wtorek, 6 czerwca 2017

Remigiusz Mróz "Trawers"

W końcu znalazłam trochę czasu i motywacji, by wrócić do przygód komisarza, a właściwie już byłego komisarza - Wiktora Forsta. Trochę przerażało mnie te ponad pół tysiąca stron, szybko się jednak przekonałam, że akcja w książce zupełnie nie liczy się ilością stron, ale kolejnymi wątkami, które wciągają coraz bardziej i bardziej. Po raz kolejny przekonałam się, że literatura Remigiusza Mroza nie ma sobie równych. Zapraszam Was do recenzji "Trawersu".



Zakończenie drugiego tomu - "Przewieszenia", chyba na ciele każdego czytelnika pozostawiło ciarki i jednocześnie ogromną chęć poznania prawdy. Sam Forst szukał wszelkich sposobów na to, by do niej dotrzeć, jednak ważny szczegół mocno go ograniczał - pobyt w więzieniu i wyrok, który nie pozostawiał złudzeń. Wiktor coraz bardziej wsiąkał w więzienny świat, nie wiedząc, że poza murami jest ktoś, kto ma wobec niego zupełnie inne plany. Bestia z Giewontu świetnie zaplanowała sobie kolejne morderstwa, angażując w całą sprawę grupę uchodźców przebywających w Kościelisku, czekających spokojnie na to, aż rząd znajdzie dla nich miejsce stałego pobytu. Wszystko się jednak zmienia w momencie, gdy na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy zostaje znaleziony martwy turysta, a w jego ustach znaleziono syryjską monetę. Wszelkie podejrzenia spadają na gości ze Wschodu, a prokurator Wadryś-Hansen ma nie mały orzech do zgryzienia, przy rozwiązywaniu tej sprawy... Nic jednak nie jest takim, jakim się wydaje - jak to u Mroza, nic nie jest oczywiste, ani zbyt proste. Forst jednak wie, do kogo prowadzą wszystkie ślady. Musi tylko zidentyfikować, kim jest Bestia i odnaleźć go na tyle szybko, by ocalić życie Olgi... Tylko, czy nie jest już za późno? I jak to zrobić w sytuacji w jakiej się znalazł? Przeczytajcie, dalszy ciąg na pewno Was zaskoczy, tak jak mnie. 

Zdecydowanie moim ulubieńcem w tej części stał się Edmund Osica. Jego specyficzne poczucie humoru, braterska miłość do Forsta oraz chęć pomszczenia córki sprawiają, że stał się dużo przystępniejszy dla czytelnika, a dialogi z panią prokurator często wywołują uśmiech. Ogólnie postaci są świetnie wykreowane, język bardzo przystępny, no i znajome nazwy i miejsca sprawiają, że trochę się we wszystkich wydarzeniach uczestniczy. Również wątek uchodźców sprawia, że książka jest zupełnie na czasie i pokazuje ten temat z różnych perspektyw. A sama zagadka - dla mnie majstersztyk. Ciekawa jestem jedynie, co dalej?



Nie spodziewałam się wielu rozwiązań w tej książce, z czego się ogromnie cieszę. Długą miałam przerwę od książek Mroza, ale odwyk popłacił, bo teraz z wielką przyjemnością do nich wróciłam, a mam trochę zaległości. Bardzo Wam polecam całą serię o komisarzu, bo to już nie trylogia, a rzeczywiście seria :) Niebawem z niekłamaną przyjemnością sięgnę po kolejny tom "Deniwelacja".


2 komentarze:

  1. Pół tysiąca stron? Tyle napisałem? Olaboga. :) Dzięki za recenzję!

    OdpowiedzUsuń