środa, 20 grudnia 2017

Agnieszka Krawczyk "Magiczny wieczór"

Kochani, Święta już tuż tuż :) Ciekawa jestem ile książek świątecznych przeczytaliście? A jeśli żadnej, to znajdźcie na to odrobinkę czasu. Niektóre pozycje naprawdę wspaniale wprowadzają w klimat tych szczególnych dni w roku. Ja właśnie jedną z takich pozycji mam za sobą. Uwielbiam Zmysłowo z powieści Agnieszki Krawczyk, dlatego bardzo się cieszę, że mogłam tam wrócić w tym grudniowym czasie. "Magiczny wieczór" to piękna opowieść, starzy dobrzy znajomi i cudowny świąteczny czas cudów. Nawet jeśli nie mieliście jeszcze w rękach żadnego tomu Czarów codzienności (żałujcie!), to możecie śmiało po książkę sięgnąć, bo funkcjonuje ona także jako osobny tom :) Zapraszam!




Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. W Zmysłowie trwają gorączkowe przygotowania, nie tylko do Świąt, ale i do wielkiego dnia Danieli i Jakuba, który zaplanowali na dzień przed sylwestrem. Ten wyjątkowy czas świetnie się nadaje na ślub. Piękniejszej scenerii chyba nie można sobie wyobrazić - małe miasteczko położone w górach, zasypane śniegiem, od którego aż uginają się sosny i mróz, który rysuje na szybach piękne wzory. Magiczny wieczór wigilijny zbliża się, gdy tymczasem siostry Niemirskie przeżywają swoje rozterki, targają nimi różne wątpliwości. Jak zawsze w Zmysłowie sporo się dzieje, ale ten szczególny dzień w roku przynosi ukojenie, wlewa spokój w serca i daje pewność, że nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o szczęście. Przekonuje się o tym nawet rodzina Halickich.. 



Po raz kolejny jestem urzeczona. Uwielbiam wracać do Zmysłowa, by razem z siostrami Niemirskimi przeżywać ich radości i problemy. Tak samo było tym razem. Zostawiłam książkę na ostatni tydzień przed Świętami, bo wiedziałam, że będzie magicznie i oczywiście było! Naprawdę czułam się, jak u siebie w domu. Daniela jak zawsze siała zamęt i chciała zrealizować swoje szalone pomysły, Tosia pokazała, co jest dla niej ważne, a Agata trochę przygasła, ale po to, by potem promienieć jak zawsze. Wiele wniosła też postać Blanki, której przeszłość nie chciała uwolnić, a jednak - udało się. I świetnie, że przyczynił się do tego Tomasz Halicki, choć chyba niewielu się po nim tego spodziewało! :)



Wiem, że to peany, nad peanami, ale nic nie poradzę, bardzo podobała mi się ta książka. Aż szkoda się rozstawać z bohaterami, których tak bardzo polubiłam! Pani Agnieszko, wspaniała powieść! To najlepsza z książek świątecznych, jaką przeczytałam do tej pory. Świąteczny klimat radości, przebaczenia i miłości z pewnością udzieli się też Wam Kochani. Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić Was, abyście i Wy spędzili te Święta w zimowym, magicznym Zmysłowie.. Dajcie się zaczarować codzienności! 


Wydawnictwo FILIA

Ps. Dziękuję Pani Agnieszce za spotkanie na Targach w Krakowie i dedykację w książce :)



piątek, 15 grudnia 2017

Gabriela Gargaś "Wieczór taki jak ten"

Liczba książek świątecznych, jakie ukazały się w tym roku jest zatrważająca. Wiadomo, że wszystkiego przeczytać się nie da, (choć może są i tacy), więc trzeba wybrać co nam odpowiada. W związku z tym, że lubię książki Gabrieli Gargaś, choć wszystkich nie przeczytałam, postanowiłam "Wieczór taki jak ten" włączyć w mój świąteczny stosik. Chciałam przeczytać ją bliżej Świąt, żeby poczuć klimat, jak myślicie udzielił mi się? Zapraszam :)



Święta to szczególny czas, nikogo nie trzeba do tego specjalnie przekonywać. Niektórzy uważają, że to czas cudów. Bo zawsze znajdzie się Ktoś, kto rozdaje prezenty, niekoniecznie pod choinką…
Michalina ma 27 lat i sama wychowuje młodszego brata. Wiele przeszła. Kiedy miała 18 lat,  zmarła jej mama, zostawiając Miśce półrocznego brata. Jej tata ciągle wysyła tylko listy i drobne pieniądze, od pogrzebu mamy jednak Miśka go nie widziała...
Mieszkają w przepięknej, malowniczej miejscowości u podnóża Tatr. W codziennych trudach wspiera ją jej babcia Zosia, właścicielka cukierni „Cynamonowe serca”. To za jej radą, by podreperować budżet, wnuczka postanawia na okres Bożego Narodzenia wynająć pokoje dla gości.

Do pensjonatu przyjeżdżają tylko cztery osoby: ekscentryczny rozwodnik Artur, który najchętniej wymazałby Święta z kalendarza, starsza pani Wiktoria, która pragnie odzyskać utracone wspomnienia oraz tajemnicza pani doktor Lena z córką Kają. Im bliżej fabularnych Świąt, tym lepiej poznajemy ich historie.. Goście fantastycznie się czują w domu Michaliny. Tymczasem przed Wigilią pojawia się jeszcze jeden gość, którego Miśka na pewno się nie spodziewała...

Hmmm, co mam Wam powiedzieć. Mimo kilku drobnostek, książka mi się podobała. Jest jak zawsze u Gabrieli, mnóstwo mądrych, życiowych treści, cytatów i nadziei na to, że przecież w końcu będzie lepiej. Jest miłość, przyjaźń i wspomnienia, wszystkie i dobre i te bolesne. Owszem, fabuła jest nieco chaotyczna, osobiście denerwuje mnie przeskakiwanie do wspomnień, ni z tego, ni z owego wtrącanie przemyśleń życiowych Ilony - mamy Miśki, bo choć mądre i pasują do kontekstu, to jakoś zaburzają akcję. W ogóle jest tak, jakby każdy rozdział coś zaczynał i jakoś dokończyć się nic nie może. Wiem, wiem, wielki finał jest na końcu jak zawsze, tylko to urywanie wątków trochę mi przeszkadza. Tak dziwnie przeskakują. No i sama historia Miśki jest taka trochę wycukierkowana, choć nie miała łatwo, to nie wiem, czy rzeczywiście tak to wszystko mogłoby wyglądać.. Ale..



Ale, książka na pewno na maksa wprowadza świąteczny klimat, co do tego nie ma wątpliwości. Można go odczuć praktycznie w całej powieści. Poza tym bardzo podoba mi się ukazanie relacji w książce. Tych dobrych, między mamą a córką, siostrą i bratem, między nieznajomymi, które stają się przyjaciółkami, ale i tych trudnych, między dziećmi a ojcem, między teściową i synową. Są pokazane naprawdę ciekawie i wnikliwie, pokazując gamę uczuć im towarzyszącym. Tak samo ciekawie pokazane są problemy poruszone w książce - choroba, żałoba, rasizm. Wszystkie te elementy budują piękną historię, po którą warto sięgnąć w ten świąteczny czas.

Nie da się ukryć, że książka posiada niepowtarzalny, świąteczny klimat, a magia udziela się też czytelnikowi. Choć czasem trudno uwierzyć w cuda, może właśnie w Święta warto?

Wydawnictwo FILIA




poniedziałek, 11 grudnia 2017

Katarzyna Michalak "Gwiazdka z nieba"

Obiecałam sobie tego nie robić, a jednak dałam się skusić. Piękna, śliczna okładka wygrała z rozsądkiem. A jednak, po raz kolejny okazało się, że nie można oceniać książki po okładce... I choć walczyłam ze sobą, żeby już nie wracać do książek Katarzyny Michalak, to jednak sięgnęłam po "Gwiazdkę z nieba" kuszona właśnie cudną prezentacją okładkową. A wnętrze? Hmm, zapraszam dalej :)


Nataniel, któremu wydaje się, że stracił wszystko na czym mu zależało, postanowił uciekać gdzie go oczy poniosą, żeby zacząć nowe życie i nauczyć się nim cieszyć. W przeszłości uległ poważnemu wypadkowi, potem zmarła jego najukochańsza mama, a teraz stracił jeszcze dach nad głową. Będąc zatem "wolnym" od jakichkolwiek zobowiązań trafia do Sennej - wioski na Mazurach. Miała ona być tylko krótkim przystankiem w jego podróży, a tymczasem chata nad jeziorem staje się jego przystanią i miejscem na ziemi... To tu spotyka serdecznych przyjaciół, na których może liczyć w każdej sytuacji i uczucie, które przynosi ze sobą wiele i dobrego i złego... 

Hmmm, obiecałam sobie, że nie będę wracać do książek Katarzyny Michalak. Kiedyś kochałam je całym sercem, ale coś w końcu zaczęło się psuć i jakoś przestały mnie zachwycać. Kilka ostatnich tytułów odpuściłam, choć jak zawsze gdzieś tam w sieci peany mieszały się z obelgami. Kiedy zobaczyłam najnowszą książkę, pomyślałam sobie, że brzmi i wygląda zachęcająco. No i się skusiłam...



Właściwie nie umiem powiedzieć, czy jestem zadowolona. Być może trochę, ale chyba bardziej jestem zażenowana fabułą. Owszem porusza wiele pięknych i ciekawych wątków, ale całościowo jakoś to tak się nie składa, jakoś za dużo jest tego wszystkiego. Na pewno historia przyjaźni i przeszłości bohaterów jest urzekająca. Ta dotycząca zwierząt wzruszająca. Ale ta z Iwoną pojawiającą się znikąd - no żenująca! Bohaterowie nie bardzo wiedzą co ze sobą zrobić, no kurcze chyba jednak jestem zawiedziona... 
A okładka choć cudna, odnosi się jedynie do końcowego fragmentu książki... Mam wrażenie, że została wykorzystana jedynie jako chwyt marketingowy, po to, żeby książka sprzedała się w czasie świątecznym. Przykro mi, ale z tą twórczością kończę.

Wydawnictwo ZNAK

wtorek, 5 grudnia 2017

Corinne Michaels "Conviction" PREMIERA!

Są książki, po których kontynuacje po prostu trzeba sięgnąć. Napięcie pozostawione w ostatnich zdaniach "Consolation" zapewne nikomu nie pozwoliło, aby nie zerknąć do drugiego tomu. Ja też nie mogłam opanować tej chęci, dlatego dzisiaj mam dla Was kolejną część "Consolation Duet", czyli "Conviction" od Corinne Michaels wydanego w Polsce przez Wydawnictwo Szósty Zmysł. Zapraszam, choć od razu zaznaczam, że do przeczytania tej książki konieczna jest znajomość pierwszego tomu, a recenzja siłą rzeczy będzie trochę spoilerować :)



Natalie była przekonana, że po traumie jaką przeszła już nic nie jest w stanie ją bardziej zranić. Poukładała swoje życie u boku Liama, który pokochał także jej córeczkę Aarabelle. Kobieta czuła się w końcu szczęśliwa i myślała, że uporała się już ze stratą męża, do momentu, kiedy go nie zobaczyła... nie mogła uwierzyć, że oto stoi przed nią żywy, a jednak...
Tak właśnie kończy się pierwszy tom "Consolation".
"Conviction" ukazuje nam dalsze losy bohaterów, którzy nie bardzo wiedzą jak zareagować w takiej sytuacji, jak sobie teraz poukładać życie, a przede wszystkim, jak sobie poradzić z emocjami. Aaron wrócił do domu z nadzieją na szczęśliwe życie z żoną i córką, a tymczasem okazuje się, że ta stworzyła rodzinę z jej najlepszym przyjacielem. Natalie otworzyła się na nową miłość, pokochała Liama, a tu nagle zjawia się mężczyzna, który jej jej mężem, tym, którego tak bardzo kochała, ale i tym, który tak bardzo ją skrzywdził. Liam nie chcąc stawać nikomu na drodze postanawia się odsunąć, choć niewyobrażalnie cierpi. Na szczęście Lee wie, jak ma postąpić. Czy jednak uda jej się stworzyć szczęśliwą rodzinę z Liamem, skoro Aaron postanawia walczyć o nią i o córkę? Przekonajcie się sami.

To naprawdę seria, którą polecam całym sercem. Pierwsza część jest naprawdę świetna, a zakończenie łamie serce na miliony kawałków. W drugiej części razem z bohaterami odczuwa się ich emocje, tak silne, rozdzierające. Naprawdę ta "walka" emocjonalna, która toczy się między tą trójką jest nie do opisania. To istna szarpanina. Czasem aż chciałoby się potrząsnąć bohaterami, by postępowali trochę inaczej, rozważniej, czy odważniej, zwłaszcza jeśli chodzi o Liama. Natalie jest w naprawdę trudnej sytuacji, ale to, co przeszła do tej pory, wydaje się, że tylko ją wzmocniło. Jest pewna swoich uczuć i jedyne, czego się boi, to powtórki z rozrywki. A o to w życiu żołnierza nie trudno...



Bardzo polecam Wam "Conviction", ale w duecie z "Consolation" (recenzję znajdziecie tu). To piękna obyczajowa historia, która skradnie Wasze serca, złamie je, ale po to, by na nowo je poskładać. A wszystko to z wielką dozą emocji, miłości i namiętności. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł :)

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Renata Kosin "Aleja Siódmego Anioła"

Powoli wpadam w wir książek świątecznych, choć trochę się przed tym bronię, bo jednak jeszcze parę tygodni do Bożego Narodzenia. Miło jednak już pooli poczuć tę atmosferę... Cieszę się, że zaczęłam od "Alei Siódmego Anioła" Renaty Kosin, bo ta powieść obyczajowa z tajemnicami przeszłości w tle, pięknie pokazuje, że nawet, jeśli wydaje nam się, że tracimy wszystko, to zawsze jest jeszcze szansa, by zacząć od nowa. Zapraszam :)



Główna bohaterka Julia, kiedy ją poznajemy nie ma żadnych marzeń. Jest przekonana, że złe momenty w jej życiu, są właśnie jej zasługą i dlatego nie ona sama nie zasługuje na spełnienie jakichkolwiek marzeń. Cały swój świat zamknęła w czterech ścianach, szczelnie odgradzając się od życia, które, jak jej się wydaje ma już za sobą. Zupełnie, jakby znajdowała się w szklanej śniegowej kuli. Ze wszystkich sił stara się, by nikt nie rozpoznał w niej kobiety, którą kiedyś była. Wmawia sobie, że do poprzedniego życia nie ma już powrotu...
Jednak pewnego dnia coś się zmienia. Granice uporządkowanego świata Julii zaczynają kruszeć i pękać, gdy ze starego sekretarzyka odnalezionego na zapleczu pewnego sklepu wypada list napisany przed laty przez kilkuletniego chłopca. List zawiera niezwykłą prośbę. Julia postanawia sprawdzić, czy zapisane w nim marzenie spełniło się, dlatego rusza jego śladami. Dzięki temu odkrywa tajemnicę, nad którą czuwa siedem wyjątkowych Aniołów...

"Kiedyś, gdy (park) był bardziej rozległy, przecinało go dokładnie siedem głównych alejek. Na początku każdej stał jeden anioł, ale każdy inny, bo też miał inne do spełnienia zadanie. Pierwszy był zatroskany, kolejny uradowany, następny, zdaje się, zasępiony, potem rozmarzony, zadumany, zagniewany, i na końcu rozmiłowany albo natchniony, bo co do tego nigdy nie było pewności. Pewnie przez to najczęściej nazywano go Siódmym Aniołem albo po prostu Zaginionym, bo w pewnym momencie zniknął.."



Renata Kosin stworzyła naprawdę piękną historię. Kiedy zobaczyłam okładkę, wiedziałam, że muszę mieć tę książkę w swojej biblioteczce. Nie spodziewałam się, że niesie ona ze sobą tak wiele emocji. To nie jest łatwa książka ze Świętami w tle. Jest trudna, bo jest w niej tyle emocji, które szargają Julią, że czasem nie wiadomo było, co myśleć. Praktycznie na samym końcu dowiadujemy się, dlaczego Julia jest właśnie taką Julią teraz i dlaczego przeżywa te wszystkie katusze. A przez całą książkę trzeba znosić jej humory. Czasem nie wiadomo, czy jej współczuć i płakać razem z nią, czy po prostu nie trzeba by było, kolokwialnie mówiąc "kopnąć jej w tyłek", by wreszcie znalazła w sobie odwagę, by stanąć oko w oko z przeszłością. Dodatkowe te wszystkie stany emocjonalne są namnażane przez rozmyślania bohaterki, bo te stanowią większość książki. To naprawdę potężny ładunek emocjonalny, który znajduje ujście dopiero na końcu. Ale wtedy naprawdę płyną potoki łez... Ja nie umiałam ich opanować...

Fabuła jest bardzo ciekawa. Nie jest szybka, ale toczy się powoli wraz z dojrzewaniem Julii. Kolejni bohaterowie, których spotyka kobieta pokazują jej, że zawsze jest szansa, by zacząć od nowa. Jej szczególna więź z Antonim pokazuje, jak łatwiej jest zaufać obcej osobie, które nas nie ocenia, a jedynie pomaga spojrzeć sprawiedliwie na całą sytuacje. To piękna przyjaźń..

Bardzo polecam Wam tę książkę. Choć nie ma tu pastorałek i choinki, to pokazuje, że magia działa, nie tylko przez Aniołów, ale zwłaszcza przez ludzi. I to nie tylko w Święta...

Wydawnictwo FILIA

piątek, 1 grudnia 2017

Whitney G. "Turbulencja"

Kolejna z "niegrzecznych" książek od Wydawnictwa Kobiecego jest już na blogu. Tym razem to historia miłości pokręconej i silnej, niczym turbulencja. Jej Autorka mówi o sobie, że uwielbia podróże, a nawet ma na ich punkcie obsesję. Pewnie dlatego książka Whitney G. ma właśnie tytuł: "Turbulencja". Niby to banalna historia, seks bez zobowiązań, spotkania od czasu do czasu, a jednak jest coś jeszcze, co stanowczo zmienia los związku Jake'a i Gillian. Zapraszam :)


Gillian przybywa do Nowego Jorku  w poszukiwaniu sensu życia. Wkrótce rozpoczyna pracę jako stewardessa. Na pokładzie jednego z samolotów poznaje aroganckiego do granic wytrzymałości, lecz diabelnie przystojnego pilota Jake’a, eksperta w przygodach na jedną noc, którego nie interesują randki, zwierzenia i trzymanie się za ręce. Wówczas zaczyna się szalenie seksowna podniebna podróż. Para decyduje się na prosty układ – seks bez zobowiązań. Sceny namiętności na różnych lotniskach, w hotelach i miejscach na świecie. Tajemnicze telefony, problemy rodzinne i mroczne cienie przeszłości, które dopadają Jake’a. Pojawia się też niepohamowane uczucie Gillian. Czy to wszystko uda się połączyć spragnionym siebie kochankom? W pewnym momencie bohaterowie będą musieli skonfrontować swoje oczekiwania. Czy wyjdzie im to na dobre?

O tym, że to książka pełna erotyzmu i namiętności nie muszę Was przekonywać. Oczywiście Jake to wielki arogant, bardzo pewny siebie, którego czasem trudno zrozumieć i jest po prostu wkurzający. Natomiast Gillian to delikatna romantyczka - istne przeciwieństwo mężczyzny. Ale jak mówią, to przeciwieństwa się przyciągają. Fajne w książce jest to, że przez dużą część fabuły nie dowiadujemy się wprost wszystkiego o bohaterach. Ta tajemnica podsyca wątki i akcję, która brnie do przodu bardzo szybko, by potem dosłownie pękł wielki balon z emocjami, które uchodzą i sprawiają, że nawet Jake łagodnieje. 



Książka jest naprawdę jednym z lepszym romansów, jakie czytałam. Jest w niej mnóstwo ognia, seksu i pożądania, ale i emocji, z którymi muszą uporać się bohaterowie, czy tego chcą, czy nie. Ciekawa jest też forma powieści podzielona na terminale i uzupełniona wpisami z bloga głównej bohaterki.
Polecam Wam tę książkę!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)