poniedziałek, 30 października 2017

Melissa Falcon Field "Gwiazdy, które spłonęły"

Dzisiaj mam dla Was świetną propozycję od Wydawnictwa Kobiecego, która prawdopodobnie jest historią o wielu rodzinach. O tym, jak wielką moc mają dzisiaj media i jak dużą częścią naszego życia stał się Facebook i Instagram, nie trzeba nikogo przekonywać. A jaki wpływ ma to właśnie na współczesne rodziny i relacje małżeńskie? Badania na ten temat z pewnością przyniosłyby wiele ciekawych wniosków. Ale m tutaj o książkach :) Zapraszam Was na recenzję książki "Gwiazdy, które spłonęły - opowieści o tym, jak mała iskra w życiu kobiety może wzniecić prawdziwy pożar i o tym, czy niewinny internetowy flirt może zniszczyć przykładną rodzinę. 



Claire jest dobrą żoną i matką, która poświęciła wymarzoną karierę naukową dla rodziny. Jej małżeństwo nie przypomina jednak romantycznej bajki, a monotonia codziennego życia sprawia, że kobieta czuje się zagubiona i samotna. Kobieta marzy o odrobinie szaleństwa i zainteresowania nią jako kobietą, a nie tylko matką. Mąż jednak bardziej skupia się na pracy niż na swoim związku. 
Pewnego dnia Claire niespodziewanie odbiera na Facebooku wiadomość od Deana - swojej pierwszej wielkiej miłości. Wkrótce ulega pokusie internetowego romansu. Kobieta jeszcze nie wie, że uczucie, które stopniowo rozpala w niej ukochany z młodości, będzie miało swoją cenę. Czy Claire posunie się o krok za daleko i zaryzykuje szczęście najbliższych?



Historia Claire jest bardzo uniwersalna. Świetnie pokazuje pęd naszych czasów, to jak gonimy za pracą i karierą, a nie zawsze doceniamy to, co mamy, to, że ktoś czeka na nas w domu. Książka pokazuje nie tylko samotność w związku, ale i hierarchię wartości męża, który na pierwszym miejscu stawia właśnie pracę. Trudno tu oceniać Claire za jej postępowanie, ale z drugiej strony, trudno się dziwić, że szukała dla siebie czegoś więcej. Chyba każdy pragnie być szczęśliwym... A w momencie, kiedy przychodzi iskra czegoś nowego, wciągającego, nie zawsze myśli się o konsekwencjach. O czym przekonała się nasza bohaterka... 

Polecam Wam tę książkę o rodzinie idealnej na pozór, o niespełnionych ambicjach, o poszukiwaniu szczęścia, samotności w małżeństwie. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


wtorek, 24 października 2017

Katy Evans "Ladies man"

Niezmiernie podobała mi się gorąca seria Katy Evans "Manwhore". Była namiętna, a jednocześnie trudna i wzruszająca. (Linki do poszczególnych części znajdziecie tu - Manwhoretu - Manwhore +1, i tu - Ms Manwhore :) Dlatego bardzo się cieszę, że ponownie mogłam spotkać się z Rachel i Malcolmem w kolejnej książce Autorki, choć to nie oni są głównymi bohaterami "Ladies man". Ale może i lepiej, bo w końcu ile można, dajmy szansę innym. Nie martwcie się jednak, jeśli nie czytaliście serii Manwhore. Wszystko można nadrobić, a "Ladies man" czytać jako oddzielną książkę. Zapraszam Was zatem do recenzji kolejnej książki Autorki bestsellerowych romansów :)



Tahoe Roth, najlepszy przyjaciel Malcolma Sainta, jest prawdziwym podrywaczem o twarzy anioła i duszy diabła. Jednym spojrzeniem powoduje przyspieszone bicie serca, a seks traktuje jak lekarstwo na wszystko. Przez jego łóżko przewinęło się wiele kobiet i w najbliższym czasie wcale nie planuje tego zmienić...
Gina w obecności Tahoe woli zachowywać się ostrożnie. Odrzuciła go, tak jak kiedyś on odrzucił ją. Ustalili zasadę - tylko przyjaźń. Mimo skrywanego głębokiego uczucia dziewczyna jest przekonana, że nie mają szans, by kiedykolwiek być razem. W końcu uświadamia sobie, że jedyny mężczyzna, którego najbardziej pragnie to ten, którego nie może mieć. Czy zatem pożądanie weźmie górę i przyjaciele przekroczą granice, które sami ustalili?


Książki Katy Evans nie zawodzą, przekonałam się o tym niejednokrotnie. Tym razem także. "Ladies man" stanowi swoistą grę pomiędzy Giną i Tahoe, która trwa i trwa, choć i tak wiadomo, gdzie to wszystko zajdzie. Jednak nie tak prędko. Gina nie jest jedną z tych kobiet, które łatwo dają się uwieść, zwłaszcza czarusiowi, którego wszyscy uważają za mężczyznę na jedną noc. Przez wiele stron jest budowana ich relacja, której temperatura coraz bardziej rośnie. Zresztą u Evans nigdy tej gorącej temperatury nie brakuje ;) Jednak tym razem sporo mniej mamy scen erotycznych. Jednak tempo akcji nie zwalnia, wydarzenia dzieją się szybko, przez co i książka kończy się chyba zbyt szybko :) A Autorka pokazuje także, że nie warto zmieniać się dla kogoś, bo przecież nie o to chodzi, zwłaszcza w miłości...

Polecam nie tylko fanom Katy Evans, ale i tym, którzy jeszcze jej nie znają, bo to doskonała okazja, aby pokochać jej książki. Myślę, że książka spodoba się także wielbicielom romansów i literatury erotycznej. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

poniedziałek, 23 października 2017

L.A. Casey "Bracia Slater. Dominic" oraz "Bracia Slater. Bronagh"

Tym razem mam dla Was recenzję zbiorczą. Robię tak po raz pierwszy, głównie dlatego, że książki są z tej samej serii, a przeczytałam je obie na raz. Moje zdanie co do nich też jest raczej podobne. Mowa o bardzo gorących romansach L.A. Casey z serii "Bracia Slater" od Wydawnictwa Kobiecego. Zarówno "Dominic", jak i "Bronagh" to gorące romanse z domieszką niebezpieczeństwa, potajemnych interesów, sekretów i niebezpiecznych walk, które wciągają od pierwszych stron. Zapraszam!


Po wypadku samochodowym, w którym zginęli jej rodzice, Bronagh Murphy zdecydowała, że nie będzie wdawać się w bliższe relacje z ludźmi. Nie chce już więcej narażać się na cierpienie. Wydaje jej się, że jeśli nie będzie z nikim się przyjaźnić, ani z nikim rozmawiać, wszyscy zostawią ją w spokoju. 
Kiedy w jej życie wkracza Dominic Slater, dziewczyna uparcie go ignoruje. Nie zdając sobie sprawy, że właśnie takim zachowaniem przyciąga go jak magnes. Dominic przywykł do tego, że jest w centrum uwagi. Tymczasem piękna brunetka, która słynie z ciętego języka, wydaje się w tej kwestii wyjątkowa. To wystarczy, by Dominic jej zapragnął, a jedynym sposobem na zaspokojenie tych pragnień jest użycie siły... 


Bronagh Murphy to dziewczyna, która przeszła bardzo wiele. Kiedy więc zbliżają się jej dwudzieste pierwsze urodziny, marzy jedynie o chwili relaksu. Jednak jej chłopak Dominic Slater, ma zupełnie inne zdanie na temat idealnych urodzin swojej ukochanej. Pragnie, aby spędziła ona ten dzień w wyjątkowy sposób, więc obmyśla tajemniczy plan, który jest romantyczny i ekscytujący zarazem.
Kiedy jednak sprawy przyjmują niekorzystny obrót, Dominic będzie musiał zawalczyć o uczucia Bronagh, która stanie w obliczu bardzo trudnej decyzji. Po raz ostatni dziewczyna zdecyduje, czy zostać w narożniku Dominica, czy odejść nie oglądając się za siebie...


Dominic to niegrzeczny chłopiec, taki, jakich zazwyczaj lubią dziewczyny. Razem z braćmi prowadzi interesy, o których nie powinno mówić się na głos. Bronagh natomiast to zamknięta w sobie dziewczyna z garścią ciętych ripost w kieszeni, które działają bardzo na Dominica! Młodzi stanowią specyficzną parę. Tworzą raczej niezdrowy związek, taki, w którym wielu po prostu by nie wytrzymało. Ciągle się kłócą, zachowują wobec siebie agresywnie i szczeniacko, ich wybory dyktowane są przez hormony. Jednak Autorka we wszystkim zachowuje harmonię. Owszem awantury są bardzo ogniste, ale młodym towarzyszy też troska, którą otaczają się na co dzień, zainteresowanie sobą i pomoc. 
Jest jednak coś, co nie przypadło mi do gustu. W książce występuje zbyt wiele przekleństw i wyzwisk padających ze strony zarówno Bronagh, jak i Dominica. Nie szczędzą sobie soczystych obelg, które naprawdę nie wyglądają dobrze, bo jest ich po prostu zbyt wiele.

Nie sposób jednak w tych książkach nie wyczuć przyciągania, jakie występuje między bohaterami. Zdecydowanie są to romanse pełne namiętności. Zresztą to już chyba norma, że Wydawnictwo Kobiece wybiera dla nas kobiet najlepsze kąski literatury erotycznej i romansów.


Nie są to książki najwyższych lotów, szczerze przyznam, że czytałam sporo lepszych, ale nie są absolutnie złe. Na pewno nie są nudne i na pewno wciągają, tak, żeby nie nudzić się wieczorami. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


wtorek, 17 października 2017

Alice Feeney "Czasami kłamię" PRZEDPREMIEROWO

Być może zdarza się komuś z nas czasem kłamać. Ale podejrzewam, że są to małe kłamstewka, które nikomu nie robią krzywdy. Zdarza się jednak, że kłamstwo jest sposobem na życie. W książce Alice Feeney brak prawdomówności stoi na pierwszym miejscu. Właściwie, ani przez moment nie wiadomo, komu można wierzyć, kto mówi prawdę, a kto kłamie. Złudzenie to podstawowe uczucie. Już 25 października ten genialny thriller może trafić w Wasze ręce. A póki co, zapraszam :)




Główną bohaterką książki jest Amber, którą poznajemy, gdy znajduje się w stanie śpiączki w szpitalu. Nie jest w stanie się poruszać, ani wyartykułować swoich domysłów. Jak się jednak okazuje, ma ona pełną świadomość tego, co dzieje się wokół niej. Nie wie jednak, jak to powiedzieć, ani dlaczego znalazła się w szpitalu. Poznajemy też jej dzieciństwo i okres sprzed wypadku. Nie wie jednak, czy to jej mąż do wszystkiego się przyczynił? 

I tutaj zaczyna się istna gra domysłów. Rodzą się one w głowach bohaterów, ale też czytelnik sam próbuje poskładać jakoś wszystko w całość. Trudno jednak znaleźć jakiś punkt startowy, moment zaczepienia, aby dojść do sedna. Trzeba dotrwać do finału, a ciekawość naprawdę tego nie ułatwia. Autorka świetnie prowadzi tę grę, zwodzi czytelnika. Dodatkowo przemieszczanie się w przestrzeni czasowej także odgrywa ważną rolę, choć też jest to mylące. Bo choć w jednej chwili coś wydaje się pewnikiem, za chwilę okazuje się mylącym błędem...


 






Książka "Czasami kłamię" skonstruowana jest tak, aby trzymać czytelnika w napięciu praktycznie od początku do samego końca. Domysły nie ułatwiają sprawy. To naprawdę dobrej jakości thriller psychologiczny, który polecam każdemu, kto nie lubi się nudzić czytając. Sami musicie zdecydować, w co uwierzyć, a co jedynie mylnie podpowiada Wam umysł. Będziecie zaskoczeni! Debiut Autorki uważam za bardzo udany. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu WAB, Grupie Wydawniczej Foksal


środa, 11 października 2017

Corinne Michaels "Consolation" PREMIERA

Właśnie dzisiaj swoją premierę ma cudeńko od Wydawnictwa Szósty Zmysł. Mowa o "Consolation"  Corinne Michaels, znakomitej powieści, którą pokochały czytelniczki w innych krajach. Fajnie, że trafiła i do Polski, ponieważ jest bardzo emocjonująca, intensywna, wręcz uzależniająca. To opowieść o złamanych sercach, tęsknocie, żałobie i słodko-gorzkim smaku zakazanego owocu. A zakończenie, no cóż, sprawia, że natychmiast chce się poznać kolejną część. Co takiego zachwycającego jest w tej książce? Zapraszam.


Natalie jest szczęśliwą żoną spodziewającą się dziecka. Wyprawka jest już przygotowana, raz po raz pojawiają się skurcze, jednak kobieta ciągle czeka na powrót męża z misji wojskowej. Niestety, w drzwiach nie staje Aaron, a jego przyjaciel. Oznajmia, że zdarzył się wybuch. Serce Lee pęka, bo wie, że ukochany już nie wróci... 
Bardzo trudnym czasem jest dla Natalie żałoba. Próbuje przed wszystkimi udawać, że jest silna, że daje sobie radę. W końcu nie odbiera telefonów od kolegów męża, którzy z troską pytają, co u niej, bo nie chce się ciągle przed nimi tłumaczyć. Motywację do życia daje jej córka AArabell, dla której stara się jakoś trzymać. Wie, że musi ruszyć do przodu, ale nadal nie ma w sobie tyle siły. Po kilku miesiącach od śmierci męża w jej życiu pojawia się Liam - najlepszy przyjaciel AArona, który również bardzo przeżył jego śmierć. Mężczyzna stara się wspierać Lee, pokazać jej, że trzeba ruszyć naprzód. I powoli mu się to udaje. Ale wydarza się także coś innego... Sami chyba się domyślacie, co? :)

"Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem.
Nawet nie byłam nim zainteresowana.
Był najlepszym przyjacielem mojego męża - zakazanym owocem.
Tyle, że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna.
Tęsknię za nim i ląduję w ramionach Liama.
Jedna wspólna noc zmienia wszystko.
Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, 
czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia"



Uwierzcie mi, że to nie jest łatwa historia. Początkowo naprawdę wyciska z oczu łzy, bo przecież śmierć nigdy nie jest czymś łatwym. Ale z czasem w książce pojawia się humor i radość, emocje naprawdę windują w górę, po to, by tajemnice z życia Aarona znowu sprowadziły Natalie na ziemię. No i nie wspomnę, że kiedy już wszystko wydaje się być poukładane, na końcu pojawia się wielkie BUM. To naprawdę porywająca, wzruszająca i chwytająca z serce historia, której nie zapomnicie. I na pewno będziecie chcieli poznać dalsze losy bohaterów, bo zakończenie zostawia ich w baaaaardzo intrygującym momencie.

Ja jestem zachwycona i z niecierpliwością czekam na początek grudnia, kiedy to obiecano nam drugą część Consolation Duet ;) Jeśli lubicie powieści Colleen Hoover, to ta książka jest z pewnością dla Was. Ja osobiście bardzo polecam! :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł :)

wtorek, 10 października 2017

Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"

Ciągle mamy tak mało czasu. Ciągle wszystko odkładamy na później. Marzenia również. I nie zastanawiamy się, czy to "później" będzie na nas czekać, czy wystarczy nam czasu na spełnianie marzeń. Anna - główna bohaterka najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz też czekała, z różnych względów... Jesteście ciekawi na co czekała i jak długo? Zapraszam i zapewniam, że jak zawsze na Autorkę można liczyć - będzie happy end ;)

Anna jest trzydziestokilkuletnią singielką, która jakiś czas temu uśpiła swoje marzenia o rodzinie. Podczas, gdy nawet jej mama układała sobie życie z mężczyzną po raz kolejny, ona ciągle nie angażowała się w relacje damsko-męskie. Nieważne, że jej przyjaciółki miały już mężów i rodziły kolejne dzieci. Ona czuła, że nadal nie spotkała tego jedynego. Owszem bardzo marzyła, aby zostać mamą, ale ciągle odkładała to pragnienie na później. W końcu znalazła całkiem niezłą pracę, a niezobowiązujący związek, w którym była, nie zapowiadał się na trwały i zapewniający miłość, o której marzyła. Ciągle powtarzali sobie z Jackiem, że: "przecież nic z tego nie będzie"...
Czas jednak pokazuje, jak wiele może się zmienić. Podczas, gdy Anna dostrzega, że tkwi w związku, który nie ma przyszłości, Jacek się w niej zakochuje... Niestety, żadne z nich nie ma odwagi, aby definitywnie zakończyć tę relację. W końcu Anna podejmuje decyzję o urlopie, która zmienia całe jej życie...

Kiedy kobieta spędza dni w Wietnamie, nawet nie spodziewa się, że przypadkowo spotkany mężczyzna poruszy romantyczne struny jej duszy i obudzi w niej dawno uśpione uczucia. Nie domyśla się też, jak bardzo decyzja, którą podejmie, zaważy na życiu najbliższych jej osób. Tomasz stara się w Wietnamie znaleźć harmonię i spokój po ostatnich przeżyciach, które nieco go złamały. Nie spodziewał się, że Anna spędzi z nim podróż poślubną, która przeznaczony była dla kogoś zupełnie innego... Jak potoczy się relacja tych dwojga? Jak to Magdy bywa, niestandardowo... :)


"Mój tata zawsze mówił, że gdy człowiek ma jakiś problem, powinien pojechać w daleką podróż. Najlepiej sam. Popłynąć daleko. Polecieć wysoko. Gdy jest się z dala od domu, od codzienności, można złapać większy dystans do świata. Problemy z takiej perspektywy są mniej widoczne."


"Ósmy cud świata" to piękna książka. Bardzo mądra, życiowa. My kobiety wiemy, jak wielka presja na nas ciąży. Związana przede wszystkim z macierzyństwem. Dobrze znamy teksty o tym, że: jest za wcześnie, jest za późno, a czemu tylko jedno dziecko, a po dwóch córeczkach może synek, itd, itd... Otoczenie bywa różne. Często jednak jest mocno krytykujące i oceniające. Dlatego można sobie wyobrazić, w jakiej sytuacji była Anna, zbliżająca się do czterdziestki, bez kandydata na męża, no i ojca dzieci... Problem poruszony przez Autorkę świetnie odczytuje nasze czasy. Pokazuje, że szczęście będące pozornie w zasięgu ręki, może w jednej sekundzie rozsypać się jak domek z kart. Zmusza nas do refleksji i wywołuje wiele emocji.

Oczywiście bardzo podoba mi się także klimat Wietnamu odzwierciedlony w książce. Momentami mogłam sobie wyobrazić, że jestem na tłocznych i gwarnych uliczkach Hanoi, albo, że patrzę na cud Zatoki Ha Long. Ciekawie wspomniane są także wietnamskie legendy i ciekawostki o tym azjatyckim kraju. Zwłaszcza o perłach! 



To kolejna wspaniała książka od Magdaleny Witkiewicz, która może Wam umilić jesienne wieczory, a raczej wieczór, bo nie sposób pożegnać się z książką po kilku rozdziałach, a nie jest zbyt opasła. Bardzo Wam polecam!

Wydawnictwo FILIA

czwartek, 5 października 2017

Natasza Socha "Apteka marzeń"

"Apteka marzeń" to jedna z tych książek, które zazwyczaj omijam szerokim łukiem. Po pierwsze dlatego, że wyciskają ze mnie morze łez, po drugie dlatego, że dotyczą dzieci... chorych dzieci, a to jest już szczególnym powodem natychmiastowego zaszklenia moich oczu. Odkąd jestem mamą, jestem jeszcze bardziej wrażliwa na tym punkcie. Natasza Socha sprawiła jednak, że mimo łez wylanych przy czytaniu książki, nie żałuję ani jednej przeczytanej strony. Opowiedziała przepiękną historię o aptece z marzeniami, które można dostać bez recepty, i o bohaterach, którzy mierzą się z powracającym pytaniem: kto ukradł im zwyczajne życie? Zapraszam! 


Ola i Karolina poznają się w nietypowym miejscu i nietypowej sytuacji. Ola kilkulatka, Karolina nastolatka. Łączy je jedno - choroba. Mimo różnicy wieku, znajdują wspólny język i pokazują, że nawet w najtrudniejszych okolicznościach można myśleć o innych. Ola to dziewczynka, która istnieje naprawdę, natomiast postać Karoliny łączy w sobie doświadczenia wielu nastolatek, którym życie podstawiło nogę...

Książka prowadzona jest w podwójnej narracji. Pierwszą prowadzi Magdalena - mama Oli, drugą prowadzi Karolina "Rolka". Szczerze powiem, że ta pierwsza szczególnie grała na moich uczuciach. Cała książka to jedna wielka dawka emocji zupełnie skrajnych, opowieść o potędze matczynej miłości, sile, jaką dają najbliżsi. To naprawdę książka, wobec której nie można przejść obojętnie... Również relacje rodzinne opisane są w sposób bardzo wzruszający, chwytający ze serce. Wiktor szczególnie skradł moje serce w momencie, gdy ogolił głowę. Empatia poziom master. 

Oto kilka cytatów, które zaznaczyłam podczas czytania:

"Każda matka ma w szafie zbroję, która czeka na specjalne okazje. I właśnie teraz przyszedł czas, żebym założyła moją"

"Jest trzecia nad ranem, godzina, w której podobno umiera najwięcej ludzi. Bo nie ma żadnych świadków. Nocne marki poszły już spać, co którzy zrywają się o świcie, mają jeszcze trochę czasu. Końcówka nocy, ale jeszcze nie początek dnia. Coś pomiędzy. Nie wiadomo, czy powiedzieć "trzecia nad ranem", czy raczej "trzecia w nocy"? Idealny moment, żeby kogoś zabrać tak, by nikt tego nie zauważył."

"Do wszystkich kobiet mających dylemat, czy lepsza jest na piance od kawy rozetka, czy może serduszko. Do wszystkich ludzi, których denerwuje padający deszcz, zbyt głośno szeleszcząca gazeta czy też spóźniający się tramwaj. Do tych, którzy kłócą się o nic. Lub o włosy kota na poduszce. O smak rosołu. 
Raz jeden w życiu przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy.
Raz jeden..."

"Bo męstwo jest przecież kobietą."


Ogromne wrażenie zrobił na mnie fakt, jak bardzo działają na siebie dwa światy. Świat domowy, rodzinny, praca, wszystko poza szpitalem oraz świat szpitalny, choroba, cierpienie, smutek, ból. Trudno mi wyobrazić sobie ten drugi świat i to, że kiedy matki wychodzą od swoich dzieci ze szpitala, muszą przełączyć się na tryb normalności. Zwłaszcza, kiedy ich dzieci cierpią, tak bardzo... a w domu czekają inne dzieci, które chcą mieć "normalną" mamę dla siebie. To wszystko jest ogromnie trudne, dla mnie nie do wyobrażenia. Za to książka pokazuje go prawdziwie i wzruszająco. Wszelkie medyczne terminy, chemiczne nazwy, liczby, to wszystko jest po prostu prawdziwe, to codzienność zbyt wielu dzieci... 

Zdecydowanie uważam, że to najlepsza z dotychczasowych książek Nataszy. Naprawdę mistrzowsko przedstawiła tak trudny temat, te dwa przenikające się światy, te emocje, o których wolimy nie rozmawiać. Wielkie wyczucie taktu, empatia, emocje. To wszystko znajdziecie tutaj. I nie zapomnijcie o chusteczkach. Potrzeba dużo chusteczek...

Bardzo Wam polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Pascal


wtorek, 3 października 2017

Hope Jahren "Lab girl" Przedpremierowo!

Dzisiaj mam dla Was coś przedpremierowego ;) Fascynującą opowieść o kobiecie naukowcu, drzewach i miłości! Czego chcieć więcej. "Lab girl" to autobiografia Hope Jahren, która została okrzyknięta bestsellerem 2016 roku. Czy zasłużenie? Zapraszam :)


Skoro książka to autobiografia, warto wspomnieć kilka słów o Autorce. Hope Jahren to wielokrotnie nagradzana biolożka, która od 2996 roku prowadzi niezależne badania w dziedzinie paleontologii. Ukończyła Uniwersytet Kalifornijski w Berkley, po czym prowadziła zajęcia w Instytucie Technologii w Georgii, a następnie na Uniwersytecie Johna Hopkinsa. Jest trzykrotną laureatką nagrody Fulbrighta oraz jednym z czterech naukowców na świecie i jedyna kobietą odznaczoną medalem EBSA w dziedzinie nauk o Ziemi. W latach 2008-2016 wykładała na Uniwersytecie Hawajskim w Honolulu, gdzie dzięki wsparciu renomowanych instytucji naukowych otworzyła własne laboratorium. Obecnie pracuje na Uniwersytecie w Oslo. 


"Lab girl to opowieść o życiu drzew, nasion i korzeni, oraz historia o ciekawości, pokorze i celebrowaniu życia. Autorka zabiera nas bowiem do laboratorium swojego ojca, w którym spędzała czas w dzieciństwie i potrafiła się tam bawić całymi dniami. Opowiada też o czasach studiów, kiedy to umiłowała świat nauki, prowadziła wyczerpujące badania i we wszystko to wkładała całe swoje serce, a nawet jak twierdzi dłonie. Przez wiele lat walczyła o swoje marzenia, motywację i wybicie się w świecie nauki, jednak nie było to łatwe głównie ze względu na to, że była kobietą. Była jednak kobietą upartą, zdeterminowaną i dążącą do celu, co w późniejszym czasie dało efekty. Opowieści o swoim życiu przeplata historiami o roślinach, ale robi to tak, że trzeba się zastanowić nad dwuznacznością słów, których używa. W ten sposób pokazuje jak wiele wspólnego mają ze sobą świat ludzi i świat roślin. Hope pokazuje przez to siebie jako osobę wrażliwą na otaczający nas świat. 



Muszę Wam się przyznać, że zdecydowałam się na recenzję tej książki głównie ze względu na... piękną okładkę! Wiem, że to nie jest dobry argument na wybór książek, więc powiedzmy, że zapowiedź też dołożyła swoje trzy grosze. Ale okładka jest naprawdę ciekawa, bardzo mi się spodobała. Nie powiem, że książka mnie porwała jakoś szczególnie przez pierwsze kilkadziesiąt stron. Za to później poczułam jak trzeba ją czytać. Historia rozkręciła się i czułam jakbym sama brała udział w jej zmaganiach podczas badań w laboratorium, w walce z chorobą, czy brakiem funduszy.

Ważny jest także wątek Billa - menadżera o genialnym umyśle, który jest też jej oddanym przyjacielem. Nie jest to jednak romans na miarę powieści obyczajowej, bo w sumie nie  o tym jest książka.

"Lab girl" to naprawdę motywująca książka dla każdego, która pokazuje, że warto marzyć i walczyć o swoje marzenia, nawet przeciw innym. Choć Hope jako kobieta wśród mężczyzn naukowców nie miała łatwo, to nie poddała się i osiągnęła i osiąga sukcesy. To pokazuje, że warto walczyć o siebie.



Bardzo polecam Wam tę książkę.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)