środa, 28 marca 2018

Ewa Zdunek "Mediatorka" - PRZEDPREMIEROWO

Sama nie wiem, czy łatwiej jest rozwiązywać cudze problemy, czy własne. Mediator ma ich aż nadto, bo i własne i cudze, które rozwiązuje zawodowo. Dzisiaj mam dla Was przedpremierowo książkę, która uchyla rąbka tajemnicy pracy mediatorki. To książka Ewy Zdunek zatytułowana właśnie "Mediatorka" od Wydawnictwa WAB. Czy mediator umie rozwiązać wszystkie problemy z jakimi przychodzą do niego zwaśnione strony? Zapraszam :)


Marta Kołodziej - główna bohaterka książki jest mediatorką, czyli zawodowo zajmuje się rozwiązywaniem problemów innych ludzi. Tymczasem jej małżeństwo właśnie legło w gruzach, były mąż chce odebrać jej córki - Basię i Laurę, posuwając się przy tym do niegodziwych metod. Ponadto jej matka sączy swój despotyzm niczym jad, a ojciec jest bujającym w chmurach wynalazcą. Na szczęście Marta może liczyć na pomoc swojej zakompleksionej przyjaciółki betki, kominiarza Zbigniewa, który nie ma szczęścia w miłości, oraz dosyć nieporadnego lekarza Roberta. Życie nieustannie ją zaskakuje i okazuje się, że wcale nie jest takie proste, jak proste bywa nieraz godzenie stron na sali sądowej.

Sami musicie przyznać, że zawód mediatorki wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Decydowanie o ludzkich losach nigdy nie jest łatwe. Trzeba albo rozwiązać konflikt, albo chociaż złagodzić go na tyle, by dwie strony mogły dojść do porozumienia. To branie we własne ręce losu ludzi, którzy przychodzą do mediatorów z nadzieją i ufnością, że im pomoże. 
Książka od podszewki pokazuje na czym polega ten zawód, a dodatkowo śledzimy losy prywatne głównej bohaterki. Jak się okazuje czasem trudno jej zapanować nad własnym życiem, a trzeba jeszcze myśleć o innych. Marta jest trochę zwariowana, ale widać, że praca sprawia jej radość. Jednak jak się okazuje prawdziwa mediacja dopiero przed nią...



Ewa Zdunek to Autorka, która ma na swoim koncie kilka ciekawych powieści, jednak jeszcze nie miałam przyjemności ich przeczytać, cieszę się jednak, że poznałam "Mediatorkę", bo to bardzo wartościowa książka. Autorka książki jest absolwentką studiów prawniczych, a pracuje jako negocjator i mediator, w związku z czym mogła nam pokazać w powieści to, czym zajmuje się na co dzień, dzięki czemu książka nabiera realizmu i życiowego charakteru. 

Książka jest napisana w ciekawy sposób. Spora dawka humoru, groteskowe sytuacje pozwalają popatrzeć z ludzkiej strony na pracę mediatorów sądowych - zawód, który nie jest szczególnie doceniany, choć tak ważny. Najważniejsze, że książka ma optymistyczny wydźwięk. jeśli macie ochotę się z nią zapoznać, to warto, jest interesująca. Premiera już 4 kwietnia!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu WAB :)


Colleen Hoover "This Girl"

Do przewidzenia było, że sięgnę po ostatni tom cyklu "Slammed" Colleen Hoover. Nie mogłam się doczekać, kiedy poznam dalsze losy Layken i Willa. Czy wszystko im się poukładało? Jak żyje im się w małżeństwie? Też jesteście ciekawi? Zapraszam do ostatniej części cyklu, czyli "This Girl - Ta Dziewczyna" od Wydawnictwa YA! :)

Po dwóch latach znajomości Layken i Will, ciągle szaleńczo w sobie zakochani, ku radości swoich braci i przyjaciół, biorą ślub. Ich droga do ołtarza nie była jednak usłana różami. teraz mają wreszcie czas dla siebie i mogą się cieszyć wymarzonym "weekendem miodowym". Jest to dla nich także okazja do wspomnień. A przy okazji Lake chciałaby dowiedzieć się wszystkiego o swoim mężu. Również tego, jak ich znajomość i trudne początki wyglądały z jego perspektywy. Więc Will, jak na dobrego męża przystało, spełni życzenie żony i podzieli się z nią najskrytszymi myślami, nie ukrywając absolutnie niczego... 

Trudno nazwać trzecią część cyklu kontynuacją losów głównych bohaterów. Jest to po prostu przywołanie historii z "Pułapki uczuć", ale widzianej oczami Williama. Poznajemy jego rozmowy z Julie - mamą Lake, męskie układy i rozmowy, oraz jego punkt widzenia różnych spraw. Nie powiem, że nie jest to ciekawe, bo wiadomo, jak to u Hoover, czyta się szybko i przyjemnie, ale mam wrażenie, że to już trochę na część ciągnięcie tej historii. Szkoda, że ich losy nie poszły trochę naprzód, nie nawiązały do dojrzewania ich braci i ich sytuacji z tym związanej, ale widocznie taki był zamysł Autorki, którą i tak kochają wszyscy ;)



Niemniej jednak cykl Slammed jest fajną, zamkniętą całością, w której możemy poznać wszystkie emocje i uczucia młodych nastolatków. To świetna i wzruszająca historia, po którą zapewne warto sięgnąć. Miłosne perypetie młodych były naprawdę zawiłe, warto poznać całą tę historię. Bardzo lubię książki Colleen Hoover, więc "Tą dziewczynę" też Wam polecam, jako uzupełnienie całości :)


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu YA!
Jeśli macie ochotę, zapraszam do poprzednich recenzji:

wtorek, 27 marca 2018

Alek Rogoziński "Kto zabił Kopciuszka?"

Ciekawa jestem, co pomyśleli sobie ostatnio ludzie, którzy towarzyszyli mi w poczekalni jednej z poradni, kiedy czytałam najnowszą książkę Alka Rogozińskiego. Raz po raz prychałam ze śmiechu i śmiałam się do siebie. Nie wyglądałam pewnie na zbyt normalną, ale po prostu nie mogłam się opanować. Kolejna z przygód Róży Krull znowu bawiła mnie do łez. Autorze, spisałeś się świetnie! Co jeszcze powiem Wam o "Kto zabił Kopciuszka?"? Zapraszam :)



Autorka powieści kryminalnych Róża Krull, cierpiąca ostatnio na brak weny twórczej, otrzymuje zaproszenie na wielki bal charytatywny. Zupełnie się go nie spodziewała, tak jak nie spodziewała się tego, że myśli, które wypowiedziała na głos dzień wcześniej,  podczas rozmowy telefonicznej z Miłką, wydarzą się naprawdę...
Na bal wybrała się z przyjaciółką. Akcja charytatywna, to najlepsze miejsce, w którym  można spotkać kilka postaci znanych z pierwszych stron gazet. Kiedy w czasie imprezy dochodzi do morderstwa, okazuje się, że tak naprawdę, każdy z gości miał powód, aby go dokonać. W tym między innymi, znany bloger Mario, przyjaciel Róży, która, aby oczyścić go z podejrzeń, zaczyna po raz kolejny własne śledztwo, pomimo tego, że najbliżsi współpracownicy starają się jej to wyperswadować...



To moje drugie spotkanie z przygodami ekscentrycznej pisarki Róży i po raz kolejny jestem zachwycona jej postawą i osobowością. Bawi mnie jak nikt inny. Zresztą wiele z postaci komedii dosłownie pokochałam za ich różne cechy charakteru. Niektóre są tak przerysowane, że ciężko się nie uśmiechnąć na myśl o nich. Miłka na nieustającej diecie, pani Cecylia raz po raz wzywająca świętych patronów, Mario, zapalony youtouber znający się doskonale na modzie, Betty i Krzysztof wyrabiający statystyki w łóżku nie dla Polaków, ale dla Włochów i Francuzów. Świetne dialogi, zabawne przytyki, kłamstwa, niedomówienia i intrygi doskonale prowadzą fabułę, a przy tym posuwają śledztwo do przodu. Jest więc zabawnie, ale i intrygująco, i mimo sporej dawki humoru, Autor mocno skupia się na zbrodni, a to wszystko prowadzi do celu, czyli poznania zabójcy... 



Alek Rogoziński kolejny raz świetnie połączył wątki kryminalne z humorystycznymi, a przecież nie jest to łatwa sztuka. On jednak robi to z pełną świadomością i doskonałą znajomością światka polskiego show biznesu. Doskonale czuć w wielu fragmentach ociekającą ironię i wielki dystans do wielu wydarzeń, osób i sytuacji. Bohaterowie są świetnie wykreowani, fabuła ciekawa, rwąca, bawiąc prowadzi do tego, co najważniejsze. 
Myślę, że Alek jako Autor komedii kryminalnej, to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Doskonale radzi sobie z tym gatunkiem i mam nadzieję, że nie jest to ostatnia odsłona przygód Róży Krull. Chętnie jeszcze wrócę do tych kryminalnych przygód okraszonych humorem, ironią i dystansem, które wprawiają czytelnika w doskonały nastrój :)

Pięknie dziękuję Autorowi za egzemplarz recenzencki :)

Wydawnictwo FILIA

środa, 21 marca 2018

Geneva Lee "Kochanka Księcia"

Są takie książki, których zapowiedzi sprawiają, że bardzo się na nie czeka. Ja nie mogłam się doczekać swojego egzemplarza "Kochanki Księcia" Genevy Lee od Wydawnictwo Kobiece. Jest to pierwszy tom serii Royals. Kiedy w końcu dostałam ją do rąk własnych, zatopiłam się w lekturze. No i? Jak myślicie, podobało mi się? Zapraszam dalej! :)



Na przyjęciu z okazji ukończenia studiów na Uniwersytecie Oksfordzkim Clara Bishop jest trochę na siłę swatana przez swoją przyjaciółkę z jej bratem. Clara chciałaby tego uniknąć, bo nie o taki typ faceta jej chodzi. I wtedy spotyka jego - intrygującego mężczyznę o demonicznym spojrzeniu. Chociaż ich znajomość miała skończyć się na jednym pocałunku, to nie może o nim zapomnieć. Mężczyzna wydawał się jej bardzo bliski, jakby skądś go znała. Nie może sobie jednak przypomnieć skąd. Przypomni jej jednak ktoś inny...

Kiedy do drzwi Clary następnego dnia pukają paparazzi, okazuje się, że tajemniczym przystojniakiem był książę Alexander, który nie cieszy się zbyt dobrą reputacją. To bawidamek, mający każdą kobietę, której zapragnie. Prawowity następca tronu to niebezpieczny bad boy, który słynie z tego, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Jego najnowszym kaprysem staje się Clara. Alexander proponuje jej układ, w którym dziewczyna zostanie jego sekretną kochanką. Tylko, czy są w stanie utrzymać swój związek w tajemnicy? Czy niebezpieczny książę poczuje do Clary coś więcej?



Szczerze powiem, że spodziewałam się czegoś lepszego. Myślałam, że wątek królewski gwarantuje świetną historię. No i owszem, na pewno jest ona inna niż wszystkie, bo występuje w niej książę, ale poza tym, to po prostu romans. I to nawet nie jestem pewna, czy dobry, bo czytałam lepsze. 
Mam wrażenie (i z tego, co przeczytałam, nie tylko ja), że bohaterowie są kopią bohaterów z cyklu o Greyu. Ale niestety słabszą. Dialogi są tak banalne, że czasem trudno uwierzyć, że rozmawiają dwie dorosłe kobiety, a nie nastolatki. Można wspierać się jakimś wzorem literackim, ale szkoda, że Autorka nie próbowała uczynić go lepszym, zwłaszcza, że przecież trylogia o szarym dostała też sporą dawkę krytyki. 

Owszem, nie twierdzę, że książka jest zła, bo nie jest. Na pewno sprawdzi się jako coś lekkiego i niezobowiązującego, ale chciałam czegoś więcej. Czegoś wielowymiarowego.  Tutaj akcja szybko mknie, chyba nawet za szybko, zwłaszcza, jeśli chodzi o wątki związane z życiem Alexandra. Pokazuje jego traumę, skrywane sekrety, ale rozczarowująco szybko, bo zaledwie po kilku dniach znajomości. Pokazuje też wiele emocji, jakie targają Clarą, która nie jest lubiana przez rodzinę królewską i wystawiona na atak paparazzich, ale to, mimo wszystko, daje wrażenie, że książka jest tylko jednowymiarowa.

"Kochanka Księcia" to z pewnością dobra zabawa. Romans. Ta książka nie daje morałów, ani pouczeń. Jest zabawą, dobrą rozrywką i na pewno seksownym oderwaniem od codzienności z nieziemsko przystojnym księciem w roli głównej. Jeśli macie ochotę na taką książkę, to Wam ją polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


Alek Rogoziński "Do trzech razy śmierć"

Tego właśnie mi trzeba było! Po ostatnich dość trudnych lekturach, wymagających skupienia i wytężonego umysłu, a także po sporej dawce emocji, trafiłam na coś, co uspokoiło moją czytelniczą duszę. Dodatkowo rozbawiło i dało nowy power czytelniczy i blogowy. Mowa tu o kryminalnej komedii omyłek Alka Rogozińskiego "Do trzech razy śmierć". To historia z dreszczykiem, ale niesamowicie zabawna, mocno przerysowująca współczesny świat literacki, blogowy i showbiznesowy. Zapraszam dalej!



Autorka powieści kryminalnych, Róża Krull, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, odbywający się we dworku w Kopielnikach pod Krakowem. Nie jest specjalnie zachwycona tym faktem i szczerze nie ma ochoty tam jechać, jednak przekonuje ją do tego manager Pepe, zapowiadając dla niej nagrodę. Róża ma specyficzny charakter i prosto z mostu mówi, że nie odpowiada jej towarzystwo, które ma tam się znaleźć. W końcu jednak Pawłowi udaje się ją przekonać. Wśród gości zjazdu znajdują się pisarki, niektóre z rodzinami, oraz blogerki. Początkowo atmosfera jest wyraźnie gęsta, ale zaczyna się rozluźniać, kiedy okazuje się, że jedna z koleżanek po piórze zostaje otruta. Wszystko wskazuje na to, że morderca, który zostawił na miejscu zbrodni czarną różę, wciela w życie fabułę jednej z powieści Krull. A inni zaproszeni pisarze wcale nie są tak niewinni, jak się wydaje... 
Pisarka rozpoczyna prywatne śledztwo. Pomagają jej w tym zakochany w gotowaniu specjalista od public relations, zafascynowany kryminałami boy hotelowy oraz trzy szalone blogerki. Czy detektywi-amatorzy okażą się skuteczniejsi od policji?



Uwierzcie mi, że uśmiałam się setnie. Powiedzmy, że w miarę orientuję się w świecie pisarskim, blogerskim i showbiznesowym. I choć fabuła, jak przyznaje sam Autor, jest nieprawdziwa, to myślę, że sporo prawdziwych wątków zostało w nią wplecione. Świetnie wkomponowane nazwiska, a to przypadkiem napomknięte o różnych wydarzeniach, no i wspomniane komentarze o literaturze i recenzentach, a przecież we wszystkim chodzi o morderstwo! Ale jedno przy drugim udało się załatwić. Alek świetnie wymyślił fabułę, jest ciekawa, akcja wartka, a postaci mocno przerysowane. Wszystko składa się na świetną książkę, która, mimo, że porusza temat zbrodni, i to potrójnej, naprawdę bawi. Intryga jest tak skonstruowana, że do samego końca nie bardzo wiadomo o co chodzi. Warto dobrnąć do końca!

Wysłuchałam audiobooka w storytel, bo tak jest mi sporo łatwiej. Ale piszę o tym dlatego, że chcę wspomnieć o fantastycznej interpretacji Pauliny Holtz. To odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Czasem, kiedy się słucha, lektor czyta tak nużąco, że można zasnąć, ale nie Paulina. Jak dla mnie 5 z plusem!

Cieszę się, że zdecydowałam się poczekać z Kopciuszkiem i zacząć śledzić losy Róży Krull od pierwszego tomu. Dzięki temu więcej czasu spędzę z tą genialną bohaterką, choć przyznam, że momentami przesadzała, a do tego więcej czasu spędzę uśmiechając się :)

Jeśli macie w planach serię z Różą Krull, nie odkładajcie jej na później, szkoda czasu!

Wydawnictwo FILIA

wtorek, 20 marca 2018

Cynthia Swanson "Wyśnione życie"

Czasem każdy z nas chciałby odpowiedzieć sobie na pytanie "Co by było, gdyby moje życie było inne?". Hm, no właśnie, co by było? Tym razem mam dla Was książkę o kobiecie, której wydaje się, że życie ze snu jest prawdziwe. Czy to możliwe? Czasem trudno odróżnić świat snu i jawy, ale czy aż tak? Zapraszam Was na recenzję debiutu literackiego Cynthii Swanson, który zachwycił innych na tyle, że książka niebawem zostanie zekranizowana, a w roli głównej zagra Julia Roberts. Mam dla Was "Wyśnione życie" od Wydawnictwa Kobiecego. 



Denver, 1962. Kitty Miller to samotna kobieta po trzydziestce, która wiedzie niekonwencjonalne życie. Kocha księgarnię, którą prowadzi z najlepszą przyjaciółką Friedą i cieszy się całkowitą niezależnością. Może robić to, na co ma ochotę i nie musi się przed nikim tłumaczyć. Kiedyś pojawił się w jej życiu pewien mężczyzna, lekarz o imieniu Kevin, ale nic z tego nie wyszło.Wtedy zaczęły się sny.
Denver, 1963. Katharyn Andersson jest szczęśliwą żoną Larsa, z którym ma wspaniałe dzieci, piękny dom i cudownych przyjaciół. To wszystko, o czym marzyła kiedyś Kitty Miller, ale pojawia się tylko w jej sennych wizjach.
Kitty uwielbia nocne podróże do alternatywnego świata i jest przekonana, że sny są wynikiem jej nadaktywnej wyobraźni. Jednak z każdą wizytą w życiu Katharyn ma poczucie, że życie ze snu jest bardziej prawdziwe. Czy może wybrać, kim chce być? Jaka będzie cena pozostania Kitty lub Katharyn?



Sama nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej powieści. Jakże miło zostałam zaskoczona! Okazało się, że podróżowanie Kitty do wyśnionego życia jest bardzo intrygujące i wciąga z każdą kolejną stroną. Dwa światy, które się przenikają sprawiają, że nie jest nudno, a napięcie trzyma do ostatnich stron. Budowane napięcie,sporo zagadek, powoduje, że książkę trudno odłożyć. W końcu jednak to, czym się wydaje, że jest, wcale tym nie jest. Trudno rozróżnić jawę od snu..

Książka prowokuje do refleksji, zmusza do przemyśleń nad tym, jak przewrotny bywa ludzki los. Często nie zdajemy sobie sprawy, że wystarczy jedna chwila, jedna minuta, aby zawrócić bieg naszego życia. Tylko, co wtedy, gdy pojawiają się niechciane konsekwencje, których nie sposób odwrócić. Wydaje mi się, że śnić trzeba, trzeba marzyć, ale nie można pozwolić, by sny zawładnęły naszym życiem.  Idealne życie bowiem nie istnieje...

Myślę, że jest to książka warta uwagi. I to chyba nie tylko moje zdanie, skoro szykuje się ekranizacja. Przekonajcie się zatem sami, jak przyjemna jest w odbiorze. Ciekawe, czy tez będziecie się zastanawiać, co by było, gdyby?

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

Charles Bock "Alice i Oliver"

Mało ostatnio piszę, ale czytam. Niestety trudniej jest usiąść przy laptopie, niż przewrócić kilka kartek, stąd taka przerwa. No ale jestem :)
Dzisiaj mam dla Was książkę, która jest piękna, ale na pewno nie jest lekka, ani przyjemna. To poruszająca powieść o chorobie i cierpieniu i o tym, co w tym czasie odczuwają najbliżsi umierającego. To nie jest książka, przy której można się zrelaksować, ale taka, którą mimo wszystko warto przeczytać i poczuć. To "Alice i Oliver" Charlesa Bock'a od Wydawnictwa WAB. Zapraszam :)



Alice Culvert ma w sobie prawdziwą moc: jest pełna pasji, niezależna, bystra i prześliczna. Przyciąga uwagę wszędzie, gdzie tylko się pojawi, nawet w gwarnym Nowym Jorku lat 90. – i jest tym zachwycona. Żyje bardzo intensywnie – tym trudniej uwierzyć, kiedy poznaje lekarską diagnozę swego stanu... Tak pełna energii osoba nie może przecież po prostu zniknąć. Życie Alice i jej męża Olivera nagle sprowadza się do jednego: walki o przetrwanie. Para walczy z chorobą, stawiając również czoła meandrom systemu opieki zdrowotnej, dobrym intencjom bliskim i głębokiemu, niebezpiecznemu stresowi, który odpycha od siebie małżonków. 

Młode małżeństwo, które czuje, że dopiero w życiu nabiera wiatru w żagle, cieszy się kilkumiesięczną córeczką, nagle dostaje wyrok. Choroba. I nagle wszystko staje na głowie. Ona - pełna życia, musi stanąć oko w oko z agresywną białaczką, on - zakochany w niej bez reszty,musi zdać egzamin ze swoich uczuć, choć do tej pory był pewny, że dla Alice jest w stanie zrobić wszystko. 

Książka jest powieścią naturalistyczną. Pokazuje jak wygląda proces leczenia, sama choroba, różne stany głównej bohaterki. Procesy medyczne, ludzkie zachowania, wszystko pokazane jest bez ściemy. Wiemy, że Autor napisał tę książkę na podstawie własnych przeżyć, co mocno da się odczuć w trakcie czytania. Ma w sobie autentyczność i mądrość, którą znają tylko osoby, które przeszły w swoim życiu chorobę najbliższych. Tego się nie da poczuć, tego nie można wymyślić, to trzeba przeżyć. I tak właśnie jest w tej książce - wiarygodnie. 

Charles Bock niczego nie ubarwia, nie koloryzuje, pisze jak było w rzeczywistości. O tym, co czuła Alice, jakie były jej przemyślenia, reakcje, pragnienie przeżycia i strach przed śmiercią. Wszystkie te stany i emocje oparte są na dzinnikach, które w trakcie długiej choroby prowadziła żona Autora. 



Książka pokazuje, że białaczka zniszczyła nie tylko ciało Alice, ale również jej umysł oraz samego Oliviera. Krok po kroku przygniatała ich swoim ciężarem, skazując na ciągły strach, przed każdym potknięciem, przed każdym pełnym niepewności dniem, na walkę z firmami ubezpieczeniowymi, przed lękiem, że nie stać ich będzie na leczenie. Autor przedstawia nam wszystkie pola walki z jakimi musi zmierzyć się rodzina chorego, nie tylko na gruncie szpitalnym. 

To naprawdę bardzo realistyczna i naturalistyczna powieść. Mocno przemawia do czytelnika. Nie zostawia po sobie pustki, ani odczucia zmarnowanego czasu. Wstrząsa, porusza. Pokazuje, że choroba jest w stanie zniszczyć nawet miłość. Ale także pokazuje, że miłość jest też tą siłą, która zniesie najwięcej. Warto przeczytać tę książkę.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu WAB :)


środa, 14 marca 2018

Natasza Socha "Troje na huśtawce"

Kobieta w związku ze starszym mężczyzną? - w porządku, ale nie za dużo starszym. W związku z młodszym? Owszem, ale nie za wiele, bo przecież nie wypada. 
W naszym kraju mamy bardzo utarty schemat tego, jak ma wyglądać życie kobiety w pewnym wieku. Każdy zna wyobrażenie matki Polki. Każdy wie, co jej wypada, a co nie. I broń Boże, żeby ktoś wystawał ponad schemat, żeby się wyłamywał, żeby żył inaczej, niż "przystoi". Wtedy komentarzy jest mnóstwo. Wtedy usłyszeć można tysiące  tzw. złotych rad, obraźliwych ocen i wyzwisk, a raczej mało życzliwych słów. A przecież nikt nie siedzi w naszej głowie, nikt nie zna w 100% naszej sytuacji, naszych emocji. Związki się rozpadają z różnych przyczyn, a miłość znowu przychodzi. Czasem wcześniej, czasem później. Nie zawsze taka jakiej się spodziewamy. I choć czasem musimy wybrać pomiędzy tym, co ważne i ważniejsze, nie zawsze jest to oczywiste i łatwe. Przecież nie chcemy nikogo zranić, tylko żyć. Natasza Socha po raz kolejny napisała świetną książkę. To ważny głos w sprawie kobiet dojrzałych. To trudne dylematy, wybory pomiędzy miłością, a przyjaźnią. Ale kto powiedział, że ma być łatwo? Dzisiaj "Troje na huśtawce", zapraszam :)


Koralia ma czterdzieści dwa lata i czterdzieści dwa powody, by zmienić swoje życie, w końcu niedawno została rozwódką w dodatku bezdzietną, a je były mąż niebawem będzie miał dziecko z inną kobietą. Nagle pojawia się jeden dodatkowy powód, by zacząć na nowo, który wywraca jej świat do góry nogami. Tytus, bo to o nim mowa, jest osiemnaście lat młodszy. Kiedy ona zdawała maturę, on własnie się rodził. I jeszcze jedno – jest synem jej najlepszej przyjaciółki... I tutaj zaczynają się schody. Co w życiu jest ważniejsze? Przyjaźń czy miłość? Czy naprawdę trzeba wybierać? 

„Troje na huśtawce” to współczesny romans obyczajowy, spisany w formie pamiętnika, opowiedziany z dystansem, ironią i dużą dawką emocji. Natasza Socha raczej nie patyczkuje się z czytelnikiem. Ważne i trudne tematy porusza bez skrępowania. Tak jest i tym razem. Bohaterowie żyją w książce tak, że czytelnik współodczuwa ich emocje i dylematy. Nie może zostać obojętny. Słuchając opowieści Koralii przeżywa się razem z nią, każdą pojedynczą emocje, każdą iskierkę. Nie wiem, jak ja bym zachowała się w takiej sytuacji. Nie muszę się zastanawiać. Ale kiedy słuchałam tej książki w postaci audiobooka, razem z kobietą przemyśliwałam, dlaczego postąpiła tak a nie inaczej. 

Koralia wyzwoliła się, choć nie sama, z nudnego i drętwego związku z człowiekiem, który znalazł sobie młodszą kobietę. Poznajemy jej emocje, jej uczucia, jej rozterki, czas załamania, ale i potem towarzyszymy jej w czasie odrodzenia. Na nowo jej dusza i ciało budzą się do życia. Motorem napędowym jest najpiękniejsza z sił, czyli miłość. Tylko... no właśnie - zakazana miłość. Bo przecież Tytus jest młodszy, no i jest synem Aurelii jej najlepszej przyjaciółki. To Koralia zajmowała się nim, gdy był maleńkim chłopcem i towarzyszyła mu w każdym kolejnym roku jego życia. Obok - jako przyjaciółka matki. Więc tak chyba nie wypada, no ale dzieje się... dlatego, musi zmierzyć się nie tylko w własnymi emocjami, czy uprzedzeniami społecznymi, ale przede wszystkim stanąć oko w oko z kobietą, której tyle zawdzięcza - z Aurelią. 

Być może dla niektórych nie jest to temat tabu, ale dla wielu jest. Nie tylko dlatego, że chłopak jest młodszy o osiemnaście lat, ale głównie ze względu na to, że Koralia była jego opiekunką, drugą matką, no i jest to syn przyjaciółki. Ktoś mógłby powiedzieć, że zakrawa na kazirodztwo, ale no właśnie, ale ocena tego już nie leży w naszej gestii. Socha porusza mocno kontrowersyjny temat, a dodatkowo, wspomnienia głównej bohaterki nie są ułożone chronologicznie, co nieco wybija z rytmu czytelnika, czy słuchacza, ale ma ogólny zamysł. Dopiero całość, od początku do końca daje pełny obraz sytuacji. Warto być cierpliwym. Choć zakończenie zwala z nóg... Dlaczego Pani Nataszo? :) Już chyba zawsze, gdy zobaczę zielone drzwi pomyślę o Koralii. 

To nie jest oczywista książka. To nie jest banalna historia, która zamyka się w kilku rozdziałach. Ona wymyka się, wchodzi dużo głębiej i wychodzi sporo poza ramy książki. Nie bój się, sięgnij po tę książkę. Zapewni Ci sporo emocji. Pozwoli popatrzeć inaczej na pewne sprawy. Być może pomoże podjąć ciągle niepodjęte decyzje, rozwiąże dylematy. Ona ma w sobie jakąś moc sprawczą, to pewne, choć ciągle nieoczywiste. 

Wydawnictwo Edipresse

wtorek, 13 marca 2018

Colleen Hoover "Point of Retreat"

"Point of Retreat" to nowe wydanie powieści "Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover. Jest to druga część trylogii dotyczącej losów Williama i Layken, którzy przeszli w swoim młodym życiu tyle, ile niektórzy nie doświadczyli w ciągu swojego długiego dorosłego życia. Co tym razem się u nich wydarzy? Jesteście ciekawi? Zapraszam :)



Lake i Willa łączy więcej niż zwyczajne młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, oboje stracili rodziców i muszą zajmować się młodszym rodzeństwem, no i też podobne potrzeby. Muszą radzić sobie w codziennością, z wychowaniem młodszych braci, z ich edukacją, ale także swoją. Są dla siebie wsparciem i bardzo się szanują. Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni..
Ich związek rozpada się jednak, gdy na drodze Willa pojawia się jego dawna miłość Vaughn. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, chociaż wie, że Layken może mu nie wybaczyć kłamstw. Wiadomo, że taka sytuacja powoduje mnóstwo nieprzyjemności, a wiele można wybaczyć, ale sekrety i kłamstwa bardzo ranią dziewczynę... Czy rozstanie pomoże im zrozumieć, jak bardzo siebie potrzebują?
Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobaczą?



Ten, kto raz przeczytał książkę Colleen Hoover wie, że tych historii się nie zapomina. Wręcz przeciwnie, po każdą kolejną sięga się w ciemno, bo wiadomo, że to gwarant wielkich emocji. Tak jest i tym razem. Choć wydaje się, że drugi tom nie przyniesie wielu wrażeń, mile można się zaskoczyć! To kolejna karuzela emocji, które wyciszają się tylko po to, by zaraz znowu podnieść adrenalinę. "Point of Retrat" bawi, wzrusza i "motylkuje" :) 

Bardzo polecam Wam tę książkę oraz cały cykl "Slammed", to nie będzie zmarnowany czas! I przygotujcie chusteczki, mogą się przydać! Ja już nie mogę się doczekać kolejnego tomu!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu YA!
Ps: Jeśli ktoś ma ochotę, zapraszam do recenzji pierwszej części "Slammed" - "Pułapka uczuć"


czwartek, 8 marca 2018

Kate Hudson "Pretty Happy. Przepis na pokochanie siebie"

Dzisiaj świętują wszystkie kobiety. 8 marca to wyjątkowa data w kalendarzu, to dzisiaj nasi mężczyźni starają się trochę bardziej niż zwykle ;) 
Składam Wam wszystkim moim Kochanym Kobietom najlepsze życzenia, 
bądźcie zawsze piękne i uśmiechnięte! :)
Mam też dla Was wyjątkową książkę od Wydawnictwa Kobiecego, która zdecydowanie może być najlepszym prezentem dla każdej kobiety, niezależnie od wieku. W końcu oni wiedzą, co dobre!
Jest to poradnik "Pretty Happy. Przepis na pokochanie siebie" od Kate Hudson ( we współpracy z Billie Fitzpatrick). To jedna z moich ulubionych aktorek, więc bardzo ciekawa, co też takiego poczyniła w zakresie pisarstwa poradnikowego. No i jestem zachwycona! To ultrakobieca książka:) Zapraszam! 



Jak często czujemy się naprawdę szczęśliwe? Co daje nam radość i sprawia, że czujemy się naprawdę happy? Z pewnością każda z nas ma takie swoje sprawy, które wyliczy i będzie miała absolutną rację, bo każda z nas jest inna i potrzebuje czegoś innego. Właśnie o tym wspomina Kate, nie musimy być takie same, nie musimy dążyć do ideału, bo nikt, absolutnie NIKT nie jest idealny. Musimy poczuć się komfortowo ze sobą w swoim ciele i to sprawia, że jesteśmy szczęśliwe naprawdę. 

Kate Hudson jest bardzo znaną aktorką, ale jak sama przyznaje, macierzyństwo zmieniło jej sposób życia. Przewartościowało je. Postanowiła więc zadedykować książkę swoim dzieciom, dzięki którym jest aktywna, pełna życia i które sprawiają, że chcę żyć najdłużej jak tylko się da. 



To, co sprawia, że czuje się szczęśliwa, to "body smart", czyli kontakt ze swoim ciałem, który opiera się na czterech filarach:
- Filar pierwszy zaprasza do podtrzymania intuicyjnego związku z twoim organizmem.
- Filar drugi wskazuje, jak lepiej się odżywiać.
- Filar trzeci pomaga ci obudzić twoje ciało za pomocą ruchu – takiego, jaki uwielbiasz.
- Filar czwarty wprowadzi cię w świat cudu uważności. 



Filozofia życia, którą wyznaje Kate zakłada, że nie ma niemożliwego, niemożliwe staje się bowiem możliwe, a przy tym nie ma słów, że coś jest zbyt trudne, czy słowa nie wiem. Żyć należy zgodnie z inteligencją naszego organizmu. Każdy taką posiada, choć nie do końca zdaje sobie z niej sprawę. Mimo, że media propagują wiecznie zadowoloną z życia kobietę, dobrze wiemy, jaka jest rzeczywistość. Każdy miewa gorsze dni. Chyba nikt nie jest w stanie uśmiechać się przez 365 dni w roku. Musimy sobie pozwolić na słabsze dni, ale możemy też zrobić wiele, aby tych dni było zdecydowanie mniej. 

Należy jednak pamiętać, że zrozumienie własnego organizmu to proces, a nie dieta czy program, który zaczyna się jednego dnia i kończy dwadzieścia jeden dni później. Na wszystko potrzeba czasu. każde ciało potrzebuje czasu, aby współgrać z umysłem, by połączyć przemiany, jakie w nim zachodzą, więc trzeba się wsłuchiwać w siebie. Warto więc nawiązać, jak pisze Kate "czułą" relację z samą sobą. 



Poradnik jest naprawdę genialny. Pięknie wydany w grubej oprawie. Zawiera zdjęcia aktorki, ale też fotografie opatrzone cytatami dającymi domyślenia. Ponadto, oparta na czterech filarach powoli kieruje kobietę na osiągnięcie celu, czyli życia w harmonii ze swoim ciałem. Zamieszczono w nim wskazówki, podpowiedzi, rodzaje ćwiczeń, przykładowe menu oraz testy, które można uzupełniać na bieżąco. Ponadto do książki dodany został "Twój zeszyt myśli", w którym można zapisywać swoje spostrzeżenia, swoje odpowiedzi, swoje wnioski i sugestie.  Pomoże poukładać wszystkie nowe informacje.

To naprawdę fantastyczna propozycja dla wszystkich Kobiet, nie tylko na Dzień kobiet. Bardzo Wam polecam, bo w końcu kto jak nie Wydawnictwo Kobiece wie, co jest najlepsze dla nas płci pięknej! :)

Dziękuję za egzemplarz recenzencki!

środa, 7 marca 2018

Agnieszka Krawczyk "Tylko dobre wiadomości"

Są książki takich Pisarzy, po które sięgam w ciemno. Jednym z nich jest Agnieszka Krawczyk, która kilka tygodni temu podzieliła się z nami czytelnikami swoim kolejnym "dzieckiem", czyli romantyczną opowieścią z dużą dawką humoru zatytułowaną "Tylko dobre wiadomości". Jej poprzednie książki wywarły na mnie bardzo duże wrażenie. Pokochałam historię sióstr Niemirskich i aż ciężko było się z nimi rozstać. Zatem bardzo ciekawa byłam, czym tym razem podzieli się z nami Pani Agnieszka... Jesteście ciekawi? Zapraszam :)




Jedna z głównych bohaterek to dziennikarka Izabela Oster, która z dnia na dzień rzuca pracę w telewizji. Jest profesjonalistką, bardzo cenioną, ale gdy w grę zaczynają wchodzić konszachty i pieniądze, Zula znana z narwanego charakteru, postanawia odejść. Niestety później nie wszystko układa się po jej myśli. Nowi pracodawcy jakoś się o nią nie rozbijają... A była o tym przekonana...
Na szczęście jej przyjaciółka, Kamila Rudnicka-Clement, składa jej propozycję nie do odrzucenia. 
Kobieta odziedziczyła bowiem po zmarłej teściowej podupadające pismo dla pań i zaproponowała Zuli, aby razem przywróciły mu dawną świetność. Warunek jest tylko jeden... Muszą się przenieść do Krakowa. Iza podejmuje się wyzwania, ponieważ nie ma w zanadrzu innej propozycji, poza tym chce pomóc przyjaciółce w tym ciekawym przedsięwzięciu.
Kobiety ruszają do pracy pełną parą i nie spodziewają się nawet, ile niespodzianek przyniesie im przeprowadzka i nowe zajęcie. Spotkają ludzi, których się nie spodziewały, odkryją miejsca, których nie znały, a dobro, którym podzielą się z innymi, wróci do nich jak bumerang. To wszystko sprawi, że zaczną patrzeć w przyszłość w kolorowych barwach. A za rogiem, niespodziewanie czeka miłość...



Historia tych dwóch bohaterek jest niesamowita. Akcja pędzi jak szalona, mam wrażenie, że napędzana temperamentem Izabeli, a zwalniająca tempo w opowieści o Kamili. Bardzo ciekawie zbudowana fabuła nie pozwala się nudzić. A do tego duża doza humoru, który momentami bawi do łez. Uwielbiam śmiać się "do książki" i tym razem było tak wielokrotnie! Postaci mają tak zarysowane sylwetki, że momentami aż przerysowane, ale to wszystko naprawdę ze sobą doskonale gra. Związki, które się rodzą w powieści są niezwykłe, aż trudno uwierzyć, jak bardzo przeciwieństwa się przyciągają. Mowa tu oczywiście o Zuli i Robercie. Kamila za to ma w sobie taką delikatność, ale jednocześnie hardość ducha, której nie zniszczy żadna analiza Adama. Zawsze wygrywa miłość!

Magia miejsc, w które nas zabiera narrator, naprawdę się udziela. Bardzo lubię Kraków, a tym razem poznałam go na nowo. Przeczytałam o miejscach, które znam, ale opisanych w zupełnie inny, nieznany dla mnie sposób, oraz o innych zakamarkach, do których mam nadzieję, dopiero dotrę. Opisane są ze smakiem i w sposób, aby się nimi zachwycać. Bohaterki "Tylko dobrych wiadomości" nie mogły sobie wymarzyć piękniejszego miejsca wydarzeń. Nie mogę nie wspomnieć też o nieopisanych urokach pałacu w Opolanowie. 
No i Wenecja... Miejsce, które samymi opisami sprawia, że się w nim zakochujesz. Czy jest piękniejsze miejsce na to, by pokazać, jak rodzi się miłość? Mam nadzieję, że i ja kiedyś dotrę na plaże Lido. Ech, marzenia! :) 

Agnieszka Krawczyk napisała kolejną książkę, która skradła mi serce. Jest napisana tak zgrabnie, ze smakiem, a przy tym ma swoje tempo, świetnych bohaterów. Nie ma momentów nudnych. Subtelnie opisana miłość, charakternie zgrane przyjaciółki, a do tego świat biznesu i magiczne miejsca świata. Wszystko, co najlepsze w jednym miejscu. A raczej w jednej książce. 
Nie zdziwi Was zatem to, że polecam Wam tę książkę całym sercem! :)

Wydawnictwo FILIA

wtorek, 6 marca 2018

William Andrews "Córki smoka" PRZEDPREMIEROWO

Wydawnictwo NieZwykłe wydaje ostatnio same perełki. Książki wydane ich nakładem naprawdę są świetne. Mam przyjemność mieć u siebie kolejną z nich. "Córki smoka" Williama Andrewsa, to nie jest zwyczajna powieść o miłości z II wojną światową w tle, to dużo więcej. To mroczna podróż tysiące kilometrów stąd, ukazująca przerażające losy dziewczyn w dalekiej Korei. Zapraszam dalej :)



Opis z okładki:
Po długiej podróży do sierocińca w Korei dwudziestoletnia Amerykanka Anna Carlson dowiaduje się, że jej biologiczna matka nie żyje. Jednak właśnie w chwili, gdy zdruzgotana kobieta dochodzi do wniosku, że przebyła całą drogę na próżno, tajemnicza staruszka podaje jej paczuszkę zawierającą wiekowy grzebień i kartkę z adresem.
Dzięki temu Anna trafia do mieszkania niezbyt zamożnej, lecz eleganckiej kobiety – Hong Jae-hee, która opowiada jej o niesamowitych wydarzeniach zaczynających się od japońskiej okupacji Korei i Chin podczas II wojny światowej, kiedy to ponad dwieście tysięcy Koreanek zostało niewolnicami japońskich żołnierzy – „kobietami do towarzystwa”. Jae-hee zna tę historię bardzo dobrze: była jedną z nich.
Anna odkrywa, że cenny grzebień ze skorupy żółwia, ozdobiony dwugłowym smokiem z kości słoniowej, pokonał wraz z kobietami w jej rodzinie mnóstwo przeciwności losu. Im lepiej dziewczyna poznaje jego historię, tym bardziej uświadamia sobie, że wraz z grzebieniem trafia do niej dziedzictwo niewyobrażalnej siły charakteru, odwagi, miłości i niezłomności.


Kac książkowy. To najlepsze określenie dla uczuć, które towarzyszą mi po przeczytaniu tej książki. Tak wiele w niej emocji, że nie da się powstrzymać łez, kiedy płyną po policzkach. Bardzo przeżywałam tę historię. Nie można zostać na nią obojętnym. Kiedy po nią sięgasz nie masz pojęcia, że zmieni Twoje życie zupełnie jak opowieść Hong Jae-hee zmieniła życie Anny. Bycie niewolnicą wśród japońskich żołnierzy pełne było okrucieństwa i tortur. Do tego głód, praca ponad siły i bycie kobietą do towarzystwa. Jak wiele może znieść kobieta. Ktoś powie, że wiele. Owszem, ale jakie rany w niej to pozostawia wie tylko ona... 



"Córki smoka" to książka, która porusza do głębi. Autor sięgnął po wiele tematów, które często są tematami tabu, a jednak dzięki niemu ujrzały światło dzienne. Maltretowanie kobiet, życie jak niewolnice, usługiwanie żołnierzom seksualnie, to wszystko było bardzo wyniszczające i upokarzające. O tym nie mówiło się głośno. I choć książka jest fikcją literacką, daje obraz tego, jak wyglądało życie koreańskich kobiet w czasach II wojny światowej. 

Mnogość wątków sprawia, że książkę czyta się szybko, jest bardzo interesująca i wciągająca, a zgrabnie wpleciona przez Autora opowieść o grzebieniu, pokazuje, jak niewyobrażalną siłę mają kobiety. Kobiety potrafią, bo tym, co daje im największą moc jest miłość. 

Bardzo polecam Wam tę książkę, która już jutro ma swoją premierę. To nie będzie zmarnowany czas.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu :)