piątek, 24 marca 2017

Jojo Moyes "Kiedy odszedłeś"

Są takie książki, które zostawiają w Tobie ślad na długo. Jedną z takich książek dla mnie z pewnością była "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes. Zresztą założę się, że dla wielu z Was tak było. Trochę musiałam poczekać, żeby zabrać się za kontynuację tej książki, ale po "Kiedy odszedłeś" sięgnęłam z prawdziwą przyjemnością, choć też nie jest to najłatwiejsza historia, choć już dużo lżejsza niż pierwsza. Bo czy można "po prostu żyć", kiedy doświadczyło się tak wielkiej straty? Zapraszam.



Zakończenie "Zanim się pojawiłeś" zapewne wielu z Was pozostawiło na dłuższą chwilę w fotelu ze spływającymi łzami, tak jak i mnie. Trudno mi było wyobrazić sobie sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie, a zwłaszcza Louisa. Byłam bardzo ciekawa, jak poradzi sobie z odejściem człowieka, którego pokochała całym sercem...

Jak pokazuje kontynuacja książki, nie było to dla niej łatwe. Bo chyba odejście ukochanej osoby nigdy takie nie jest, każdy z nas ma inny charakter i inaczej radzi sobie ze stratą. Lou przez długi czas próbowała sobie tłumaczyć, że jakoś sobie radzi, że skoro Will tak wybrał, to tak musiało być. Zaczęła podróżować, próbowała życia w innym mieście, aby nic nie przypominało jej o ostatnich chwilach w Szwajcarii. Próbowała ŻYĆ, tak jak namawiał ją do tego mężczyzna. 

"Nie myśl o mnie za często...
Po prostu żyj dobrze,
Po prostu żyj."

Niestety, okazało się, że ucieczka na nic się nie zda, trzeba stawić czoła swojemu życiu, swojemu miastu, swoim bliskim i wtedy spróbować ŻYĆ... 

Nie było to łatwe. Nie do końca pomagał nawet udział w grupie wsparcia. Do tego zdarzył się wypadek, który też trochę pokrzyżował kobiecie plany. A jakby tego było mało, Lou nie pomyślała nawet o tym, jaką niespodziankę przygotował dla niej los, stawiając na jej drodze córkę ukochanego -  Lili. Ta nastolatka wywróciła życie dziewczyny do góry nogami...

Kiedy wszystko zaczyna ustawiać się na właściwy tor, życie Lou nie jest nudnym pasmem szarych dni. Kolorują je wybryki Lili, no i spotyka na swojej drodze Sama, który wydaje się być jej prawdziwą szansą na szczęście. I wtedy pojawia się propozycja pracy z Nowym Jorku... Jak Lou poukłada swoje życie? Jakie decyzje podejmie? Przekonajcie się sami, koniecznie zaczynając od pierwszej części :)

"Kiedy odszedłeś" to nie tylko historia o podnoszeniu się po stracie miłości, ale też inspirująca historia o nowych początkach, w próbie budowania nowego życia i nowej historii. Pamiętając o obietnicy złożonej ukochanemu, Lou stara się, aby znajdować nowe powody, dla których warto codziennie się budzić i mądrze wykorzystać kolejny dzień.
Książka jest pełna humoru i autentycznych postaci. Owszem, momentami, trochę nudzi, ale mimo wszystko to historia poruszająca serce i dająca nadzieję. 

Bardzo polecam!


3 komentarze:

  1. Ja po pierwszej części obraziłam się śmiertelnie na Jojo Moyes, i chyba dlatego od razu nie sięgnęłam po drugi tom ;) chyba najwyższy czas nadrobić zaległości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też musiałam poprzegryzać po przeczytaniu pierwszego tomu, ale w końcu przeszłam i przez drugi :)

      Usuń
  2. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że drugi tom podobał mi się bardziej niż pierwszy. ;) Ciekawa recenzja!
    Zapraszam do mnie http://w-swiecie-kultury.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń