wtorek, 12 lipca 2016

Gabriela Gargaś "Jutra może nie być"

"Miłość nigdy nie jest zła, po prostu może zdarza się nie w porę. Zły czas i miejsce, niewłaściwy ktoś."

Kiedy Kinga bez pamięci zakochała się w M., nie mogła wiedzieć o wielu rzeczach. Miłość po prostu przyszła i zawładnęła dwojgiem ludzi, mimo, że obok była ta trzecia osoba - żona. Gabriela Gargaś opowiedziała piękną historię o miłości, nie tylko tej między kobieta i mężczyzną. Nie jest ona łatwa, ale czy gdyby taka była, to byłaby miłością? Zapraszam do recenzji :)




Kinga niebawem ma wyjść za mąż. Czuje jednak, że związek z Darkiem spowszedniał, że po prostu przyzwyczaili się do siebie, nie ma już między nimi ognia i namiętności. Postanawia napisać do dawnego znajomego. I choć jak się okazuje M. ma żonę, nie przeszkadza to obojgu w prowadzeniu mailowej korespondencji. Kiedy dochodzi do spotkania, przeskakują między nimi iskry, których nie udaje się już ugasić, choć tak podpowiada rozsądek. 

"Bycie kochanką jest życiem bez praw w tym legalnym związku. Kochanka i samotność siedzą razem na jednej kanapie, wtulając się sobie w ramiona."

To, co wydarzyło się między Kingą, a M. to prawdziwe uczucie pełne namiętności, seksu, ale i przyjaźni oraz bliskości, choć wiadomo, że jest ona ograniczona. Wykradane godziny, dni, tygodnie i kolejne obietnice, że mężczyzna odejdzie od żony, ale najpierw musi ją na to odejście przygotować. Czy można w ogóle kogoś na to przygotować? Kinga wierzy ukochanemu, bo jest bezgranicznie zakochana. Wspólne chwile dają jej poczucie bezpieczeństwa i wielkiego szczęścia, a tęsknota i pustka, tylko potwierdzają, że serce nie umie już żyć bez tej miłości. Jak długo jednak można czekać? Ile razy można rozstawać się i wracać? I co w momencie, kiedy dwie osoby nie do końca mają te same priorytety? 

"Na miłość kobieta powinna przeznaczyć jeden pokój. Może on być piękny i duży, ale jeden, ponieważ jest jej potrzebna i kuchnia i łazienka, i salon, a może i pokój do ćwiczeń i biblioteka."

Chyba każdej kobiecie w pewnym momencie życia trudno jest zrozumieć, że potrzebuje przestrzeni. Dostrzec też siebie i czas dla siebie. Nie tylko dla mężczyzny, któremu stara się czasem wejść na głowę, byleby z nią był i ją zauważał. Kinga też to dostrzegła, głównie dzięki pomocy przyjaciółek, w momencie, kiedy się dowiedziała, że spodziewa się dziecka. Wtedy zapłonęła w niej jeszcze większa miłość. Tak wielka, że chciała chronić maleństwo przed ojcem, który jak podejrzewała nie będzie go chciał. Późno zdecydowała się powiedzieć M. o tym, że będą rodzicami. Ale szczerze, to ja nie dziwię się jej, bo też takiej reakcji z jego strony się spodziewałam. A kobieta nie zawsze może czekać na to, aż mężczyzna dojrzeje. Kinga nie miała takiego czasu...

I tu dochodzimy chyba do najtrudniejszej, przynajmniej dla mnie, kwestii w książce. Strata dziecka. Kinga poroniła w 22 tc... Synkowi dała na imię Tymek. Strasznie trudne jest to, co przeżywała po tej stracie. Trzeba już o tym przeczytać, bo nie umiem tego bólu opisać słowami. Nie wiem, czy w ogóle można to opisać słowami. Jedyne wsparcie jakie miała udzielali jej przyjaciele i babcia, a ojciec dziecka, tylko miał do niej pretensje, wyrzuty i żal, że dowiedział się tak późno. Kinga długi czas żyje w rozpaczy i żałobie...

"Żałoba ma swój sens. Nie należy jej na siłę przerywać i wracać do normalnego życia. Trzeba wypłakać tyle łez ile chce się wypłakać. To nie ma nic wspólnego z cierpiętnictwem, pielęgnowaniem bólu. Taka jest po prostu naturalna kolej rzeczy. Czas leczy rany, pozwala im się zabliźnić, ale najpierw trzeba się dokładnie oczyścić z całego żalu do świata, ze wszystkich złych emocji, trzeba o tym mówić, jeśli odczuwa się taką potrzebę, albo pomilczeć tak długo, jak tylko milczeć się da."

Kinga jest fenomenalną bohaterką. Kocha całą sobą. Zarówno mężczyznę, jak i dziecko, które w niej żyło. Oddaje całą siebie temu uczuciu. Każda myśl skierowana jest w stronę tych, których kocha. Pięknie ubiera w słowa uczucia, swoje marzenia, łapie chwile. Zdaje sobie sprawę z tego, że bycie kochanką, to nie do końca takie życie o jakim marzyła, ale jest szczęśliwa. Właśnie ten mężczyzna dał jej największe szczęście. Dlatego tak bardzo boli ją strata. Dlatego tak bardzo cierpi i nie umie się pozbierać. Potrzebuje sporo czasu. Tak samo, jak i M., aby zrozumieć wiele rzeczy. Jednak w końcu  Kinga znajduje swoją drogę, sami przeczytajcie jaką... :)




"Zawsze się nam wydaje, że nasz dramat jest największym dramatem na świecie; jeśli nam pęka serce, to tak dotkliwie, że nikt nas nie zrozumie. A jednak ktoś obok też coś przeżył i ten jeszcze inny też. Dramaty, traumy, które rozgrywają się za każdym rogiem."

Tylko to też trzeba samemu zrozumieć...

Gabrysiu, dziękuję Ci za kolejną, piękną książkę :)

2 komentarze:

  1. Zapowiada się bardzo ciekawie, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie skończyłam czytać tę książkę. To moja pierwsza lektura spośród tytułów pani Gargaś i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Mam tylko jedną małą uwagę. Trafiłam na Twą recenzję nim zaczęłam czytać książkę i zdradziłaś w niej, jak dla mnie, zbyt dużo szczegółów. Mimo to książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. :)

    OdpowiedzUsuń