wtorek, 19 lipca 2016

Agata Przybyłek "Bez Ciebie"

Do tej pory znałam Agatę Przybyłek jedynie z recenzji blogerów, którzy pisali o niej, jako o autorce komediowej. Na półce czekają na mnie jej pierwsze książki i mam nadzieję dorwać jeszcze jutrzejszą nowość, bo jak się domyślam Agata nie zawodzi. Ale to za jakiś czas. Tamte książki to lekkie, komediowe powieści. 
"Bez Ciebie" to natomiast nie jest książka lekka, ani zabawna. Jest trudna, wymagająca, wyciskająca łzy, budząca demony, a do tego jest...świetna! Porusza bardzo ważne i bolesne tematy, i choć nie dotyczą one każdego, to na pewno wiele uświadamiają. Książka otwiera oczy i pomaga uwierzyć, że nawet kiedy jest bardzo źle, to życie się nie kończy i czeka na nas jeszcze coś dobrego...



Katarzyna mieszka razem z mężem prokuratorem w Bostonie. Od jakiegoś czasu w ich małżeństwie dzieje się coraz gorzej. Colin częściej odreagowuje na swojej żonie stres związany z pracą. Coraz więcej pije i jest coraz bardziej brutalny. Kaśka już od długiego czasu to znosi, choć wydaje się, że czara goryczy przelała się już jakiś czas temu. Żyje odizolowana od świata, z nikim się nie spotyka, nigdzie nie wychodzi, całym jej światem ma być jej mąż. Dla niego ma być codziennie elegancko i seksownie ubrana, oczywiście jeśli już przygotuje restauracyjny obiad, który często i tak nie spełnia wymagań pana prokuratora. A jeśli coś mu się nie podoba, to karę za to ponosi właśnie Katarzyna... Przemoc to w ich domu niemal codzienność...

Lucy - matka Colina, dopiero kiedy znajduje Kaśkę pobitą w kamienicy syna, domyśla się, że ten zgotował jej istne piekło w czterech ścianach mieszkania. Pod wpływem impulsu decyduje się pomóc synowej, zabiera ją wraz z Alanem, młodym lekarzem, do Toronto, gdzie Kasia przechodzi długą rekonwalescencję i bardzo powoli staje na nogi. Lucy musi wracać do domu, by trwać przy niewiernym mężu i znosić kolejne upokorzenia, ale też pilnować, by syn nie zaczął poszukiwać żony. Na szczęście jakoś nie przychodzi mu to do głowy, ważniejsza jest dla niego prowadzona w sądzie sprawa, alkohol i inne kobiety...

Tymczasem Katarzyna walcząc z bólem fizycznym i psychicznym, zaczyna nowe życie walcząc z zespołem stresu pourazowego. Nieustannie trwa przy niej Alan, który próbując odkupić dawne wyrzuty sumienia, bardzo zbliża się do kobiety. Nawiązuje się między nimi nić porozumienia, bliskość i powoli w sercu rodzi się odwaga. Aż do momentu, kiedy widmo bolesnej przeszłości Katarzyny daje o sobie znać...



Temat przemocy wobec kobiet wciąż jest tematem tabu. Jest trudny dla maltretowanych kobiet i niewygodny dla mężczyzn oprawców. Nie każdy umie mówić o tym, co go dotyczy, dlatego zamyka się przed światem i cierpi w samotności. Autorka doskonale ukazała ten problem naszych czasów, który dotyczy naprawdę sporej ilości przede wszystkim kobiet. Ważne jest to, jak Agata nakreśliła historię Katarzyny i Colina, a także to, jak poszczególne elementy i wspomnienia z ich małżeństwa wpływały na ich teraźniejszość, na uczucia i emocje zwłaszcza Katarzyny, na ich sytuacje codzienne. To właśnie ona musiała przerobić poszczególne etapy związku, po to, by zrozumieć, że nie była przyczyną agresji męża, ale bezbronną ofiarą bez pomocy z zewnątrz. Musiała sobie poradzić z demonami przeszłości, by zrozumieć, że czeka na nią jeszcze coś dobrego i pięknego...

A dlaczego to według mnie książka, która łamie serce? Bo kiedy zaczynasz żyć życiem Katarzyny i czujesz, że nadchodzi moment, w którym ona w jakiś sposób radzi sobie z tym, co ją spotkało, to przychodzi brutalne zakończenie wyciskające łzy... Oczywiście trochę spoileruję, ale tym razem tak musiało być :) Niby zgadzam się z tym, że czasem najlepszym, co możemy zrobić dla ukochanej osoby, to pozwolić jej odejść, ale... w tym przypadku Autorka złamała mi serce :)

A książkę polecam Wam bardzo, bardzo!

Wydawnictwo Czwarta Strona

2 komentarze:

  1. Niestety, nie czytałam jeszcze książek tej autorki, ale chętnie poznam jej twórczość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie czytałam, ale na pewno po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń