piątek, 23 czerwca 2017

Sylvia Day "W ogniu namiętności. Historie miłosne"

Coś gorącego na upalne letnie dni. 14 czerwca premierę miała najnowsza książka Sylvii Day "W ogniu namiętności. Historie miłosne". Ta jedna z najbardziej popularnych pisarek na świecie, tym razem ma dla nas zbiór czterech opowiadań o pragnieniach, fantazjach i żądzach, które ludzie pragną zaspokoić za wszelką cenę. Niektórzy myślą bowiem, że nie ma takich pragnień, których nie można zrealizować... Zapraszam!


Młoda wdowa Rachel pragnie na nowo ułożyć sobie życie. Jej wybór pada na Jacka, najlepszego przyjaciela jej nieżyjącego męża. Jack od dawna jest w niej zakochany, ale uważa, że ona zasługuje na kogoś lepszego. Jako członek elitarnej Grupy Operacji Specjalnych, Jack prowadzi niebezpieczne życie i w każdej chwili może zginąć, dlatego nie chce wciągać Rachel w związek, który przysporzy jej tylko cierpienia. jednak Rachel ma inny pogląd na tę sprawę i zupełnie inne plany wobec mężczyzny... - to tylko jedna z czterech miłosnych historii skąpanych w ogniu namiętności Sylvii Day.

Książka składa się z czterech historii, czterech gorących opowieści, w których główną rolę gra namiętność. Cztery kobiety: Rachel, Layla, Ana i Darcy, mimo odmiennych życiowych ścieżek, łączy jeden cel: wielka wszechogarniająca, dzika i bezpruderyjna miłość. Uważają one, że nie ma fantazji, której nie można zrealizować, ani rozkoszy, po którą nie można sięgnąć, nie ma też zasad, których nie można złamać. Są za to pragnienia, fantazje i żądze, które trzeba zaspokoić, nawet za wszelką cenę.
Historie te łączy także model męskich głównych bohaterów. Są oni bowiem bardzo seksowni, przystojni i należą do służb mundurowych. Trudno się więc dziwić, że każda z historii ocieka seksem, wystarczy spojrzeć na sylwetki głównych postaci.

Pisarstwo Sylvii Day charakteryzuje się tym, że fabuła, oraz myśli i działania bohaterów skupione są głównie na namiętności i seksie. Opowiadania te różnią się fabułą, ale wszystkie są mocno erotyczne. Choć inne są okoliczności, w jakich spotykają się bohaterowie, to ich spotkania są szczegółowo i pikantnie opisane za każdym razem.

Stylistyka autorki jak zawsze jest bardzo przyjemna, książkę czyta się szybko i jest ona na pewno wielką gratką dla czytelników lubiących literaturę erotyczną. Tutaj nie rozwija się romans, za to akcja trwa szybko, a wszystko dąży wyłącznie do spełnienia. Zdecydowanie rządzą tu hormony i namiętność. Nie mogę jednak powiedzieć, że antologia jest jakoś mocno powalająca. Owszem historie są ciekawe, ale nie aż tak oryginalne, żeby zatrzymać się przy nich na dłużej.



Książkę polecam zwłaszcza fanom pisarstwa Sylvii Day, a jest ich naprawdę sporo, o czym świadczy fakt, że jej ponad dwadzieścia wydanych książek było wielokrotnie nagradzane oraz wydawane w ponad czterdziestu krajach. Jeśli macie ochotę na trochę banalne historie erotyczne, to dajcie się wciągnąć "W ogień namiętności..."

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Akurat


oraz grupie Business&Culture


środa, 21 czerwca 2017

Tillie Cole "Tysiąc pocałunków"

Dzisiaj mam dla Was bardzo piękną propozycję. Jeśli nie boicie się wzruszających historii i tego, że podczas czytania płyną Wam z oczu łzy, to ta książka jest zdecydowanie dla Was. Tillie Cole, którą znam z zupełnie innego typu powieści, zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. "Tysiąc pocałunków" to magiczna historia pełna wzruszeń, uniesień i pięknej miłości po wsze czasy. Zapraszam :)



"Ten słój jest dla ciebie, byś wypełniła go pocałunkami twojego chłopaka, Poppy. Chowaj w nim wszystkie te, dzięki którym twoje serce niemal wyrwie ci się z piersi. Te naprawdę wyjątkowe. Te, które będziesz chciała pamiętać, gdy będziesz stara i siwa jak ja teraz. Te, które sprowadzą uśmiech na twoją twarz, gdy sobie o nich przypomnisz."


Poppy i Rune zostają przyjaciółmi w wieku 5 lat. Więź, która ich łączy jest wyjątkowa. To prawdziwa przyjaźń między chłopcem i dziewczynką, a może nawet już wtedy coś więcej. Kiedy umiera babcia dziewczynki, zostawia jej słoik na pocałunki. Poppy na małych serduszkach zapisuje pocałunki z chłopcem, takie, które zapadły jej w pamięć, które sprawiły, że serce wyrwało jej się z piersi. Trwało to przez kilka lat, aż do momentu, kiedy Rune wraz ze swoją rodziną musiał wrócić do rodzinnej Norwegii z powodu pracy ojca. Rozstanie było bardzo trudne dla nastolatków. Mimo, iż obiecali sobie wiele rzeczy, jak to zakochani, to po pewnym czasie Poppy po prostu zamilkła. Zupełnie bez słowa zniknęła ze świata Rune, choć była drugą połową jego serca... 
Po dwóch latach obydwoje wracają do miasta. Rune wraca ze złamanym sercem, mrocznym umysłem, zamknięty na świat, zły na bliskich, ale chce się dowiedzieć, co takiego się stało, że jego ukochana Poppymin tak łatwo z niego zrezygnowała. Poppy wraca z sercem na ramieniu, zupełnie nie spodziewając się powrotu chłopaka, którego kocha całym sercem. Czy młodzi wyjaśnią sobie co tak naprawdę się wydarzyło? Czy Rune będzie umiał wybaczyć? I czy słoik zapełni się tysiącem pocałunków chłopaka?

Nie chcę Wam zdradzać, dlaczego Poppy zniknęła. Podczas czytania trochę się domyślałam co się z nią dzieje, ale historia i tak mnie zaskoczyła i choć jest naprawdę trudna, bardzo mi się spodobała. Wątek tych dwojga młodych ludzi jest poprowadzony naprawdę przepięknie - od miłości do gniewu, poprzez wybaczenie, by na nowo wzniecić miłość. Postaci są wykreowane idealnie. Ona - krucha, wrażliwa, pełna optymizmu, dobra, pewnie gdyby mogła, to by świeciła od nadmiaru tych pozytywnych bodźców. On - zbuntowany, przystojny, uparty, ale jednocześnie oddany, kochający, uczący się na błędach, spontaniczny. Autorka doskonale wyprofilowała te postaci. 



Historia bohaterów jest naprawdę wzruszająca i piękna. Ubrana w tak wiele emocji, że nie sposób pomieścić ich w kilku zdaniach. Nie wiem, jak zmieściły się w jednej powieści. Trudno nie płakać w wielu momentach. Ale za to w zamian dostaje się tyle dobrych, pozytywnych wibracji. Tak wiele można sobie uświadomić, tak wiele docenić. Ważny jest nie tylko wątek miłosny, ale też pogodzenie się z losem i walka do ostatniego tchu, czerpanie z życia garściami, spełnianie marzeń, docenianie chwil, i wreszcie wybaczanie, i przyjmowanie pomocy od najbliższych. To naprawdę piękna, wartościowa powieść...

"Właśnie dzięki niej będziemy pamiętać, że nie warto tracić ani sekundy. Trzeba żyć z całych sił i jeszcze mocniej kochać. Spełniać marzenia, przeżywać przygody...utrwalać chwile. Otaczać się pięknem."



To jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałam w życiu. I chociaż na początku wydawała mi się zasłodzona, to z czasem zrozumiałam dlaczego tak jest. Kontrasty emocji doskonale budują całą fabułę. Polecam Wam tę książkę całym sercem!

Wydawnictwo FILIA

piątek, 16 czerwca 2017

Nadia Hashimi "Dom bez okien"

Tym razem sięgnęłam po książkę z troszkę innej tematyki. W czasach studenckich chętnie czytałam historie związane z innymi kulturami, zwłaszcza  z Bliskiego Wschodu, czy Afryki. Później nieco ich zaniechałam, ale zawsze pozostawałam pod ich wrażeniem, głównie ze względu na poruszane w nich problemy. "Dom bez okien" Nadii Hashimi to powieść, która zwraca uwagę na cierpienie kobiet w Afganistanie, od którego nie sposób odwrócić wzroku. Chcecie poznać historie kilku z nich? Zapraszam :)


Ziba od lat prowadzi życie kochającej żony, cierpliwej matki i spokojnej mieszkanki wsi. Jednak los postanowił okrutnie zakpić z jej statecznej sytuacji. Pewnego dnia mąż kobiety - Kamal zostaje zamordowany siekierą i znaleziony na ich podwórzu. Ziba jest w ogromnym szoku, więc nie potrafi wyjaśnić, co robiła w momencie zabójstwa. Dzieci zarzekają się, że ich matka nigdy w życiu nie dopuściłaby się takiego czynu. Jednak członkowie rodziny Kamala są przekonani, że to własnie ona zabiła męża i domagają się sprawiedliwości. 
Ziba zostaje zabrana do aresztu i uwięziona. Oczekując procesu, przebywa w grupie kobiet, które nieszczęście również zaprowadziło do celi. Wśród jej nowych towarzyszek znajduje się trzydziestojednoletnia Nafisa, dla której więzienie było ocaleniem. W innym przypadku dokonano by na niej honorowego zabójstwa. Ziba mieszka również z ciężarną i niezamężną Meżgan, która ma zaledwie dziewiętnaście lat. W odizolowaniu ma czekać, aż rodzina jej kochanka zdecyduje, że powinni wziąć ślub. Jeśli w ogóle.

Więzienie dla każdej z nich staje się paradoksalnie bezpiecznym azylem i okrutną karą. Usunięte z brutalnej i pozbawionej umiejętności wybaczania społeczności, próbują zmagać się z sytuacją, tworząc trwałe i przypieczętowane ciężkim losem zgromadzenie.
Do tego zamkniętego świata przybywa Jusuf, prawnik Ziby. Mężczyzna jest afgańskiego pochodzenia, ale został wychowany w Ameryce. Jego zaangażowanie w kwestię praw człowieka i tęsknota za rodzimym krajem przywiodły go do Afganistanu. Wie, że los jego klientki zależy od niego. Odkrywa, że zarówno Afganistan, jak i Ziba kryją w sobie wiele tajemnic.

Czy Ziba jest rzeczywiście pozbawioną sumienia morderczynią? Czy tak jak inne więźniarki padła ofiarą naruszenia surowych zasad społecznych? Przekonajcie się sami, naprawdę warto.




Jak pokazuje powieść Nadii Hashimi, w Afganistanie kobiety nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Czasy, w których mogły o czymkolwiek decydować minęły, prawdopodobnie bezpowrotnie. Teraz są one skazane na cierpienie i niesprawiedliwość ze strony mężczyzn. to istny reżim.
Autorka pokazuje ten problem w sposób dobitny, nie rezygnując z gorzkich słów, które ukazują prawdziwe oblicze Afganistanu.  Jej powieść choć jest fikcją, to prezentuje prawdziwe historie prześladowanych i maltretowanych ofiar talibańskiego reżimu, których imion pewnie nigdy nie poznamy. „Dom bez okien” to opowieść właśnie tych wszystkich kobiet, ofiar, które nie mogą mieć własnego zdania i prawa głosu. 

"Dom bez okien" to powieść zdecydowanie dla kobiet, może nawet przede wszystkim, ale nie tylko, także mężczyźni znajdą w niej coś dla siebie, być może wskazówki jak nie powinno się postępować z kobietami ;)
Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


wtorek, 6 czerwca 2017

Remigiusz Mróz "Trawers"

W końcu znalazłam trochę czasu i motywacji, by wrócić do przygód komisarza, a właściwie już byłego komisarza - Wiktora Forsta. Trochę przerażało mnie te ponad pół tysiąca stron, szybko się jednak przekonałam, że akcja w książce zupełnie nie liczy się ilością stron, ale kolejnymi wątkami, które wciągają coraz bardziej i bardziej. Po raz kolejny przekonałam się, że literatura Remigiusza Mroza nie ma sobie równych. Zapraszam Was do recenzji "Trawersu".



Zakończenie drugiego tomu - "Przewieszenia", chyba na ciele każdego czytelnika pozostawiło ciarki i jednocześnie ogromną chęć poznania prawdy. Sam Forst szukał wszelkich sposobów na to, by do niej dotrzeć, jednak ważny szczegół mocno go ograniczał - pobyt w więzieniu i wyrok, który nie pozostawiał złudzeń. Wiktor coraz bardziej wsiąkał w więzienny świat, nie wiedząc, że poza murami jest ktoś, kto ma wobec niego zupełnie inne plany. Bestia z Giewontu świetnie zaplanowała sobie kolejne morderstwa, angażując w całą sprawę grupę uchodźców przebywających w Kościelisku, czekających spokojnie na to, aż rząd znajdzie dla nich miejsce stałego pobytu. Wszystko się jednak zmienia w momencie, gdy na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy zostaje znaleziony martwy turysta, a w jego ustach znaleziono syryjską monetę. Wszelkie podejrzenia spadają na gości ze Wschodu, a prokurator Wadryś-Hansen ma nie mały orzech do zgryzienia, przy rozwiązywaniu tej sprawy... Nic jednak nie jest takim, jakim się wydaje - jak to u Mroza, nic nie jest oczywiste, ani zbyt proste. Forst jednak wie, do kogo prowadzą wszystkie ślady. Musi tylko zidentyfikować, kim jest Bestia i odnaleźć go na tyle szybko, by ocalić życie Olgi... Tylko, czy nie jest już za późno? I jak to zrobić w sytuacji w jakiej się znalazł? Przeczytajcie, dalszy ciąg na pewno Was zaskoczy, tak jak mnie. 

Zdecydowanie moim ulubieńcem w tej części stał się Edmund Osica. Jego specyficzne poczucie humoru, braterska miłość do Forsta oraz chęć pomszczenia córki sprawiają, że stał się dużo przystępniejszy dla czytelnika, a dialogi z panią prokurator często wywołują uśmiech. Ogólnie postaci są świetnie wykreowane, język bardzo przystępny, no i znajome nazwy i miejsca sprawiają, że trochę się we wszystkich wydarzeniach uczestniczy. Również wątek uchodźców sprawia, że książka jest zupełnie na czasie i pokazuje ten temat z różnych perspektyw. A sama zagadka - dla mnie majstersztyk. Ciekawa jestem jedynie, co dalej?



Nie spodziewałam się wielu rozwiązań w tej książce, z czego się ogromnie cieszę. Długą miałam przerwę od książek Mroza, ale odwyk popłacił, bo teraz z wielką przyjemnością do nich wróciłam, a mam trochę zaległości. Bardzo Wam polecam całą serię o komisarzu, bo to już nie trylogia, a rzeczywiście seria :) Niebawem z niekłamaną przyjemnością sięgnę po kolejny tom "Deniwelacja".


wtorek, 23 maja 2017

Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie"

Skończyłam czytać i żałuję. Ale tylko tego, że książka już się skończyła. Chciałabym, by ta historia trwała jeszcze przez kolejne strony. Mogę otwarcie powiedzieć, że dla mnie jest to najlepsza książka Magdy. Tyle pięknego, tyle dobrego, tyle magicznego się w niej dzieje! Owszem, są i smutki, straty, czarne charaktery, ale to wszystko razem buduje niesamowitą historię. Zapraszam!




"Wszyscy chodzimy w labiryncie poplątanych życiowych dróg. W zależności od tego, w którą ścieżkę skręcimy, nasza droga zakończy się w tym lub w innym miejscu. Niezależnie od tego, czy wybór drogi życiowej będzie naszą decyzją, czy podejmiemy ją pod wpływem wiatru napędzanego przez los."


O tym, jak często ludzkie losy lubią się ze sobą splatać, wie chyba każdy. I czasem zupełnie się nie spodziewamy, że to splątanie ma konkretny, utajniony, nie od razu widoczny cel. Nie spodziewała się tego również Zosia - główna bohaterka powieści. Zwykłe wagary, jedna nastoletnia decyzja, która zdecydowała o jej dalszych życiowych losach. Gdyby nie chęć przypodobania się chłopakowi, pewnie nigdy nie poznałaby ona pani Stefanii, która na zawsze odmieniła jej życie. 
Przyjaźń ze starszą panią dała Zosi wiele wartości. Choć w domu odczuwała chłód ze strony rodziców, to wiedziała, że na spotkaniu u pani Stefanii czekają na nią zawsze wielkie pokłady dobroci i czułości. Lata spotkań, wspólnego spędzania czasu sprawiły, że dziewczyna miała drugi dom, a i pani Stefania czuła się szczęśliwa, że ma w końcu kogoś bliskiego. Chyba żadna z nich wtedy nie spodziewała się, jak bardzo losy każdej z nich połączą się w przyszłości...

Dopiero dorosłość przyniosła kolejne rozdziały ich wspólnej historii. Burzliwy związek Zosi z Markiem, śmierć pani Stefanii i spadek, który zostawiła dla Zosi. Willa w Rudzie Pabianickiej początkowo wydawała się ruderą, jednak Zosia poczuła magnetyzm tego miejsca, choć nie od razu umiała zdecydować, co jest dla niej dobre i gdzie powinna zamieszkać. Kiedy idylla związku projektantów przestała trwać, okazało się, że Zosia spodziewa się dziecka. Niestety, nie mogła liczyć na Marka i schronienia szukała właśnie w Rudzie. Tam poznała Szymona, mocno pokiereszowanego przez życie lekarza, oraz pana Andrzeja, jak się okazało bardzo bliskiego znajomego pani Stefanii...
Losy tych kilku osób mocno się ze sobą związały, a jeszcze bardziej połączyła je historia Willi Dworaka, w której postanowiła zamieszkać na stałe Zosia... Jak bardzo się związały? Tego nie zdradzę, ale możecie być pewni, że to historia niebanalna, romantyczna i nie bez zagmatwań...



Piękną książkę napisała Magda Witkiewicz. Zabrała nas w czas międzywojenny, zarysowała charakterologię tamtego społeczeństwa, relacji rodzinnych i miłosnych. Pokazała Łódź tamtych czasów, świetnie wplotła wątki duchów i przeszłości zaglądającej w teraźniejszość.  Z każdej strony w książce buzuje magia, która pozwala wierzyć w dobre zakończenie. Autorka pokazuje, że nawet bardzo zraniony człowiek może szukać spokoju, szczęścia, a ktoś, kto przestał wierzyć w miłość, może znowu kochać. Każda strata ma jakiś sens, pokazuje odpowiednią dla nas drogę. Naprawdę, szkoda, że już poznałam całą historię Zośki, Szymona, Anny i innych... ale teraz jestem bogatsza o wiele dobrych emocji, o wiele mądrych, złotych myśli. I po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że najważniejsza w życiu jest.. MIŁOŚĆ... 

"Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. 
Tak jak człowiek, gdy kocha - rozkwita."

Całym sercem polecam Wam tę piękną powieść. Może kiedyś ktoś się pokusi na jej ekranizację? Bo losy bohaterów to naprawdę świetny materiał na film! Zajrzyjcie do Rudy Pabianickiej i Wy... Dajcie się oczarować temu miejscu i związanej z nim historii...


wtorek, 16 maja 2017

Agnieszka Krawczyk "Słoneczna przystań"

Są takie miejsca, do których docierając, czujemy się komfortowo i bezpiecznie. Znikają gdzieś lęki i strach, a wokół panuje tylko dobro i piękno. Każdy z nas szuka takiej przystani w swoim życiu, miejsca, w którym będzie szczęśliwy. A czasem wystarczy tylko zauważyć, że nasza codzienność jest ostoją, a obecni obok ludzie, wlewają w nasze życie słoneczne promienie. Wystarczy dawać dobro, by dobro, by dobro otrzymać.
Sentymentalnie mi się zrobiło, a wszystko przez to, że Czary codzienności się skończyły! Nie mogę się pogodzić z tym, że więcej nie przeczytam o losach trzech sióstr ze Zmysłowa. Po raz kolejny Agnieszka Krawczyk skradła moje serce swoją powieścią. Po raz kolejny tak dobre myśli spłynęły na mnie po przeczytaniu jej książki. Po raz kolejny chciałam się delektować kolejnymi stronami, ale książka tak mnie wciągała, że chciałam szybciej i czym prędzej brnąć w kolejne wydarzenia z życia Agaty, Danieli i Tosi. Zapraszam Was do mojej recenzji "Słonecznej przystani".



Sądzę, że każdy z czytelników miał takie uczucie, kiedy czytał książkę, że chciał znaleźć się choć na jedno popołudnie w herbaciarni przy ulicy Lisiogórskiej w Zmysłowie. Jestem o tym przekonana! Ja na pewno bym chciała. Atmosfera ukazana w książce pokazuje, jak bardzo ludzie sobie pomagają, ufają wbrew wszystkiemu, wspólnie spędzają czas na kartach, ale i są gotowi działać dobroczynnie, żeby pomagać społeczności lokalnej. Tam zawsze każdy zostanie poczęstowany pyszną herbatą lub lemoniadą, smacznym deserem, a do tego dobrym słowem. Spoglądając dookoła, można się nacieszyć pięknymi krajobrazami, wybrać na spacer, by złapać oddech od codzienności. No czary!



Trzecia część historii sióstr chyba najbardziej mi się podobała. Pojawiły się nowe, wyraziste postaci, pozytywne, jak i negatywne. Akcja rozwijała się w stonowany, wyważony sposób, po to, by wybuchnąć podczas wernisażu i tuż po nim, a następnie spokojnie poukładać losy bohaterów. A do tego tak wiele złotych, dobrych, optymistycznych myśli zawartych w książce pozwala uwierzyć, że są takie miasteczka na świecie, gdzie ludzie ufają sobie na wzajem, mogą na sobie polegać, a w ważnej sprawie poruszyć niebo i ziemię.

W poprzednich częściach zwróciłam uwagę na to, jak ostrożnie prowadzone są wątki miłosne w powieści. Tak, aby nie przytłumić wielu innych ważnych motywów. Uważam, że to fantastyczny sposób, zwłaszcza, że "Słoneczna przystań" w końcu pokazuje, jak długo budowane relacje się rozwijają, oczywiście ze szczęśliwym zakończeniem.

To prawda, że się zżyłam z bohaterkami. Bardzo czekałam na ostatnią część sagi, ale mam ogromny niedosyt! Tak wiele wątków można by poprowadzić dalej! Pani Agnieszko, może jeszcze nie wszystko stracone? Wiem, że pisze Pani już nową opowieść, ale może kiedyś? Czary codzienności naprawdę mają siłę terapeutyczną i bardzo dobrą energię, uwrażliwiają, więc chcę więcej! :)

Chciałabym opowiedzieć Wam historię sióstr Niemirskich, ale po prostu nie mogę zabrać Wam tej ogromnej przyjemności z przeczytania nie tylko trzeciej części, ale i całej sagi. Bardzo, ale to bardzo Wam polecam, jeśli chcecie znaleźć w niej słońce - znajdziecie, wiele, wiele promieni, które rozjaśnią Wasze myśli. Dobro - to chyba główny temat powieści, jak dla mnie. Osnuty różnymi, smutnymi, zabawnymi i szczęśliwymi historiami. No i doktor Wilk - uwielbiam jego poczucie humoru! :) Jeśli macie ochotę zaglądnijcie do Zmysłowa, do Cieplic, znajdziecie tam na pewno trochę siebie...

Ps: Dziękuję za ujęcie mnie w podziękowaniach, to zaszczyt Pani Agnieszko :)


poniedziałek, 8 maja 2017

BOOK TOUR K.N. Haner "Sny Morfeusza"

Ostatnio trochę zaniedbałam bloga ze względów osobistych. Nie miałam zbyt dużo czasu na czytanie, ani tym bardziej pisanie o książkach, ale obiecuję poprawę. Teraz, kiedy przybyło mi jedną Córkę więcej, mogę znowu wrócić do czytania nie usypiając nad książką ;)

Póki co, po raz kolejny chciałam Wam zaprezentować książkę, którą przeczytałam po raz drugi, z okazji akcji BOOK TOUR organizowanej przez Literacki Świat Cyrysi. Tym razem były to "Sny Morfeusza" K.N. Haner. Myślałam, że już nie do mnie nie trafią, ale na szczęście się udało. 



Moje odczucia co do książki się nie zmieniły. Nadal uważam, że jest to bardzo wciągająca historia, balansująca na granicy jawy i snu, która pochłania czytelnika, ukazując wyjątkowy obraz miłości. Z jednej strony tej wyniszczającej, pełnej bólu, cierpienia, ale z drugiej, pełnej namiętności, dzikiej żądzy i szczęścia. Historia Cassandry i tajemniczego Adama może sprawić, że i Wy stracicie głowę. 
Zapraszam Was do poprzedniego posta o tej książce: klik.




Za udział w BT bardzo dziękuję Krysi :) Regulamin do BT znajduje się tutaj.

Jeśli macie ochotę na magiczny świat mrocznych fantazji i nie boicie się gatunku dark erotic, książkę bardzo Wam polecam :)

piątek, 24 marca 2017

BOOK TOUR: Estelle Maskame "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?"

Bardzo polubiłam tę serię od samego początku. Jak to fajnie, że dzięki Book Tour organizowanemu przez Literacki Świat Cyrysi, mogłam przeczytać tę trylogię w całości. Dzięki Krysiu! Zaskakujące zakończenie drugiej części serii Dimily zwiastowało coś ekscytującego na zakończenie całości serii, dlatego nie mogłam sobie podarować przeczytania ostatniego tomu zatytułowanego "Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?" To fascynujące, jak bardzo można zżyć się z bohaterami, razem z nimi śmiać i złościć się. Zapraszam do recenzji zakończenia cyklu Dimily.




Minął rok od emocjonujących i niezapomnianych wakacji Eden i Tylera w Nowym Jorku. Wiele się między nimi wydarzyło, a ich płomienny romans zakończył się rodzinną awanturą. I wtedy Tyler zniknął. Niechęć ze strony bliskich spadła na barki dziewczyny i powoduje, że sama musi walczyć o resztki swojej godności, I choć początkowo brak kontaktu z przyrodnim bratem jest powodem ogromnego smutku, to z czasem przeradza się w złość. Tyler unika konfrontacji z rodziną, a Eden sama musi stawić czoła napiętej atmosferze w domu. Jej uczucia po raz kolejny zostają wystawione na próbę, kiedy w progu ponownie staje On...

Po raz kolejny w książce Estelle Maskame nie braknie emocji. Takich, które aż uderzają z kart powieści. Z pewnością nie są to tylko emocje pozytywne. W tym tomie, zwłaszcza na początku, mnóstwo jest złości, awantur, kłótni i napięć spowodowanych ujawnieniem uczuć młodych. 
Jednak dochodzą też do głosu emocje pozytywne, dotyczące coraz bardziej dojrzałego uczucia Eden i Tylera. To właśnie na oczach czytelników ich uczucie przechodzi transformację w dojrzały związek. Choć na początku trudno zrozumieć długie milczenie Tylera, potem wszystko okazuje się jasne i sprawia, że jeszcze bardziej odczuwa się sympatię do tego bohatera.



Książka jest bardzo inspirująca, jest nie tylko romantyczną historią, ale i opowieścią o tym, jak walczyć z przeciwnościami losu, jak burzyć tematy tabu i rozwiązywać konflikty międzypokoleniowe. Naprawdę szybko i lekko czyta się tę historię, ale wbrew pozorom, zawiera ona w sobie wiele mądrości. Pokazuje, jak walczyć ze wspomnieniami i ranami z przeszłości, ale tez jak mądrze i konstruktywnie budować przyszłość i iść naprzód.

Bardzo polecam Wam całą serię Dimily.

Tu znajdują się linki do wcześniejszych tomów:

A tu znajduje się regulamin Book Tour

Jeszcze raz dziękuję za udział w Book Tour Cyrysi :)

Jojo Moyes "Kiedy odszedłeś"

Są takie książki, które zostawiają w Tobie ślad na długo. Jedną z takich książek dla mnie z pewnością była "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes. Zresztą założę się, że dla wielu z Was tak było. Trochę musiałam poczekać, żeby zabrać się za kontynuację tej książki, ale po "Kiedy odszedłeś" sięgnęłam z prawdziwą przyjemnością, choć też nie jest to najłatwiejsza historia, choć już dużo lżejsza niż pierwsza. Bo czy można "po prostu żyć", kiedy doświadczyło się tak wielkiej straty? Zapraszam.



Zakończenie "Zanim się pojawiłeś" zapewne wielu z Was pozostawiło na dłuższą chwilę w fotelu ze spływającymi łzami, tak jak i mnie. Trudno mi było wyobrazić sobie sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie, a zwłaszcza Louisa. Byłam bardzo ciekawa, jak poradzi sobie z odejściem człowieka, którego pokochała całym sercem...

Jak pokazuje kontynuacja książki, nie było to dla niej łatwe. Bo chyba odejście ukochanej osoby nigdy takie nie jest, każdy z nas ma inny charakter i inaczej radzi sobie ze stratą. Lou przez długi czas próbowała sobie tłumaczyć, że jakoś sobie radzi, że skoro Will tak wybrał, to tak musiało być. Zaczęła podróżować, próbowała życia w innym mieście, aby nic nie przypominało jej o ostatnich chwilach w Szwajcarii. Próbowała ŻYĆ, tak jak namawiał ją do tego mężczyzna. 

"Nie myśl o mnie za często...
Po prostu żyj dobrze,
Po prostu żyj."

Niestety, okazało się, że ucieczka na nic się nie zda, trzeba stawić czoła swojemu życiu, swojemu miastu, swoim bliskim i wtedy spróbować ŻYĆ... 

Nie było to łatwe. Nie do końca pomagał nawet udział w grupie wsparcia. Do tego zdarzył się wypadek, który też trochę pokrzyżował kobiecie plany. A jakby tego było mało, Lou nie pomyślała nawet o tym, jaką niespodziankę przygotował dla niej los, stawiając na jej drodze córkę ukochanego -  Lili. Ta nastolatka wywróciła życie dziewczyny do góry nogami...

Kiedy wszystko zaczyna ustawiać się na właściwy tor, życie Lou nie jest nudnym pasmem szarych dni. Kolorują je wybryki Lili, no i spotyka na swojej drodze Sama, który wydaje się być jej prawdziwą szansą na szczęście. I wtedy pojawia się propozycja pracy z Nowym Jorku... Jak Lou poukłada swoje życie? Jakie decyzje podejmie? Przekonajcie się sami, koniecznie zaczynając od pierwszej części :)

"Kiedy odszedłeś" to nie tylko historia o podnoszeniu się po stracie miłości, ale też inspirująca historia o nowych początkach, w próbie budowania nowego życia i nowej historii. Pamiętając o obietnicy złożonej ukochanemu, Lou stara się, aby znajdować nowe powody, dla których warto codziennie się budzić i mądrze wykorzystać kolejny dzień.
Książka jest pełna humoru i autentycznych postaci. Owszem, momentami, trochę nudzi, ale mimo wszystko to historia poruszająca serce i dająca nadzieję. 

Bardzo polecam!


środa, 22 marca 2017

Amanda Prowse "Córka doskonała"

Jestem kobietą, córką, siostrą, mamą, no i oczywiście żoną. Niby nic, a jednak to wiele zobowiązań na co dzień, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Dlatego tym razem sięgnęłam po piękną, rodzinną opowieść, którą powinna przeczytać każda kobieta. O tym, co zrobić, kiedy kobieta ma się tych wszystkich swoich "funkcji" dosyć i kiedy zdaje sobie sprawę, że chce od życia czegoś więcej. Zapraszam do recenzji powieści Amandy Prowse "Córka doskonała".



Dawno, dawno temu Jacks Morgan miała marzenia. Chciała zostać spełnioną kobietą sukcesu i podróżować po świecie. Marzyła też o domu z widokiem na morze, w którym spędzałaby długie noce z ukochanym, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. jednak życie przyniosło coś zupełnie innego.
Najpierw pojawiła się Martha, później na świat przyszedł Jonty. Następnie u matki Jacks zdiagnozowano chorobe Alzheimera i starsza kobieta musiała się przenieść do córki. Wszyscy mieszkają w ciasne, acz urokliwej posiadłości z widokiem na morze i choć taras małego domu pęka w szwach, to Jackie sprawiła, że to miejsce jest azylem bezpieczeństwa i miłości. Ceną, jaką przyszło jej ponieść, było porzucenie młodzieńczych marzeń.
Obecnie największym pragnieniem Jacks jest pomoc dzieciom, aby nie zmarnowały swojej szansy na lepszą przyszłość. Skoro Martha, jej idealna córka, dostała się na studia i spełnia marzenia, to chyba jej wyrzeczenia były czegoś warte, prawda?

Powieść "Córka doskonała" nie zabiera nas w żaden wyimaginowany, zmyślony świat, który pełen jest niestworzonych historii, Jest po prostu do bólu prawdziwa i przedstawia życie każdej z nas matek. To nie jakaś porywająca fabuła, ale realia codziennego życia, które ukazują wartości życia rodzinnego, matczynego oddania i rezygnacji ze swoich marzeń. I własnie dlatego jest taka dobra i piękna. Polecam każdej kobiecie :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu

Vi Keeland "Walka" PRZEDPREMIEROWO

Po raz kolejny mam dla Was gorącą propozycję od Wydawnictwa Kobiecego. Tym razem za kilka dni, 24.03.2017 r.,  w Polsce ukaże się kolejny romans Vi Keeland zatytułowany "Walka", należący do serii MMA Fighter. To kolejna kobieca, ultra zmysłowa powieść, która sprawi, że na pewno zapomnicie o kolejnej słabej części o szarookim Christianie :) Jaki związek może stworzyć prawniczka i prawdziwy fighter? Przekonajcie się sami, zapraszam.


Spokojna Elle prowadzi nudne, ustatkowane życie. Dobrą pracą i gustownie urządzonym mieszkaniem wynagradza sobie monotonię życia. Facet, z którym spotyka się już nieco ponad dwa lata nie dostarcza jej żadnych wrażeń, ale tak jest po prostu bezpieczniej i stateczniej. Gruby mur, który przez lata budowała wokół swego serca, pozostaje nienaruszony. I dobrze. Przeszłość kobiety jest wystarczającym dowodem na to, co może się wydarzyć, jeżeli straci się kontrolę.
Wszystko zmienia się w dniu, w którym seksowny zawodnik MMA wchodzi do biura Elle. Okazuje się, że wytatuowany, umięśniony fighter wniesie niemałe emocje do poukładanego życia pięknej prawniczki. I jeśli wydaje się Wam, że mogą oni mieć ze sobą niewiele wspólnego, to nic bardziej mylnego. Dwie zranione, zagubione dusze, żyjące w strachu przed pozostawieniem przeszłości za sobą. Nie wierzyli w przeznaczenie, dopóki się nie spotkali, teraz są dla siebie bratnimi duszami, pomagającymi sobie w walce z demonami przeszłości.


Autorka świetnie wykreowała bohaterów, zwłaszcza Nico — przystojny, silny, czarujący i dbający o partnerkę, a to przecież wielka zaleta, prawda? Elle też nie jest zwyczajnym typem kobiety. Jest piękna, inteligenta i niezależna, wydaje mi się, że jedyne czego się boi to samotność. Autorka szybko i sprawnie prowadzi nas przez akcję, powoli odkrywa przed nami przeszłość bohaterów, dając możliwość, by poznać ich lepiej. Bohaterowie wywodzą się z różnego środowiska, dorastali w skrajnie różnych rodzinach, a jednak okazują się dla siebie idealnym uzupełnieniem. Vi Keeland w świetny sposób pokazała różnice między nimi, a jeszcze lepiej, rzeczy, które ich łączą. Chociaż mogłoby się wydawać, że prawniczka i zawodnik MMA nie mają zbyt wiele wspólnego, okazało się, autorka dała radę połączyć te dwa światy i to w sposób, o którym marzy chyba każdy szukający szczęśliwego związku i miłości.
Nico, jak na zawodnika sportowego przystało, to chodzący seks, a sceny erotyczne w książce są napisane jak zawsze świetnie, seksownie, ale ze smakiem, działające pobudzająco na wyobraźnię. Historia Nico i Elle przyciąga, wciąga i nie wypuszcza aż do zakończenia, a po zamknięciu książki sprawia, że chciałoby się mieć w ręcę kolejną część — MMA. Szansa.


Bestsellerowa Vi Keeland w "Walce" doskonale pokazuje, że istnieje przeznaczenie, na które nie mamy wpływu, a któremu po prostu musimy się poddać. To miłość ma najwięcej do powiedzenia i ona pomaga przezwyciężyć problemy i lęki. Po "Graczu" to kolejna gorąca propozycja Autorki, którą bardzo Wam polecam :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję niezastąpionemu Wydawnictwu Kobiecemu :)

Danuta Awolusi "Odważona. Dziewczyna minus 70kg"

Tym razem mam dla Was coś innego. Wygląda i zapowiada się na poradnik, ale po przeczytaniu okazuje się, że jest to swego rodzaju pamiętnik, który pomaga w walce z nadprogramowymi kilogramami, daje odwagę do zmian. Zapraszam Was do krótkiej recenzji "Odważonej. Dziewczyny minus 70 kg" Danuty Awolusi.



Autorka jest z pochodzenia Ślązaczką, od kilku lat mieszkającą w Warszawie. Pracuje jako copywriterka i pisarka, zakochana jest w muzyce gospel. Na co dzień pisze o podróżach, redaguje i prowadzi blogi. Z własnego doświadczenia pisze jak wygląda życie, kiedy waży się 140 kg, a jak się zmienia w drodze do 70 kg.

"Odważona" nie jest historią o diecie cud, różnego rodzaju wyrzeczeniach i godzinach spędzonych na siłowni. To coś więcej, to historia poruszająca, bardzo osobista o tym, jak rodzi się kobiecość. 
W świecie, w którym ideałem jest rozmiar 34, bycie grubym to grzech, a bardzo grubym - grzech niewybaczalny.
Awolusi pisze o tym, jak to jest iść ulicą z obfitym biustem, masywnymi nogami, potężnymi ramionami i dużym brzuchem, jak się czuje wtedy, zbierając spojrzenia, złośliwe uwagi i dobre rady, które chyba bardziej bolą, niż pomagają.

Blogerka bez znieczulenia obnaża rzeczywistość, w której nie ma miejsca na inność, dzieli się trudnymi emocjami z perspektywy osoby, która doskonale wie, jak to jest być kobietą w rozmiarze XXL. Co więc wpłynęło na jej decyzję o zmianie rozmiaru na mniejszy? Jak tego dokonała? Jakie przy tym popełniła błędy? I jaką osobą się stała, gdy dodała życiu lekkości?

W 2012 roku Danusia ważyła już blisko 140 kilogramów i właśnie wtedy coś w niej pękło. Postanowiła coś zmienić. Stopniowo, krok po kroku zaczęła dojrzewać do zmian w swoim życiu. Zaczęła od zmian żywieniowych. Najpierw usunęła z jadłospisu to, co najbardziej kojarzyło jej się z tyciem. Następnie postanowiła zacząć ćwiczyć - bieganie, zajęcia fitness. Nie myślcie sobie jednak, że obyło się bez istotnych wpadek, porażek i negatywnych emocji. O wszystkim Autorka pisze właśnie w "Odważonej". Nie jest to prosta historia, często wzrusza, bo przede wszystkim zwraca uwagę na społeczeństwo, które marginalizuje osoby tęgie. To bolesne, ale prawdziwe.

"Odważona. Dziewczyna minus 70 kg" to prawdziwe wskazówki dla osób, które chcą zmian w swoim życiu. Walka z nadwagą nigdy nie jest łatwa, ale jest warta zachodu, głównie ze względu na nasze zdrowie. Polecam Wam zatem dokument Danusi, który na pewno będzie dla Was wielkim wsparciem.

"Dla mnie na zawodowej drodze, Danusia to anioł stróż. Nie wierzcie jej, kiedy pisze o sobie: jestem kobietą jakich wiele. Między 140 kg a 70 kg jej wagi jest encyklopedia emocji, prawdy o sobie, wątpliwości. Poznajcie jej tajemnice"
Jarosław Kuźniar

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Pascal


Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów"

Natasza Socha napisała kolejną część z cyklu "Matki, czyli Córki" zatytułowaną "Kobiety ciężkich obyczajów". Recenzję wcześniejszej powieści "Dziecko last minute" możecie znaleźć tutaj. Czekałam na tę trzecią część z zapartym tchem, po tym jak w poprzedniej Autorka wprowadziła wiele rewolucji. I zdecydowanie się nie zawiodłam, bo trzecia część cyklu jest chyba też najlepszą.  To książka o trudnych relacjach między kobietami, tajemnicach, niewypowiedzianych pretensjach, ale i o miłości, która zawsze daje kolejną szansę. Zapraszam :)



Najnowsza powieść pisarki to jej ukłon w stronę historii, a zwłaszcza epoki dwudziestolecia międzywojennego. Fabuła staje się o tyle ciekawsza, że przedstawia losy nie tylko współczesnych bohaterek, ale i ich prababek. Jak się okazuje, są kobiety, dla których mężczyzna jest tylko dodatkiem. Dodatkiem do sukienki i do życia :) 

Kwiryna mieszka w barwnej, przedwojennej Warszawie, a splot nieoczekiwanych okoliczności wprowadza ją do świata ekskluzywnych prostytutek. Nie śni o księciu z bajki, szczęśliwej rodzinie, ani miłości na zawsze. 
Kira, jej prawnuczka, dziedziczy po prababce nie tylko różnobarwność tęczówek, ale też nonszalancję, z jaką traktuje płeć męską. Czy Kirze uda się odmienić swoje przeznaczenie, czy powtórzy błędy Kwiryny?

Dzięki postaci Kwiryny, Natasza Socha uchyliła ciężką kurtynę i zajrzała do świata prostytutek dwudziestolecia międzywojennego. Historia Kwiryny opisana jest bardzo szczegółowo, co daje rzeczywisty ogląd środowiska tamtych czasów. Jak się okazuje, poprzez zbieg okoliczności Kwiryna zostaje najbardziej tajemniczą, a przez to najbardziej pożądaną damą do towarzystwa. Jeśli ktoś chciał zaspokoić jej pożądanie, musiał słono za to zapłacić. W zamian za chęci niezależności i lepszego życia, jakimi kierowała się Kwiryna, będzie ona musiała ponieść surową lekcję od życia.

Kwiryna na swojej drodze spotyka Lucynę, od której wyjdzie inicjatywa przemiany w fascynującą Luizę, której przyszłość wcale nie rysuje się w tak różowych barwach, jak to we dwie zakładały. 
Co wspólnego z losem prababki ma Kira, kobieta wyzwolona, która ze zdobywania mężczyzn żonatych lub będących w związkach uczyniła swoiste hobby? No właśnie prawdopodobnie wpływ na to ma wychowanie w domu, ale czy do końca? W końcu każdy z nas odpowiada za swoje wybory. Choć czasy się zmieniły, a swoboda obyczajowa pozwala dzisiaj na dużo więcej również kobietom, Kira wydaje się spalać we wszystkich swoich związkach, niczym ćma lecąca do ognia. Nam czytelniczkom mogłoby się wydawać, że historia zatoczyła koło, a powikłane losy prababki w jakiś tajemniczy sposób znajdują swoje odbicie w losach prawnuczki… Ale czy rzeczywiście?

Styl Autorki jak zawsze jest pełen ironii i humoru, jednak ta część cyklu ma zdecydowanie gorzki wydźwięk. Zostawia w czytelniku pytanie, czy na pewno mamy wpływ na swoje życie? Czy może bardziej wpływa na nas to, jak zostaliśmy wychowani, w jakim środowisku żyjemy i jaka historia jest nam przeznaczona. Socha zdecydowania daje do myślenia, tym bardziej, że zostawia nam otwarty epilog i sami możemy napisać historie bohaterek. A może Autorka poprowadzi je dalej w czwartym tomie? 

Polecam Wam tę książkę, która zdecydowanie utrzymuje wysoki poziom cyklu. No i przede wszystkim dlatego, że jest napisana przez kobietę, o kobietach i dla kobiet. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Pascal


sobota, 18 lutego 2017

Katy Evans "Manwhore +1" PRZEDPREMIEROWO!

Już w poniedziałek swoją premierę ma najgorętsza powieść tej zimy. Bardzo czekałam na tę kontynuację, byłam ciekawa, czy Katy Evans po raz kolejny mnie zaskoczy i tego, jak wykreuje losy Rachel i Malcolma. No i jak myślicie? Podobało mi się, czy nie? Przekonajcie się :)



Zakończenie pierwszej części sprawiało, że chciało mi się płakać ze złości, że akcja przerwana zostaje akurat w takim momencie. Jak najszybciej chciałam poznać dalsze losy Rachel i boskiego Sina. Dlatego kiedy tylko dostałam propozycję przedpremierowego przeczytania książki, nie czekałam ani chwili. No i nie pożałowałam :)

Po tym, jak Rachel w artykule dziennikarskim opisała szczegółowo życie Malcolma Sainta, ich relacja zamarła. Mężczyzna zupełnie stracił do niej zaufanie i przez długi czas nie pozwalał sobie na myśli o kobiecie, która wydawało się, że skradła jego serce. Również Rachel nie umiała sobie poradzić w tej sytuacji. Napisała artykuł, by ratować czasopismo, w którym zaczynała karierę dziennikarską, a nie zdawała sobie przy tym sprawy, że naprawdę może zakochać się w facecie, będącym "obiektem" zlecenia. 

Livingstone jednak się nie poddała. Próbowała krok po kroku zbliżyć się do faceta, który zajmował każdy jej zmysł i serce. Nie było to łatwe, ale jak się można domyślić, Malcolm powoli topniał... Tylko, czy tak łatwo jest odbudować raz nadszarpnięte zaufanie? I jak pogodzić pracę z miłością, zwłaszcza, kiedy to wszystko dzieje się na oczach mediów i portali społecznościowych? Jak się okazuje, dla Sainta rzeczywiście nie ma rzeczy niemożliwych, ale do tego musicie dotrzeć sami. Zwłaszcza, że w promieniu ich szczęścia pojawia się rywal, który ma ochotę zagarnąć dla siebie Rachel...

Książka jest mega zmysłowa. Naprawdę świetnie napisana, jak zawsze u Katy Evans ze smakiem, pięknem seksu, z ogniem namiętności i wielkim żarem pożądania. Trudno się momentami nie zrumienić. To pierwsza klasa powieści erotycznej. A każdy opis Sainta naprawdę działa na wyobraźnię... 

Jest tylko jeden minus. Powieść naprawdę jest świetna, ale... strasznie polukrowana i cukierkowa... Mam wrażenie, że Saint jest zbyt wyidealizowany, brakło mu pazura, zbyt łatwo wybacza, choć pewnie, to wszystko przez miłość :) Brakuje mi w powieści jakichś zwrotów akcji, zawirowań, które sprawiłyby, że książka nie będzie aż tak bardzo przewidywalna i zbyt cudowna. Ale to moje zdanie :)



Książkę polecam Wam bardzo, zwłaszcza, jeśli już jesteście po pierwszej części. Koniecznie przeczytajcie obie części, nie pożałujecie :) Mam nadzieję, że i Was urzeknie erotyka  najlepszym Kobiecym Wydaniu :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


poniedziałek, 13 lutego 2017

Dominika Van Eijkelenbeorg "Kiedy będziemy deszczem"

Jestem w trakcie czytania kolejnej powieści erotycznej, ale już teraz mam dla Was recenzję ostatniej przeczytanej przeze mnie książki. Mowa o książce "Kiedy będziemy deszczem" Dominiki Van Eijkelenborg. To kryminał pełen mrocznych zagadek, którego bohaterką jest Polka, która po prostu wyszła pewnego dnia na spacer z psem i już nigdy nie wróciła...



Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów. 

Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.
/http://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/kiedy-bedziemy-deszczem/

Po raz kolejny książka uświadamia nam jak bardzo zawiłe są ludzkie losy. Jak bardzo możemy się mylić oceniając innych po pozorach. Nie spodziewałam się, że ta historia będzie tak wciągająca, a jednak. Tak wiele emocji, ludzkich pragnień i dążeń przewija się w tej historii, że nie można przejść obok niej obojętnie. Przyglądanie się postępowaniu głównej bohaterki wciąga tak bardzo, że razem z nią przeżywa się wszystkie zmagania i wyzwania. Jest ukazana w sposób bardzo rzeczywisty, wyrazisty, świetnie wykreowano jej postać. Inga żyła w codziennej rutynie, chciała się z niej wyrwać, zwłaszcza, że nie mogła liczyć na pomoc męża, który ciągłą pracą wymawiał się od pomocy w obowiązkach domowych. Kobieta chciała czegoś innego, szalonego. Powoli odkrywała siebie, ale jednocześnie weszła na drogę niedomówień, kłamstw, oszustw. Poznanie młodego mężczyzny rozpoczyna nowy etap w jej życiu, ale czy dobry? Satysfakcjonujący? A może będzie już za późno, żeby zawrócić?

Thriller poprowadzony jest w sposób bardzo ciekawy, pełno w nim retrospekcji, ciekawych wątków psychologicznych. Fabuła poprowadzona jest w bardzo ciekawy, intrygujący sposób.
Sam wymiar deszczu przedstawiony w książce sprawi, że już nigdy nie spojrzysz na deszcz bez żadnych skojarzeń z tą historią.

Nie jestem wielką znawczynią kryminałów, ale ten zdecydowanie przypadł mi do gustu. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

czwartek, 26 stycznia 2017

Vi Keeland "Gracz"

Jeśli macie ochotę na coś z literatury erotycznej, to zawsze możecie liczyć na Wydawnictwo Kobiece. W ich ofercie zawsze znajdziecie jakieś interesujące i naprawdę gorące pozycje - oczywiście książkowe ;) Tym razem miałam możliwość przeczytania "Gracza" Vi Keeland i zapewniam Was, to zdecydowania jedna z najgorętszych książek ostatnich miesięcy. Zapraszam :)



Trzeba przyznać, że niektórzy faceci są po prostu bezczelni. Aroganccy, zawadiaccy i pewni siebie w ten niezwykle irytujący sposób, który kojarzy każda kobieta. Taki właśnie jest Brody Easton - główny bohater książki. To taki typowy gracz – przystojny, szalenie męski, a niezły tupet to jego drugie imię. Z przyjemnością i premedytacją bierze udział w grze, w której stawką jest dziki seks. Krótkoterminowy cel? Panienka do łóżka. Czemu nie.

Delilah to początkująca dziennikarka sportowa, która po raz pierwszy spotyka Brody’ego w męskiej szatni. Zawodnik jeszcze przed rozpoczęciem wywiadu zdecydował się odsłonić wszystkie karty. I to dosłownie (:)). Nieprzewidywalny i bezpruderyjny zrzucił przed nią ręcznik przepasający jego biodra. Trudno stwierdzić czy liczył na flirt, czy po prostu chciał zaliczyć. Wiadomo jednak, że Brody się nie patyczkuje. Znajomość rozpoczęta w taki sposób może potoczyć się różnie.

Fani gorącego romansu sportowego będą zachwyceni. Strony „Gracza” iskrzą od chemii między głównymi bohaterami. Delilah nie jest zbyt zasadnicza, ale jednej reguły trzyma się twardo – nie umawia się z graczami. Jednak Brody ma wobec niej inne plany. Męska duma nie pozwoli mu tak po prostu odpuścić. 

Źródło: http://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/gracz/



No tak, trudno przejść obok takiego opisu obojętnie, zwłaszcza, jeśli lubi się literaturę erotyczną. No a okładka, chyba nie pozostawia innej decyzji, jak tylko sięgnąć po historię gorącego gracza. 

Starania Brod'ego są naprawdę takimi, o jakich marzy chyba każda kobieta. I choć Delilah próbuje się oprzeć seksownemu mężczyźnie, jest to naprawdę trudne, bo jak pokazuje książka, jest on dobry naprawdę we wszystkim. Tłumaczyć chyba nie muszę...
Sytuacja jednak trochę się zmienia w momencie, kiedy do gry wchodzi przeszłość Brod'ego.
Czy chęć stabilizacji i ciągłej zabawy mogą zagrać udany mecz? Trudno powiedzieć. Sami musicie się przekonać, jak wygląda taki pojedynek, nie tylko na boisku...

Historia Brod'ego i Delilah zdecydowanie rozpali także Wasze zmysły. Jest naprawdę wciągająca. Opisy są jednak wysmakowane i bardzo namiętne. Choć z autorką mam do czynienia pierwszy raz, zdecydowanie podoba mi styl jej pisania. Nie jest wulgarny, ani zbyt wygórowany. Historia opisana jest w sposób bardzo realny, czasem trudno uwierzyć, że jest to fikcja literacka. Narracja prowadzona z różnych perspektyw trochę wybija z rytmu czytania, ale mimo to, doskonale buduje całość historii.

To, co doceniam w tej książce, to to, że jest przykładem literatury erotycznej, która zawiera w sobie coś więcej niż sam seks. Owszem, sceny erotyczne są świetne, ale fajnie, że oprócz nich fabuła zawiera wątki romantyczne, pełne troski, opiekuńczości i przyjaźni. Dlatego, jeśli szukacie w książce nie tylko historii rumieniącej policzki, to jest to powieść dla Was. Drugi z głównych wątków skutecznie bowiem ochładza pierwszy  sprawia, że nie można oderwać się od historii gorącego gracza... 

Bardzo polecam, zwłaszcza pełnoletnim kobietom ;) Popatrzcie tylko na okładkę ;)


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

Magdalena Kordel "Anioł do wynajęcia"

Okres świąteczny po raz kolejny minął bezpowrotnie i zostaje nam tylko czekać na kolejny grudzień i kolejne Boże Narodzenie. Są jednak rzeczy, które w każdym sercu obudzą świąteczny nastrój, mimo pory roku... Za oknem wciąż zimowo, więc recenzja jest jak najbardziej jeszcze na czasie. Trochę mi zeszło, czas i zdrowie ostatnio nie sprzyjają mojemu czytaniu, ani pisaniu, ale nie mogłam pominąć tej książki w swojej blogowej biblioteczce, bo właśnie ona obudziła we mnie Boże Narodzenie i bardzo poruszyła moje serce. Mowa o książce Magdaleny Kordel "Anioł do wynajęcia". Dlaczego? Zapraszam :)


Każdy młody człowiek prawdopodobnie w okresie swojej młodości czuł się zagubiony i samotny. Czasem nam się wydaje, że znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia, nie umiemy walczyć o siebie samych, ani o nasze marzenia. Michalinie - głównej bohaterce powieści Magdaleny Kordel też tak się wydawało, dlatego postanowiła uciec z domu. Niezrozumiana przez ojca, szykanowana przez macochę, po śmieci ukochanej babci, zdecydowała, że sama jakoś sobie poradzi. Opuściła szkołę i przez wiele tygodni spała na ulicy, w bramach, głodna i przemarznięta, a przecież zima była dopiero przed nią.. Odpowiedzialna nie tylko za siebie, postanowiła poprosić o Boga o anioła, który się nią zaopiekuje...

Michalina nie spodziewała się, że jej prośba zostanie wysłuchana. Chyba nikt nie spodziewał się, że w przeciągu kilku dni można spotkać tak wielu dobrych ludzi na swojej drodze. Grudzień przyniósł tak wiele dobrego w życiu dziewczyny... Ludzie, których spotkała: Gabrysia, Nela, Kostek, tak bardzie zmienili jej życie, sprawili, że znowu uwierzyła w dobroć i miłość. Jednak o tym, jak im się to udało, musicie przekonać się sami :)

"Anioł do wynajęcia" to piękna książka, przy której wielokrotnie zdarzyło mi się uronić łzy wzruszenia. Pozwala uwierzyć, że ludzie mają w sobie niewyobrażalne pokłady dobra, tylko nie zawsze wiedzą, jak z nich korzystać. Być może próba zagłuszenia wyrzutów sumienia nie jest najlepszym sposobem na dawanie dobra, ale jeśli wynika z tego coś dobrego i pięknego, jak miłość, to może i wtedy warto spróbować? 

Również problem tęsknoty pod różną postacią, samotności, to główne tematy powieści. Autorka kilkoma wzruszającymi historiami sprawia, że nie sposób powstrzymać drżenie serca. Wspomnienia są pamiątką, ale i dają ukojenie dla tych, którzy szamoczą się z własnymi uczuciami i rozterkami. 

Myślę, że niezależnie od pory roku, książka o Aniel do wynajęcia, będzie lekarstwem dla niejednej zbolałej duszy. Pokłady dobra w niej zawarte udzielą się każdemu czytelnikowi. Bardzo polecam! 

Wydawnictwo ZNAK


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Iga Wiśniewska "Urodzeni, by przegrać" BOOK TOUR

Jako ostatnia z grudniowych książek wędrujących pojawiła się u mnie książka Igi Wiśniewskiej "Urodzeni, by przegrać" od Wydawnictwa Zysk i S-ka. Książka bardzo przypadła mi do gustu, a dlaczego? Przeczytajcie.


Diana – ukrywa tajemnicę, która nie pozwala jej żyć normalnie. Pięć lat temu przez jej nieuwagę wydarzyła się tragedia. Odtrącona przez rodziców wyjechała na studia do innego miasta, nie potrafi jednak zapomnieć o przeszłości. Kiedyś najbardziej pragnęła przebaczenia. Teraz nie pragnie już niczego. 
Karol – z wyglądu niegrzeczny chłopiec, wychowany „na złej ulicy”, student ekonomii i bokser. Kiedyś, w innym życiu, Diana i Karol spotykali się. Nie traktowali tego poważnie, ale to, co ich rozdzieliło, było śmiertelnie poważne. 
Pięć lat później wpadają na siebie na studenckiej imprezie. Przypadek? Żadne z nich nie wierzy w przypadki. Szybko okazuje się, że stają się dla siebie bardzo ważni. Czy razem uda im się zbudować wspólną przyszłość? Bez względu na wszystko…

"Urodzeni, by przegrać" to kontynuacja książki "Pięć minut", którą autorka napisała kilka lat wcześniej. Nie znałam pierwszej części, ale druga zdecydowanie mi się spodobała,zwłaszcza, że nie wymagała zbytniej znajomości pierwszego tomu.
Na początku poznajemy studentkę medycyny, która zmaga się z demonami przeszłości, oraz chłopaka, który też wiele już przeszedł w swoim życiu. Młodzi znają się od lat, kiedyś byli sobie bliscy, lecz pewnego dnia ich drogi się rozeszły. Los jednak sprawił, że po latach ponownie się spotykają. Czy dawne uczucie odżyje i jak potoczą się ich losy? 

Książka ma w sobie piękną historię, która chwyta za serce. Razem z bohaterami przeżywa się autentyczne emocje, mimo, że są to zwyczajni ludzie, tacy jak każdy z nas. Najbardziej chyba czytelnik przeżywa tragedię, którą przeżyła nastoletnia Diana. I choć pobożnym życzeniem jest, aby wraz z upływem czasu bohaterka poradziła sobie z bólem i poczuciem winy, tak się nie dzieje. Czas nie leczy jej znękanej duszy i nie leczy bolesnych wspomnień. One wracają, czasem w najmniej oczekiwanym momencie. Autorka pokazuje w ten sposób, jak trudno uporać się ze stratą najbliższych. Każdy inaczej reaguje na cierpienie. Wszystko zależy od psychiki i wsparcia najbliższego otoczenia. Niektórzy jednak nie potrafią uporać się z żalem, zatrzymując się na pewnym etapie i nie pozwalając sobie pomóc. Ta książka także nie przyniesie gotowych rozwiązań...

Lubię książki, w których prowadzona jest narracja z punktu widzenia różnych bohaterów. Tak jest i tutaj. Dzięki narracji Diany i Karola lepiej poznajemy ich emocje, uczucia, a jako czytelnicy możemy spojrzeć na jedną sprawę z dwóch perspektyw. Świetnie też zbudowany jest wątek miłosny, bez zbytniego lukrowania, nie natarczywie, ale pokazuje, jak siła miłości pomaga robić krok naprzód, wbrew wszystkiemu.

Historia tych dwojga młodych ludzi, którzy spotykają się po latach jest naprawdę godna polecenia. Są oni dobrze wykreowani, a ich historia wzruszy na pewno wiele osób. Pokazuje też, że warto walczyć o swoje marzenia, zwłaszcza z osobą, która nas kocha, bo wtedy nawet przeszłość wydaje się być bledsza. 

Dziękuję Krysi za udział w Book Tour


Małgorzata Garkowska "Układanka z uczuć" BOOK TOUR

Pewnie nie będziecie zdziwieni, jeśli przeczytacie, że po raz kolejny wzięłam udział w Book Tour organizowanym przez Literacki Świat Cyrysi :) To naprawdę fajna sprawa, że kilka osób, czyta tę samą książkę, a zazwyczaj są to książki, których sama bym nie kupiła. W okresie grudniowym spotkało się u mnie kilka książek z tej akcji, dlatego tyle postów z tej serii :) Tym razem pora na piękną książkę Małgorzaty Garkowskiej "Układanka z uczuć". Zapraszam :)



Historia Agnieszki i Pawła zaczyna się jak w bajce o Kopciuszku. On jest bogatym przedsiębiorcą, synem znanego prawnika. Ona jest młodą dziewczyną z niewielkiej wsi, wychowaną przez starszych i bardzo surowych rodziców. Ich drogi mogłyby się nigdy nie przeciąć, ale jednak stało się inaczej...
Gdy pewnego dnia na wernisażu wystawy Paweł zachwycił się dziewczyną z obrazu, postanowił, że ją odnajdzie i się z nią ożeni. Agnieszka, kiedy go poznała, była przekonana, że dla tej miłości może poświęcić wszystko: więzi rodzinne, przyjaciół, miejsce, w którym dorastała. Nie miała znaczenia różnica wieku, status majątkowy czy wychowanie. Aż do dnia, w którym odkryła prawdę... 

Ślub z Pawłem miał być dla Agnieszki przepustką do nowego świata, szansą na lepszą przyszłość. Nie przewidziała ona jednak, że cena, jaką przyjdzie jej za to zapłacić, będzie aż tak wysoka... Fabuła powieści nie wydaje się jakoś specjalnie oryginalna - ona biedna, on bogaty, zakochują się w sobie i zostają małżeństwem. Jednak pod przykrywką niby banalnej historii, kryje się drugie dno prawdziwego życia i codzienności małżeńskiej. Okazuje się, że piękna miłość ma różne odcienie, często bardzo zaskakujące, odciskające piętno na czytelniku.

Główni bohaterowie są tak mocno wykreowani, że czasem ich zachowanie wydaje się drażniące i frustrujące. Agnieszka odznacza się wielką naiwnością, momentami, nawet głupotą, ale też jest zbyt dobroduszna. Popełniając błąd, który pociąga za sobą konsekwencje, wydaje się, jakby tego nie zauważyła. Za to Paweł to typowy drań, który nie zważa na uczucia innych, dba jedynie o pozory. Nie spodziewa się, że w końcu i tak coś wymknie mu się spod kontroli...

Książka Małgorzaty Garkowskiej jest napisana świetnym stylem, barwnym językiem, który pochłania czytelnika i sprawia, że mocno przeżywa się historię bohaterów. Nie sposób zostać obojętnym, wobec ich losów. Siła, która powoduje, że ciągle analizuje się losy tego małżeństwa jest silniejsza niż wszystko inne. Powieść mocno chwyta za serce i pozwala spojrzeć na wiele spraw z innej niż dotychczas perspektywy. 

Szczerze polecam Wam powieść "Układanka z uczuć", bo towarzyszą jej prawdziwe emocje, które czytelnik mocno odczuwa i nie zostaje wobec nich obojętny. To piękna, choć niełatwa książka, pozwalająca dostrzec jak bardzo różnimy się między sobą i jak mało dostrzegamy na co dzień w drugim człowieku. 

Krysiu, bardzo dziękuję za udział w Book Tour.


Ewa Seno "W ogień" BOOK TOUR

Po raz kolejny wzięłam udział w Book Tour organizowanym przez Literacki Świat Cyrysi. Tym razem dzięki niemu przeczytałam książkę Ewy Seno "W ogień". Jeśli jesteście ciekawi, czy mi się podobała, zapraszam :)



Mówi się, że czasem przyjaźń jest ważniejsza niż wszystko inne, a zdarza się, że prowadzi do zatracenia. Emma i Em są nierozłączne już od przedszkola. Wydaje się, że nic nie jest w stanie ich rozdzielić, dopóki jedna z nich po śmierci swojego ojca nie jest zmuszona wyjechać z matką za ocean. W tym czasie drugą dosięga mocniejszy cios. Na co może zdecydować się przyjaciółka, gdy rozpacz ją ogarnia czarniejsza niż piekło? i czy dla pomszczenia przyjaciółki może podjąć współpracę z samym diabłem? Em się na to decyduje, a potem...wszystko się zmienia.

Fabuła książki wciąga już od pierwszych stron i sprawia, że czyta się rozdział za rozdziałem, zapewniając sobie moc niezapomnianych wrażeń. Na początku poznajemy nastoletnią Emily, która zamierza zemścić się na osobach odpowiedzialnych za tragiczną śmierć swojej najlepszej przyjaciółki. Nie jest jej jednak łatwo, ponieważ nie może liczyć na żadne wsparcie. Dopiero doprowadzona do ostateczności decyduje się, żeby zawrzeć pakt z szatanem. Tylko, czy taka decyzja okaże się dla niej dobra?

Emily jest bohaterką niezwykle barwną i dobrze wykreowaną. Posiada mocny charakter, a do tego odznacza się też wyjątkową empatią, wewnętrzną siłą oraz konsekwencją i zdecydowaniem w działaniu. Owszem, czasem jak każdy człowiek miewa chwile zwątpienia, stresu i frustracji. Czasem może zbyt pochopnie podchodzi do pewnych decyzji, ale trudno też wymagać od niej dojrzałości i wielkich przemyśleń. Dobrze wykreowane są też postaci Michaela i Luke, czyli diabła i anioła. Obaj są znakomicie nakreśleni; w specyficzny sposób, ale wiarygodnie pokazują swoje prawdziwe oblicze, choć ulegają typowym ludzkim słabościom. Ciekawie poprowadzony jest wątek romantyczny, dość typowo dla gatunku paranormal romance. Musicie sami się przekonać, czy diabeł umie kochać?



Książka jest pełna przeróżnych emocji. Przede wszystkim dominuje tutaj: rozpacz, bezradność, złość, pragnienie zemsty. Możemy poczuć żądzę krwi, która kipi w bohaterce. Wymierzenie kary za śmierć przyjaciółki jest niczym misja dla Emily. Im bliżej zakończenia, tym więcej nieoczekiwanych przygód i nieustanie rosnącej adrenaliny. Osoby, które sięgają po książki z tego gatunku nie będą się nudziły. Ja jednak wolę tradycyjne obyczajówki :)

Dziękuję, że po raz kolejny mogłam wziąć udział w Book Tour :)