czwartek, 5 października 2017

Natasza Socha "Apteka marzeń"

"Apteka marzeń" to jedna z tych książek, które zazwyczaj omijam szerokim łukiem. Po pierwsze dlatego, że wyciskają ze mnie morze łez, po drugie dlatego, że dotyczą dzieci... chorych dzieci, a to jest już szczególnym powodem natychmiastowego zaszklenia moich oczu. Odkąd jestem mamą, jestem jeszcze bardziej wrażliwa na tym punkcie. Natasza Socha sprawiła jednak, że mimo łez wylanych przy czytaniu książki, nie żałuję ani jednej przeczytanej strony. Opowiedziała przepiękną historię o aptece z marzeniami, które można dostać bez recepty, i o bohaterach, którzy mierzą się z powracającym pytaniem: kto ukradł im zwyczajne życie? Zapraszam! 


Ola i Karolina poznają się w nietypowym miejscu i nietypowej sytuacji. Ola kilkulatka, Karolina nastolatka. Łączy je jedno - choroba. Mimo różnicy wieku, znajdują wspólny język i pokazują, że nawet w najtrudniejszych okolicznościach można myśleć o innych. Ola to dziewczynka, która istnieje naprawdę, natomiast postać Karoliny łączy w sobie doświadczenia wielu nastolatek, którym życie podstawiło nogę...

Książka prowadzona jest w podwójnej narracji. Pierwszą prowadzi Magdalena - mama Oli, drugą prowadzi Karolina "Rolka". Szczerze powiem, że ta pierwsza szczególnie grała na moich uczuciach. Cała książka to jedna wielka dawka emocji zupełnie skrajnych, opowieść o potędze matczynej miłości, sile, jaką dają najbliżsi. To naprawdę książka, wobec której nie można przejść obojętnie... Również relacje rodzinne opisane są w sposób bardzo wzruszający, chwytający ze serce. Wiktor szczególnie skradł moje serce w momencie, gdy ogolił głowę. Empatia poziom master. 

Oto kilka cytatów, które zaznaczyłam podczas czytania:

"Każda matka ma w szafie zbroję, która czeka na specjalne okazje. I właśnie teraz przyszedł czas, żebym założyła moją"

"Jest trzecia nad ranem, godzina, w której podobno umiera najwięcej ludzi. Bo nie ma żadnych świadków. Nocne marki poszły już spać, co którzy zrywają się o świcie, mają jeszcze trochę czasu. Końcówka nocy, ale jeszcze nie początek dnia. Coś pomiędzy. Nie wiadomo, czy powiedzieć "trzecia nad ranem", czy raczej "trzecia w nocy"? Idealny moment, żeby kogoś zabrać tak, by nikt tego nie zauważył."

"Do wszystkich kobiet mających dylemat, czy lepsza jest na piance od kawy rozetka, czy może serduszko. Do wszystkich ludzi, których denerwuje padający deszcz, zbyt głośno szeleszcząca gazeta czy też spóźniający się tramwaj. Do tych, którzy kłócą się o nic. Lub o włosy kota na poduszce. O smak rosołu. 
Raz jeden w życiu przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy.
Raz jeden..."

"Bo męstwo jest przecież kobietą."


Ogromne wrażenie zrobił na mnie fakt, jak bardzo działają na siebie dwa światy. Świat domowy, rodzinny, praca, wszystko poza szpitalem oraz świat szpitalny, choroba, cierpienie, smutek, ból. Trudno mi wyobrazić sobie ten drugi świat i to, że kiedy matki wychodzą od swoich dzieci ze szpitala, muszą przełączyć się na tryb normalności. Zwłaszcza, kiedy ich dzieci cierpią, tak bardzo... a w domu czekają inne dzieci, które chcą mieć "normalną" mamę dla siebie. To wszystko jest ogromnie trudne, dla mnie nie do wyobrażenia. Za to książka pokazuje go prawdziwie i wzruszająco. Wszelkie medyczne terminy, chemiczne nazwy, liczby, to wszystko jest po prostu prawdziwe, to codzienność zbyt wielu dzieci... 

Zdecydowanie uważam, że to najlepsza z dotychczasowych książek Nataszy. Naprawdę mistrzowsko przedstawiła tak trudny temat, te dwa przenikające się światy, te emocje, o których wolimy nie rozmawiać. Wielkie wyczucie taktu, empatia, emocje. To wszystko znajdziecie tutaj. I nie zapomnijcie o chusteczkach. Potrzeba dużo chusteczek...

Bardzo Wam polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Pascal


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz