niedziela, 10 lipca 2016

Theresa Cheung "Rozmowy z niebem"



Chyba nie ma na świecie człowieka, który nie zastanawiałby się nad tym, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Wielokrotnie pojawiają się takie myśli, a odpowiedzi są różne w zależności od tego, w co wierzymy i w zależności od tego, co przeżyliśmy w życiu. 

Theresa Cheung, urodzona w rodzinie spirytualistów, od ponad dwudziestu pięciu lat pisze książki o parapsychologii i kontaktach z duchami. W "Rozmowach z niebem" próbuje udowodnić czytelnikom, że kontakt ze zmarłymi jest możliwy. Na podstawie własnych doświadczeń, ale i doświadczeń zwykłych, normalnych ludzi, autorka przedstawia zbiór opowieści o kontaktach ze zmarłymi.

Książka tak naprawdę posiada więc wielu autorów. Theresa zebrała jedynie wiadomości przesłane z całego świata i opatrzyła je stosownym komentarzem. Każda z tych historii dotyczyła rozmów ze zmarłymi, a historii tych jest naprawdę sporo. Tak naprawdę ta spora ilość daje troszkę do myślenia. Czy rzeczywiście osoby te mają kontakt z bliskimi, którzy już odeszli z naszego świata, czy jedynie tego bardzo pragną, a opowieści te są raczej ich wymysłem. Każdy sam musi określić w co wierzy. 

„We wszystkich rodzajach porozumienia z niebem stałe jest to, że u ich podstawy leży język oparty na miłości. Uczucia są podstawowym językiem istot niebieskich. Kiedy niebo wyciąga do nas rękę i chce nas jakoś dotknąć, często odczuwamy coś na kształt emocjonalnego przytulenia. Czujemy się spokojni i bezpieczni; doznajemy wzmocnienia wewnętrznej siły, ufności i odwagi. (...) Znanych jest wiele historii ludzi, których uratowała niebiańska interwencja albo nawiedziły ich duchy czy też niebiańscy przewodnicy, ludzi, którzy ocaleli wbrew wszelkim przeciwnościom. Być może nie pisano o nich w gazetach. Mnie te historie pokazują, że każdemu z nas mogą przytrafić się najbardziej nadzwyczajne rzeczy”.

Jednak warto podkreślić, że jeżeli te rozmowy odbyły się naprawdę, to są namiastką cudów. A nam we współczesnym świecie potrzeba takich cudów. Musimy w coś wierzyć, żeby po prostu nie zwariować. Jeśli więc pogrążona w żałobie córka doznaje pociechy, ponieważ słyszy głos zmarłej matki, albo znak z nieba uspokaja wdowę, że jej mąż zawsze jest tuż obok niej, a dziecko rozmawia z babcią, która jest w niebie, to są to cuda, które budują. I zwracają też uwagę na cuda, których nie zauważamy w codziennym życiu, a takie się zdarzają, tylko trzeba umieć je dostrzegać. Wystarczy otworzyć serce i wyostrzyć zmysły...

Historie zebrane przez Theresę naprawdę dają nadzieję, poprawiają humor i wlewają w serce pewnego rodzaju spokój. Wiele z opowieści chwyta za serce. Przytoczę tylko tytuły niektórych z nich: "Patrzy z nieba i śmieje się do rozpuku", "Ślady moich łez", "Podać dłoń", "Uśmiech dziadka", "Czekając na masaż stopą", czy "Uratowani przez fryzjera!". 





Chyba najbardziej przyciągnęła mnie okładka. Jest po prostu piękna. Telefon - symbol współczesności i niebo - jak to możliwe, że w naszych niereligijnych czasach ludzie szukają kontaktu ze zmarłymi? Autorka też zwraca na to uwagę w książce. I nie jest to powieść napisana w oparciu o konkretną wiarę – jest uniwersalna – a to duży plus. Każdy, kto z różnych względu szuka spokoju, ukojenia i sensu, znajdzie go w "Rozmowach z niebem". 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu MUZA :)


2 komentarze:

  1. Okładka jest przecudna. Fabuła również intryguje. Tylko niestety ostatnio czasu mi brak na czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym czasem, to i u mnie podobnie ;)

    OdpowiedzUsuń