piątek, 15 grudnia 2017

Gabriela Gargaś "Wieczór taki jak ten"

Liczba książek świątecznych, jakie ukazały się w tym roku jest zatrważająca. Wiadomo, że wszystkiego przeczytać się nie da, (choć może są i tacy), więc trzeba wybrać co nam odpowiada. W związku z tym, że lubię książki Gabrieli Gargaś, choć wszystkich nie przeczytałam, postanowiłam "Wieczór taki jak ten" włączyć w mój świąteczny stosik. Chciałam przeczytać ją bliżej Świąt, żeby poczuć klimat, jak myślicie udzielił mi się? Zapraszam :)



Święta to szczególny czas, nikogo nie trzeba do tego specjalnie przekonywać. Niektórzy uważają, że to czas cudów. Bo zawsze znajdzie się Ktoś, kto rozdaje prezenty, niekoniecznie pod choinką…
Michalina ma 27 lat i sama wychowuje młodszego brata. Wiele przeszła. Kiedy miała 18 lat,  zmarła jej mama, zostawiając Miśce półrocznego brata. Jej tata ciągle wysyła tylko listy i drobne pieniądze, od pogrzebu mamy jednak Miśka go nie widziała...
Mieszkają w przepięknej, malowniczej miejscowości u podnóża Tatr. W codziennych trudach wspiera ją jej babcia Zosia, właścicielka cukierni „Cynamonowe serca”. To za jej radą, by podreperować budżet, wnuczka postanawia na okres Bożego Narodzenia wynająć pokoje dla gości.

Do pensjonatu przyjeżdżają tylko cztery osoby: ekscentryczny rozwodnik Artur, który najchętniej wymazałby Święta z kalendarza, starsza pani Wiktoria, która pragnie odzyskać utracone wspomnienia oraz tajemnicza pani doktor Lena z córką Kają. Im bliżej fabularnych Świąt, tym lepiej poznajemy ich historie.. Goście fantastycznie się czują w domu Michaliny. Tymczasem przed Wigilią pojawia się jeszcze jeden gość, którego Miśka na pewno się nie spodziewała...

Hmmm, co mam Wam powiedzieć. Mimo kilku drobnostek, książka mi się podobała. Jest jak zawsze u Gabrieli, mnóstwo mądrych, życiowych treści, cytatów i nadziei na to, że przecież w końcu będzie lepiej. Jest miłość, przyjaźń i wspomnienia, wszystkie i dobre i te bolesne. Owszem, fabuła jest nieco chaotyczna, osobiście denerwuje mnie przeskakiwanie do wspomnień, ni z tego, ni z owego wtrącanie przemyśleń życiowych Ilony - mamy Miśki, bo choć mądre i pasują do kontekstu, to jakoś zaburzają akcję. W ogóle jest tak, jakby każdy rozdział coś zaczynał i jakoś dokończyć się nic nie może. Wiem, wiem, wielki finał jest na końcu jak zawsze, tylko to urywanie wątków trochę mi przeszkadza. Tak dziwnie przeskakują. No i sama historia Miśki jest taka trochę wycukierkowana, choć nie miała łatwo, to nie wiem, czy rzeczywiście tak to wszystko mogłoby wyglądać.. Ale..



Ale, książka na pewno na maksa wprowadza świąteczny klimat, co do tego nie ma wątpliwości. Można go odczuć praktycznie w całej powieści. Poza tym bardzo podoba mi się ukazanie relacji w książce. Tych dobrych, między mamą a córką, siostrą i bratem, między nieznajomymi, które stają się przyjaciółkami, ale i tych trudnych, między dziećmi a ojcem, między teściową i synową. Są pokazane naprawdę ciekawie i wnikliwie, pokazując gamę uczuć im towarzyszącym. Tak samo ciekawie pokazane są problemy poruszone w książce - choroba, żałoba, rasizm. Wszystkie te elementy budują piękną historię, po którą warto sięgnąć w ten świąteczny czas.

Nie da się ukryć, że książka posiada niepowtarzalny, świąteczny klimat, a magia udziela się też czytelnikowi. Choć czasem trudno uwierzyć w cuda, może właśnie w Święta warto?

Wydawnictwo FILIA




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz