wtorek, 28 listopada 2017

Tasmina Perry "Oświadczyny"

O miłości warto marzyć zawsze, trzeba jej szukać, bo tylko ona sprawia, że nasze życie ma sens. Nie możemy być pewni, kiedy nas spotka. Miłość ma różne oblicza, nigdy nie jest taka sama, jest wielowymiarowa i dla każdego jedyna w swoim rodzaju. A mimo to, marzenia o niej są tak bardzo podobne. Dlatego tym razem zapraszam Was na romantyczną podróż w czasie. Powieść Tasminy Perry "Oświadczyny" toczy się bowiem w dwóch płaszczyznach czasowych. Jedna to czasy Londynu z balami debiutantek, a druga to współczesny, pokryty zimowym puchem Manhattan. Dzisiaj o tym, jak potężną siłą jest miłość. Zapraszam!



Rok 1958. Londyn. Georgia Hamilton kończy 18 lat i rodzice chcą, by wzięła udział w eleganckim balu debiutantek. Dziewczyna marzy jednak o tym, by zostać znaną pisarką, a nie żoną. Wkrótce wydarza się tragedia, która na zawsze przypieczętowuje jej los.
Rok 2012. Niepoprawna romantyczka Amy Carrell kolejny raz przeżywa zawód miłosny. Ze złamanym sercem, opuszczona i zdesperowana, odpowiada na ogłoszenie o damę do towarzystwa dla intrygującej starszej pani, z którą udaje się do Nowego Jorku. Jeszcze nie wie, że odkryje tajemniczą love story, która czekała pięćdziesiąt lat, zanim ktoś ją opowie.

Niepoprawna romantyczka Amy nie ma nic do stracenia, kiedy tuż przed Bożym Narodzeniem porzuca ją ukochany, a ona zostaje w Londynie całkiem sama tysiące kilometrów od rodziny. Spodziewała się zaręczyn, a tymczasem musiała przeboleć rozstanie. Dlatego postanawia odpowiedzieć na ogłoszenie o osobę do towarzystwa w podróży, które wystawiła starsza pani. Amy nie spodziewa się, że odkryje historię sprzed ponad pół wieku... Wyrusza z ekscentryczną Georgią Hamilton do Nowego Jorku. W czasie podróży dystyngowana dama nie tylko udziela dziewczynie lekcji dobrego stylu, ale także odsłania przed nią bolesną tajemnicę z przeszłości...

W książce Tasminy Perry fantastycznie przeplatają się dwie płaszczyzny czasowe, których łącznikiem jest Georgia. Poznajemy jej młodzieńczą historię miłosną, zakończoną złamanym sercem, a jednocześnie poznajemy też losy Amy, która też dopiero co przeżyła rozczarowanie. Niesamowite jest to, jak przed obcym człowiekiem łatwiej jest się otworzyć. Dopiero w podróży Amy pokazuje, że porzucenie bardzo ją zabolało i bardzo wpłynęło też na poczucie własnej wartości. Okazuje się, że kobiety mają ze sobą wiele wspólnego, bo jednak marzenia o prawdziwej miłości ma każdy. 



Fabuła powieści jest interesujące i tak naprawdę, nie ma pewności, jak zakończy się historia bohaterek. Akcja nie pędzi na łeb na szyję, bo to nie ten rodzaj literatury, ale sprawnie brnie do celu.
„Oświadczyny” to zdecydowanie książka, która będzie Was wzruszać, ale i zaskakiwać. Nie ma w niej przeładowania wszystkimi nieszczęściami tego świata, które wciąż spadają na bohaterów. Ale nie jest również cukierkowo i w stylu „żyli długo i szczęśliwie”. Autorka opowiada o losach swoich bohaterek w sposób lekki, ale niepozbawiony nutki dramatyzmu. Dodatkowo potrafi zmylić czytelnika i zaskoczyć rozwojem wydarzeń. To książka, która jest okraszona idealnie dobraną porcją romantyzmu. Jest w niej wszystko to, co sprawia, że czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Z pewnością kobiety poczują właśnie to "coś". Autorka opowiada w sposób lekki o trudnych sprawach, jak odnajdywanie poczucia własnej wartości, pogoni za swoimi marzeniami, ale i o miłości, która jest wielką siłą przyciągania.

Bardzo Wam polecam tę romantyczną historię dwóch kobiet z bardzo podobnymi marzeniami :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz