byłam pewna, że sięgnę po kolejny tom. I tak się stało, przeczytałam "Listy i szepty" i... zapraszam dalej :)



Urokliwe miasteczko na zachodzie Polski, a w nim malownicza kamienica z mansardowym dachem, pod którym toczą się pogmatwane losy jej mieszkańców.
Lena, to dziewczyna pełna optymizmu i wiary w ludzi, która nadal opiekuje się schorowaną babcią. 
Stara się odkryć jej tajemnicę z przeszłości, ale nie jest to łatwe, ponieważ kobieta coraz bardziej podupada na zdrowiu, ciężko się z nią komunikować, a jej trudny charakter zupełnie w tym nie pomaga. Są dni, kiedy Helenie już ręce opadają i zupełnie brakuje jej siły, by nadal spełniać swoje obowiązki. Wtedy wsparcie daje jej nie Jakub, z którym się spotyka, choć sama nie wie dlaczego, ale pisanie listów do Borysa, do którego należy mansardowe poddasze w kamienicy. Słowa, uczucia ukryte w listach stają się w końcu najbardziej wyczekiwanymi chwilami dla Leny, tylko czy one są realne i mogą dziać się w rzeczywistości? 
Wielkim wsparciem są dla Heleny także kobiety, mieszkające w kamienicy, choć każda zmaga się ze swoją historią, zawsze znajdą czas, by wysłuchać i pocieszyć dziewczynę, znajdą dla niej dobre słowo i doradzą. Fantastyczna więź łączy te kobiety. A ich losy pokazują, że jeszcze nic straconego, życie ma dla nich niespodzianki. Przeczytajcie sami, jak potoczą się losy Markiewiczów i Francesci.


Zazwyczaj nie lubię książek, w których fabułę wplątuje się historia. Ale tym razem urzekły mnie losy młodziutkiej Mieci zesłanej na Syberię. Takie opowieści napawają mnie przerażeniem, jak ludzie mogli sobie poradzić w sytuacji, w jakiej się wówczas znaleźli. Często są to historie trudne i tak rzeczywiste, że aż mi niedobrze momentami. Ale właśnie historia, którą opowiada Babcia Mieczysława, jako młoda dziewczyna, rzuca światło na całą dwutomową historię. Tłumaczy, dlaczego zachowuje się ona w ten sposób, a nie inny. Nie usprawiedliwia jej, ale sprawia, że ma się dla niej cieplejsze uczucia, niż na początku książki. 
Podziwiam Autorkę za to, jak wplotła tę trudną syberyjską historię w losy bohaterów mansardy pod Aniołami. Jest ona opowiedziana tak, że nie nuży, a wręcz przeciwnie, wzbudza zainteresowanie. Ja jestem zbyt miękka na tak trudne historie, ale tym razem dałam radę to przełknąć, opowiedziana była z wyczuciem i taktem. 


Bardzo kibicuję Helenie i mam nadzieję, że u boku Borysa znajdzie prawdziwe szczęścia, na jakie zasługuje ta dobra i pełna ciepła dziewczyna. No i trzymam kciuki za Francescę, oby w końcu miłość wypełniła jej serce na dłużej :)

Polecam Wam te dwa tomy "Mansardy pod Aniołami". To piękne, wzruszające książki, które pokazują, że na dobro trzeba umieć się otworzyć, wtedy możemy go zaznać od innych. A to, czego czasem nie umiemy wyrazić słowami, pięknie wyrażają listy i szepty...

Wydawnictwo FILIA

1 komentarz:

  1. Naprawdę mnie zachęciłaś do przeczytania :) Myślę, że spodobałaby Ci się też "Strażniczka miodu i pszczół" - przeczytałam ją ostatnio.

    OdpowiedzUsuń