piątek, 29 lipca 2016

Festiwal Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie


Już w najbliższą niedzielę rozpoczyna się Festiwal Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. Motywem przewodnim drugiej edycji jest poezja Bolesława Leśmiana. Z tej okazji wiersz „Dziewczyna”  czytają festiwalowi goście, m.in. Krystyna Czubówna, Joanna Szczepkowska, Łukasz Orbitowski i Zbigniew Wodecki. 

Festiwal Stolica Języka Polskiego zadaje kłam stwierdzeniu, że wydarzenia, podczas których „wysoka” kultura gra pierwsze skrzypce to domena dużych miast. Już po raz drugi Szczebrzeszyn stanie się letnim centrum literacko-kulturalnym kraju, do którego ściągną festiwalowicze z całej Polski. W jednym z najpiękniejszych miast Lubelszczyzny, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, będą się relaksować w towarzystwie najlepszych polskich oraz ukraińskich pisarzy, rodzimych muzyków, podczas spotkań autorskich, koncertów, warsztatów i dyskusji o szeroko pojętej kulturze i jej wpływie na rzeczywistość. Nad wszystkim czuwać będzie duch Bolesława Leśmiana, patrona tegorocznej edycji imprezy, genialnego poety należącego do grona najwybitniejszych polskich twórców XX wieku. W sobotę 6 sierpnia na festiwalowej scenie, własne interpretacje wierszy autora „W malinowym chruśniaku” zaprezentuje muzyk i poeta Adam Strug oraz zaproszeni przez niego aktorzy, m.in. Zofia Kucówna, Jerzy Trela i Antoni Pawlicki. 

Niezwykle bogaty i wypełniony spotkaniami autorskimi będzie literacki program Festiwalu, którego kuratorką jest Justyna Sobolewska, dziennikarka i krytyczka literacka. Polską reprezentację stanowić będzie grono ponad 40 pisarzy, dziennikarzy i poetów, m.in. autor „Traktatu o łuskaniu fasoli” Wiesław Myśliwski, twórca „Morfiny” Szczepan Twardoch, reportażysta Mariusz Szczygieł, laureatka Nike za „Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk i autor  kryminałów Zygmunt Miłoszewski. Jednym z wydarzeń będzie wieczór z twórczością laureatki literackiej Nagrody Nobla 2015, białoruskiej pisarki i dziennikarki Swietłany Aleksijewicz. Podczas niego Krystyna Czubówna przeczyta fragmenty reportaży-esejów autorki „Czarnobylskiej modlitwy” i „Czasów secondhand”. W Szczebrzeszynie pojawią się także pisarze z Ukrainy – m.in.  Andrij Bondar.


Justyna Sobolewska - kuratorka Festiwalu

Na muzycznej scenie Stolicy Języka Polskiego – wraz z przebojowym składem Mitch&Mitch oraz towarzyszeniem orkiestry i chóru – wystąpi Zbigniew Wodecki. W Szczebrzeszynie odbędzie się też recital Katarzyny Groniec, która zaśpiewa piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiej. Dla festiwalowiczów zaplanowano także szereg warsztatów literacko-językowych, pisarskich, muzycznych i teatralnych. Odbędą się tu również potańcówki, warsztaty kulinarne oraz spacery po okolicy literackimi i kulturalnymi śladami. Organizatorzy nie zapomnieli o najmłodszych uczestnikach Stolicy Języka Polskiego. Z myślą o promowaniu czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży powstała Akademia Szczebrzeszyn, w ramach której odbędą się specjalne zajęcia i warsztaty prowadzone przez twórców literatury dziecięcej, m.in. Grzegorza Kasdepke.

Stolica Języka Polskiego wpisuje się w popularny w na całym świecie nurt letniego slow-festiwalu. To wydarzenie skierowane do odbiorców, którzy w poszukiwaniu relaksu i kulturalnej rozrywki na najwyższym poziomie chętnie uciekają podczas wakacyjnych podróży z głównego festiwalowego szlaku. W ubiegłym roku Szczebrzeszyn debiutował w roli Stolicy Języka Polskiego. 
Organizatorami Festiwalu są Fundacja Sztuki Kreatywna Przestrzeń i spółka non-profit Szczebrzeszyn Akademia, która została powołana na potrzeby rozwijania i organizacji Festiwalu. Pomysłodawcą i producentem Festiwalu jest Piotr Duda, a dyrektorem Rady Festiwalu - Tomasz Pańczyk. 

Festiwal Stolica Języka Polskiego – 31.07-7.08.2016, Szczebrzeszyn
Więcej informacji na www.stolicajezykapolskiego.pl 
oraz www.facebook.com/SzczebrzeszynFestiwal 


czwartek, 28 lipca 2016

Gabriela Gargaś "A między nami wspomnienia"

Proza Gabrieli Gargaś po prostu rozkłada mnie na łopatki. Autorka jak nikt inny potrafi w bardzo subtelny sposób pisać o sprawach niezwykle trudnych. Tak jest i tym razem. Powieść "A między nami wspomnienia" jest kolejną feerią rozmaitych emocji, dotykających samego koniuszka serca, wyciskających łzy i pokazującą, że mimo tragedii, czy bólu, można kochać prawdziwie i bez względu na wszystko. 



Książka "A między nami wspomnienia" to tak naprawdę kilka pięknych historii mocno ze sobą splecionych. Kiedy poznajemy Adę, jest młodziutką zakochaną dziewczyną, która zostaje sama z dzieckiem, mimo wcześniejszych obietnic i zapewnień jej chłopaka. Młodzieńcza miłość się kończy, a Ada sama radzi sobie dzielnie z Michasiem, studiami, tłumaczeniami. W końcu jednak po kilku latach, tęskni za miłością i bliskością, dlatego, kiedy poznaje Sebastiana, cieszy się, ale i trochę obawia tego nowego uczucia. Oboje zakochują się w sobie, jednak Ada nie wpuszcza jeszcze mężczyzny na tyle do swojego życia, aby poznał jej synka. Niestety już nie zdążą się poznać, wielkie szczęście przerywa tragedia...

Szalejąca z rozpaczy Ada przez wiele lat szuka ukojenia dla swojego bólu. Odrzuca uczucie Sebastiana, pozwala się do siebie zbliżyć jedynie rodzinie. Żyje jak w letargu, z dnia na dzień przez sześć lat. W końcu trafia do domu swojej babci, nad morzem, choć niespecjalnie miała na to ochotę. Nie spodziewała się jednak, że pozna historię życia swojej skrytej babki. Z jej opowiadań dowiaduje się, dlaczego babcia przez całe życie wydawała się być zgorzkniała i zimna. Starsza kobieta podzieliła się z wnuczką historią swojej wojennej młodości, a przede wszystkim miłości. Miłości zakazanej, nieakceptowanej, wręcz takiej, która w ogóle nie powinna się wydarzyć. Miłości do wroga. To piękne opowiadanie, ale i lekcja historii ukazująca losy młodych ludzi żyjących w czasach II wojny światowej. 

To spotkanie dwóch kobiet jest szalenie ważne dla każdej z nich. Dla Marii, ponieważ w końcu może z kimś poza siostrą podzielić się swoimi tajemnicami, i dla Ady, ponieważ te opowiadania pomagają jej zrozumieć własną udrękę i tęsknotę. Nie chcę zdradzać nawet szczegółów, bo uwierzcie mi, że każde zdanie pozwala bardziej wejść w historię i lepiej nie wiedzieć, czego się spodziewać. Zaznaczyłam kilka cytatów, może odrobinę oddadzą emocje z książki, ale tylko odrobinę, bo naprawdę co drugie zdanie można by przepisać.

"Rozpacz ma dźwięk, smak, fakturę.
Dźwięczy w uszach jak syrena. Rozdziera twoje bębenki. Ten dźwięk jest przerażający jak wycie zarzynanego zwierzęcia. Smakuje zgnilizną wymieszaną z goryczą. Próbujesz jej i chce ci się wymiotować. Chcesz ją wypluć, zwrócić jak najszybciej, ale ona spływa do twoich wnętrzności. Chcesz czuć się już normalnie, a ona ciągle tkwi w twoich trzewiach."

"Kiedy ludzie popełnią błąd, lubią się usprawiedliwiać. Kiedy zdradzają swoich bliskich, bardzo często nie znajdują w sobie winy. Popełniasz ten sam błąd raz, drugi, dziesiąty i potem przyjmujesz to, co się wokół ciebie dzieje za coś oczywistego. Jesteśmy zdolni do najgorszych świństw, mimo, że tak ciężko jest nam się do tego przyznać."

"Wojna jest smutna. Wojna odczłowiecza. Wojna to cierpienie."

"W życiu trzeba zachować równowagę. We wszystkim. I kobieta powinna mieć też czas dla siebie, by musnąć usta czerwoną szminką, zakręcić włosy, inaczej czuje się brzydko, staro, nawet mimo młodego wieku. Rodzina tak, ale nikt nie zadba o ciebie lepiej niż ty sama. Dzieci podrosną, wyfruną z gniazda. Mężczyźni dziś są, jutro ich nie ma. (...) Trzeba zaakceptować i mieć swoje życie, żeby nie szukać tylko wad i potknięć drugiego człowieka."




Jak zawsze, książka Gabrieli Gargaś zawiera w sobie wielką życiową mądrość. Kolejne doświadczenia bohaterów otwierają oczy czytelników na wiele spraw, z którymi być może nawet nie mamy do czynienia na co dzień, ale za to inni ich doświadczają i dlatego także mogą czerpać otuchę z tej książki. Na pewno znajdą w nich wiele zdań, które już usłyszeli od innych, ale zapewniam, że wiele z nich będzie wsparciem, doda otuchy, obudzi nadzieję, rozwieje wątpliwości, myślę, że nawet pomoże w trudnej sytuacji. 

Wspomnienia leczą, ale są i bólem, z którym trudno nauczyć się żyć. Czas jednak goi rany, nigdy ich nie wyleczy, ale sprawi, że będą mniej żywe. Bohaterki z najnowszej książki Gabrysi przekonały się o tym na własnej skórze, dlatego z całego serca polecam i Wam tę piękną, ubogacającą opowieść z nutką historii i ogromem miłości :)

Wydawnictwo FILIA

wtorek, 26 lipca 2016

PRZEDPREMIEROWO! Mia Sheridan "Eden. Nowy początek"

Tym razem zapraszam Was do przedpremierowej recenzji książki Mii Sheridan, która już 3 sierpnia ukaże się nakładem Wydawnictwa Septem. "Eden. Nowy początek" to kontynuacja losów Caldera, Eden i Xandra, którzy przeżyli masowe morderstwo sekty akadyjskiej. Jak potoczyły się ich losy w prawdziwym świecie, do którego do tej pory nie mieli dostępu? Przeczytajcie :)


Życie w Akadii mocno naznaczyło życie jego mieszkańców. Oczywiście największy wpływ na to miał jej przywódca - Hector. On bowiem pobudzał w ludziach wiarę w bogów, świętą wodę i zbliżający się potop. Ludzie ślepo mu wierzyli. Żyli w Akadii niczym w raju, zupełnie odciętym od cywilizacji, oddając się pracy na rzecz wspólnoty i bogów, wiodąc skromne i prostolinijne życie.

Właśnie dlatego rzeczywistość istniejąca poza sektą okazała się trudna dla tych, którzy przeżyli powódź. Udało się to zarówno Eden, jak i Calderowi, choć długo nie byli tego świadomi. Żyją niedaleko od siebie, ale są przekonani, że to drugie zginęło. Eden znajduje bezpieczną przystań w domu bogatego jubilera Feliksa, który jest dla niej jak ojciec. Dzięki niemu pracuje jako nauczycielka gry na fortepianie. Calder długo nie może podnieść się po tragedii, za którą się obwinia. Walczy z demonami i nie umie sobie poradzić bez utraconej miłości. Dobrze, że ma przy sobie przyjaciela z Akadii - Xandra, który troszczy się o niego i dba o to, by Calder stanął na nogi. Powoli uczą się żyć bez siebie. Dziewczyna po śmierci Feliksa dowiaduje się, że jako dziecko została porwana, odnajduje swoją matkę i poznaje tragiczną rodzinną historię, on z kolei zostaje uznanym malarzem, próbuje nawet związać się z kobietą.

Nie chcę za wiele zdradzać, bo opis okładkowy i tak zdradza wiele. Ale oczywistym się wydaje, że młodym ludziom trudno jest się odnaleźć we współczesnym, pędzącym świecie, pełnym nowinek technicznych, o których pojęcia nie mieli jako mieszkańcy sekty. Ponadto złamane serca nie pozwalają im normalnie żyć. Eden jest wycofana i małymi krokami, powoli poznaje świat. To chyba normalne po stracie jakiej doznała... Kiedy trafia do domu mamy, niby wiele rzeczy staje się prostsze, ale emocjonalnie to znowu Mount Everest, na którym Eden musi radzić sobie sama. Calder wydaje się być w jeszcze gorszym stanie psychicznym, bez stabilizacji, dokumentów, prawdziwej przeszłości, z poszarpaną psychiką i złamanym sercem. Najlepszym lekarstwem jest dla niego malarstwo, które choć odrobinę koi ogromny ból młodzieńca.

Wszystko się zmienia, kiedy drogi Eden i Caldera się przecinają... To przypadek, czy przeznaczenie? Miłość?



Mia Sheridan po raz kolejny bardzo mnie zaintrygowała świetną historią. Oczywiście jest to piękna opowieść o miłości, budowaniu bliskości i czułości, której w książce jest naprawdę sporo. Czasem, aż ocieka lukrem, ale jestem w stanie to zrozumieć. Ponadto to opowieść o odnajdywaniu siebie samego. To nie jest łatwe, kiedy jest się dorosłym, żyło się w zamkniętym społeczeństwie, a od teraz trzeba zaczynać wszystko od nowa. Bohaterowie jednak próbują naprowadzić swoje złamane życie na właściwe tory. Muszą odnaleźć własną tożsamość, uporać się z rzeczywistością, która mocno ich przytłacza. Jednak to, co najważniejsze: są razem. Razem próbują ogarnąć życie i stawić czoło przeciwnościom. Fajne jest też to, że wątek sekty został mocno ograniczony, ale pokazał, jak społeczeństwo reaguje na tego typu sprawy. Autorka świetnie poprowadziła historię, choć momentami przytłacza wolna akcja. 

Nie mniej jednak, uważam "Eden" za fajną kontynuację "Caldera" i szczerze polecam obie części :)





Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Septem :) 


wtorek, 19 lipca 2016

Agata Przybyłek "Bez Ciebie"

Do tej pory znałam Agatę Przybyłek jedynie z recenzji blogerów, którzy pisali o niej, jako o autorce komediowej. Na półce czekają na mnie jej pierwsze książki i mam nadzieję dorwać jeszcze jutrzejszą nowość, bo jak się domyślam Agata nie zawodzi. Ale to za jakiś czas. Tamte książki to lekkie, komediowe powieści. 
"Bez Ciebie" to natomiast nie jest książka lekka, ani zabawna. Jest trudna, wymagająca, wyciskająca łzy, budząca demony, a do tego jest...świetna! Porusza bardzo ważne i bolesne tematy, i choć nie dotyczą one każdego, to na pewno wiele uświadamiają. Książka otwiera oczy i pomaga uwierzyć, że nawet kiedy jest bardzo źle, to życie się nie kończy i czeka na nas jeszcze coś dobrego...



Katarzyna mieszka razem z mężem prokuratorem w Bostonie. Od jakiegoś czasu w ich małżeństwie dzieje się coraz gorzej. Colin częściej odreagowuje na swojej żonie stres związany z pracą. Coraz więcej pije i jest coraz bardziej brutalny. Kaśka już od długiego czasu to znosi, choć wydaje się, że czara goryczy przelała się już jakiś czas temu. Żyje odizolowana od świata, z nikim się nie spotyka, nigdzie nie wychodzi, całym jej światem ma być jej mąż. Dla niego ma być codziennie elegancko i seksownie ubrana, oczywiście jeśli już przygotuje restauracyjny obiad, który często i tak nie spełnia wymagań pana prokuratora. A jeśli coś mu się nie podoba, to karę za to ponosi właśnie Katarzyna... Przemoc to w ich domu niemal codzienność...

Lucy - matka Colina, dopiero kiedy znajduje Kaśkę pobitą w kamienicy syna, domyśla się, że ten zgotował jej istne piekło w czterech ścianach mieszkania. Pod wpływem impulsu decyduje się pomóc synowej, zabiera ją wraz z Alanem, młodym lekarzem, do Toronto, gdzie Kasia przechodzi długą rekonwalescencję i bardzo powoli staje na nogi. Lucy musi wracać do domu, by trwać przy niewiernym mężu i znosić kolejne upokorzenia, ale też pilnować, by syn nie zaczął poszukiwać żony. Na szczęście jakoś nie przychodzi mu to do głowy, ważniejsza jest dla niego prowadzona w sądzie sprawa, alkohol i inne kobiety...

Tymczasem Katarzyna walcząc z bólem fizycznym i psychicznym, zaczyna nowe życie walcząc z zespołem stresu pourazowego. Nieustannie trwa przy niej Alan, który próbując odkupić dawne wyrzuty sumienia, bardzo zbliża się do kobiety. Nawiązuje się między nimi nić porozumienia, bliskość i powoli w sercu rodzi się odwaga. Aż do momentu, kiedy widmo bolesnej przeszłości Katarzyny daje o sobie znać...



Temat przemocy wobec kobiet wciąż jest tematem tabu. Jest trudny dla maltretowanych kobiet i niewygodny dla mężczyzn oprawców. Nie każdy umie mówić o tym, co go dotyczy, dlatego zamyka się przed światem i cierpi w samotności. Autorka doskonale ukazała ten problem naszych czasów, który dotyczy naprawdę sporej ilości przede wszystkim kobiet. Ważne jest to, jak Agata nakreśliła historię Katarzyny i Colina, a także to, jak poszczególne elementy i wspomnienia z ich małżeństwa wpływały na ich teraźniejszość, na uczucia i emocje zwłaszcza Katarzyny, na ich sytuacje codzienne. To właśnie ona musiała przerobić poszczególne etapy związku, po to, by zrozumieć, że nie była przyczyną agresji męża, ale bezbronną ofiarą bez pomocy z zewnątrz. Musiała sobie poradzić z demonami przeszłości, by zrozumieć, że czeka na nią jeszcze coś dobrego i pięknego...

A dlaczego to według mnie książka, która łamie serce? Bo kiedy zaczynasz żyć życiem Katarzyny i czujesz, że nadchodzi moment, w którym ona w jakiś sposób radzi sobie z tym, co ją spotkało, to przychodzi brutalne zakończenie wyciskające łzy... Oczywiście trochę spoileruję, ale tym razem tak musiało być :) Niby zgadzam się z tym, że czasem najlepszym, co możemy zrobić dla ukochanej osoby, to pozwolić jej odejść, ale... w tym przypadku Autorka złamała mi serce :)

A książkę polecam Wam bardzo, bardzo!

Wydawnictwo Czwarta Strona

poniedziałek, 18 lipca 2016

Petra Ramsauer "Pokolenie Dżihadu"

W obliczu tego, co wydarzyło się w poprzednim tygodniu w Nicei, ta książka wydaje się jak najbardziej na czasie. Oczywiście, nie chciałabym, żeby ten post brzmiał politycznie. Sama nie zdawałam sobie sprawy z wielu rzeczy, dlatego cieszę się, że książka Petry Ramsauer trafiła w moje ręce. Zapraszam.



Książka ta jest zbiorem wyników śledztwa dziennikarskiego Petry Ramsauer, ekspertki od spraw bliskowschodnich, umożliwiających wnikliwy wgląd w struktury ruchu terrorystycznego, który po zamachach w Paryżu i w Brukseli uważany jest za bardziej niebezpieczny od Al-Kaidy. 

Jak pisze Petra: ISIS od dawna jest już czymś więcej niż tylko kolejnym ugrupowaniem terrorystycznym. To państwo, ideologia i zarazem w dużej części ruch protestu ludzi młodych. Jego zwolennicy utworzyli świat równoległy do naszego – przede wszystkim online. Ugrupowanie to posiada własny branding i prowadzi samodzielną działalność marketingową. Jego insygnia stały się znakiem umieszczanym na T-shirtach, kubkach do kawy i czapkach bejsbolowych. Jednymi z najważniejszych narzędzi reklamy tego ruchu, wręcz jego ikonami, są europejscy dżihadyści, którzy wyjechali na Bliski Wschód, a zwłaszcza kobiety, które przyłączają się do tzw. Państwa Islamskiego. Dlaczego dla wielu młodych ludzi, którzy dorastali w Europie, tak pociągające jest identyfikowanie się z kodem grupy terrorystycznej torturującej ludzi, mordującej ich i brutalnie poniżającej?–fragment książki

Gigantyczny aparat PR Państwa Islamskiego, rozpowszechniający apokaliptyczną wizję końca świata, rekrutuje coraz więcej zwolenników. Na terenie samozwańczego kalifatu urzeczywistniają oni swoje fantazje rodem z najbardziej przerażającego horroru, w imię rzekomo „prawdziwego imperium islamskiego”: przy pomocy okrutnych kar cielesnych, zniewolenia kobiet i ataków samobójczych komand. Zrekrutowani bojownicy mają być gotowi do uderzenia w każdym miejscu i o każdym czasie. Dziesiątki z nich już to zrobiło, poziom ostrzegawczy alarmów z powodu zagrożenia zamachami terrorystycznymi jest tak wysoki, jak nigdy dotąd. 

Co przyciąga tysiące młodych ludzi do tzw. Państwa Islamskiego? Co motywuje ich, aby wejść w szeregi barbarzyńskiej milicji terroru i walczyć w krwawej wojnie domowej? Które rozwiązania w postępowaniu z sympatykami Państwa Islamskiego można uznać za modelowe, a które za nieskuteczne? Skąd wzięło się zjawisko „pop-dżihadyzmu”? O tym w publikacji  wypowiadają się byli dżihadyści, eksperci od spraw walki z terroryzmem, psycholodzy, jak również członkowie rodzin i przyjaciele sympatyków Państwa Islamskiego. 



Jak dla mnie, najbardziej poruszający jest temat kobiet. ISIS wyrywając z kontekstu pojedyncze fragmenty tekstów religijnych islamu, układa z nich prostacką ideologię, opartą w głównej mierze na barbarzyńskiej przemocy. Niestety, nie zważając na to, wiele kobiet godzi się złe traktowanie ze strony terrorystów, którzy insynuują, że maja prawo traktować je w ten sposób, jak mówią: w imię ideologii. Źródła podają, że kobiety przyłączające się do ISIS nie są oszukiwane, żadna z zachodnich kobiet mająca dostęp do internetu, nie może przecież twierdzić, że nie wiedziała, co się tam dzieje. Mimo to, kobiet w Państwie Islamskim przybywa, gotowe są rodzić nowych bojowników...

"Pokolenie Dżihadu" to lektura, która wstrząsa czytelnikiem, ponieważ ukazuje siłę i bezwzględność państwa terroru, którego światopogląd zbudowany jest na wizji apokaliptycznej bitwy, z żołnierzami zdolnymi do wszystkiego oraz organizacją potrafiącą samą się finansować i nie być kontrolowana przez nikogo. Jeśli jesteście zainteresowani taką tematyką, to książkę polecam, napisana jest bardzo przystępnym językiem.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu MUZA


środa, 13 lipca 2016

Ilona Łepkowska "Pani mnie z kimś pomyliła"

Muszę szczerze przyznać, że sceptycznie byłam nastawiona do tej książki. Jednak propozycja z wydawnictwa kusiła i stwierdziłam, że nie mam wiele do stracenia. No i nie żałuję. Owszem, nie jest to książka, którą się zachwycam i którą żyję, ale i tak myślę, że Ilona Łepkowska popełniła całkiem przyzwoity debiut. Zerknijcie dalej :)







Joanna jest kobietą, której nie rozpieszcza życie. Samotnie wychowuje nastoletnią córkę i co miesiąc sprawdza stan swojego konta, obawiając się, że po raz kolejny alimenty nie dotrą na czas i znowu nie będzie miała z czego opłacić rachunków. Mąż zawiódł ją na całej linii. Nie tylko tym, że ich drogi się rozeszły, że stracił jej zaufanie i uczucie, ale i tym, że ciężko układają się jego kontakty z Misią, choć obiecywał, że będzie inaczej. Teraz też Joanna dwoi się i troi, by starczyło pieniędzy na kurs językowy w Londynie dla swojej córki, ponieważ mąż opóźnia się ze zobowiązaniami. Postanawia więc przyjąć dobrze płatne zlecenie jako tłumaczka na planie nowego programu telewizyjnego. Nie spodziewa się nawet, że to będzie tylko początek jej telewizyjnej kariery i wspinania się po szczeblach sławy.

Do tej pory show-biznes mógł zupełnie dla niej nie istnieć. Nie znała nazwisk popularnych aktorów, ani plotek z czerwonego dywanu. Kompletnie ją to nie interesowało. Jest ostatnią osobą, która mogłaby marzyć o tym, by być bohaterką pierwszych stron tabloidów. Ale choć się tego nie spodziewa, to właśnie przewrotny los sprawia, że sięga samego szczytu sławy, staje się celebrytką i otrzymuje szansę, by przekonać się, jak wygląda życie w luksusie. Tylko czy to wszystko nie sprawi, że odbije jej przysłowiowa palma? I czy wśród kolejnych sukcesów znajdzie szansą na to, by być szczęśliwą?



Ilona Łepkowska to autorka, która do tej pory pisała raczej scenariusze. Powieść to dla niej nowy gatunek, no i świetnie się w nim odnajduje. Jak mało kto, zna kulisy świata show-biznesu, i opisuje go z wielkim talentem, przenikliwością i precyzją. Czyni to wplatając sporo humoru i ironii. Powieść jest naprawdę lekka, często zabawna, choć momentami też gorzka. Jednak mimo wszystko nie brakuje w niej miejsca na miłość, ciepło rodzinnego domu i szczęścia na przekór losowi. 

Jeśli macie ochotę na coś przyjemnego, zabawnego, światowego, ale i prawdziwego, to serdecznie polecam Wam właśnie debiut Ilony Łepkowskiej :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu MUZA :)


wtorek, 12 lipca 2016

Gabriela Gargaś "Jutra może nie być"

"Miłość nigdy nie jest zła, po prostu może zdarza się nie w porę. Zły czas i miejsce, niewłaściwy ktoś."

Kiedy Kinga bez pamięci zakochała się w M., nie mogła wiedzieć o wielu rzeczach. Miłość po prostu przyszła i zawładnęła dwojgiem ludzi, mimo, że obok była ta trzecia osoba - żona. Gabriela Gargaś opowiedziała piękną historię o miłości, nie tylko tej między kobieta i mężczyzną. Nie jest ona łatwa, ale czy gdyby taka była, to byłaby miłością? Zapraszam do recenzji :)




Kinga niebawem ma wyjść za mąż. Czuje jednak, że związek z Darkiem spowszedniał, że po prostu przyzwyczaili się do siebie, nie ma już między nimi ognia i namiętności. Postanawia napisać do dawnego znajomego. I choć jak się okazuje M. ma żonę, nie przeszkadza to obojgu w prowadzeniu mailowej korespondencji. Kiedy dochodzi do spotkania, przeskakują między nimi iskry, których nie udaje się już ugasić, choć tak podpowiada rozsądek. 

"Bycie kochanką jest życiem bez praw w tym legalnym związku. Kochanka i samotność siedzą razem na jednej kanapie, wtulając się sobie w ramiona."

To, co wydarzyło się między Kingą, a M. to prawdziwe uczucie pełne namiętności, seksu, ale i przyjaźni oraz bliskości, choć wiadomo, że jest ona ograniczona. Wykradane godziny, dni, tygodnie i kolejne obietnice, że mężczyzna odejdzie od żony, ale najpierw musi ją na to odejście przygotować. Czy można w ogóle kogoś na to przygotować? Kinga wierzy ukochanemu, bo jest bezgranicznie zakochana. Wspólne chwile dają jej poczucie bezpieczeństwa i wielkiego szczęścia, a tęsknota i pustka, tylko potwierdzają, że serce nie umie już żyć bez tej miłości. Jak długo jednak można czekać? Ile razy można rozstawać się i wracać? I co w momencie, kiedy dwie osoby nie do końca mają te same priorytety? 

"Na miłość kobieta powinna przeznaczyć jeden pokój. Może on być piękny i duży, ale jeden, ponieważ jest jej potrzebna i kuchnia i łazienka, i salon, a może i pokój do ćwiczeń i biblioteka."

Chyba każdej kobiecie w pewnym momencie życia trudno jest zrozumieć, że potrzebuje przestrzeni. Dostrzec też siebie i czas dla siebie. Nie tylko dla mężczyzny, któremu stara się czasem wejść na głowę, byleby z nią był i ją zauważał. Kinga też to dostrzegła, głównie dzięki pomocy przyjaciółek, w momencie, kiedy się dowiedziała, że spodziewa się dziecka. Wtedy zapłonęła w niej jeszcze większa miłość. Tak wielka, że chciała chronić maleństwo przed ojcem, który jak podejrzewała nie będzie go chciał. Późno zdecydowała się powiedzieć M. o tym, że będą rodzicami. Ale szczerze, to ja nie dziwię się jej, bo też takiej reakcji z jego strony się spodziewałam. A kobieta nie zawsze może czekać na to, aż mężczyzna dojrzeje. Kinga nie miała takiego czasu...

I tu dochodzimy chyba do najtrudniejszej, przynajmniej dla mnie, kwestii w książce. Strata dziecka. Kinga poroniła w 22 tc... Synkowi dała na imię Tymek. Strasznie trudne jest to, co przeżywała po tej stracie. Trzeba już o tym przeczytać, bo nie umiem tego bólu opisać słowami. Nie wiem, czy w ogóle można to opisać słowami. Jedyne wsparcie jakie miała udzielali jej przyjaciele i babcia, a ojciec dziecka, tylko miał do niej pretensje, wyrzuty i żal, że dowiedział się tak późno. Kinga długi czas żyje w rozpaczy i żałobie...

"Żałoba ma swój sens. Nie należy jej na siłę przerywać i wracać do normalnego życia. Trzeba wypłakać tyle łez ile chce się wypłakać. To nie ma nic wspólnego z cierpiętnictwem, pielęgnowaniem bólu. Taka jest po prostu naturalna kolej rzeczy. Czas leczy rany, pozwala im się zabliźnić, ale najpierw trzeba się dokładnie oczyścić z całego żalu do świata, ze wszystkich złych emocji, trzeba o tym mówić, jeśli odczuwa się taką potrzebę, albo pomilczeć tak długo, jak tylko milczeć się da."

Kinga jest fenomenalną bohaterką. Kocha całą sobą. Zarówno mężczyznę, jak i dziecko, które w niej żyło. Oddaje całą siebie temu uczuciu. Każda myśl skierowana jest w stronę tych, których kocha. Pięknie ubiera w słowa uczucia, swoje marzenia, łapie chwile. Zdaje sobie sprawę z tego, że bycie kochanką, to nie do końca takie życie o jakim marzyła, ale jest szczęśliwa. Właśnie ten mężczyzna dał jej największe szczęście. Dlatego tak bardzo boli ją strata. Dlatego tak bardzo cierpi i nie umie się pozbierać. Potrzebuje sporo czasu. Tak samo, jak i M., aby zrozumieć wiele rzeczy. Jednak w końcu  Kinga znajduje swoją drogę, sami przeczytajcie jaką... :)




"Zawsze się nam wydaje, że nasz dramat jest największym dramatem na świecie; jeśli nam pęka serce, to tak dotkliwie, że nikt nas nie zrozumie. A jednak ktoś obok też coś przeżył i ten jeszcze inny też. Dramaty, traumy, które rozgrywają się za każdym rogiem."

Tylko to też trzeba samemu zrozumieć...

Gabrysiu, dziękuję Ci za kolejną, piękną książkę :)

niedziela, 10 lipca 2016

Theresa Cheung "Rozmowy z niebem"



Chyba nie ma na świecie człowieka, który nie zastanawiałby się nad tym, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Wielokrotnie pojawiają się takie myśli, a odpowiedzi są różne w zależności od tego, w co wierzymy i w zależności od tego, co przeżyliśmy w życiu. 

Theresa Cheung, urodzona w rodzinie spirytualistów, od ponad dwudziestu pięciu lat pisze książki o parapsychologii i kontaktach z duchami. W "Rozmowach z niebem" próbuje udowodnić czytelnikom, że kontakt ze zmarłymi jest możliwy. Na podstawie własnych doświadczeń, ale i doświadczeń zwykłych, normalnych ludzi, autorka przedstawia zbiór opowieści o kontaktach ze zmarłymi.

Książka tak naprawdę posiada więc wielu autorów. Theresa zebrała jedynie wiadomości przesłane z całego świata i opatrzyła je stosownym komentarzem. Każda z tych historii dotyczyła rozmów ze zmarłymi, a historii tych jest naprawdę sporo. Tak naprawdę ta spora ilość daje troszkę do myślenia. Czy rzeczywiście osoby te mają kontakt z bliskimi, którzy już odeszli z naszego świata, czy jedynie tego bardzo pragną, a opowieści te są raczej ich wymysłem. Każdy sam musi określić w co wierzy. 

„We wszystkich rodzajach porozumienia z niebem stałe jest to, że u ich podstawy leży język oparty na miłości. Uczucia są podstawowym językiem istot niebieskich. Kiedy niebo wyciąga do nas rękę i chce nas jakoś dotknąć, często odczuwamy coś na kształt emocjonalnego przytulenia. Czujemy się spokojni i bezpieczni; doznajemy wzmocnienia wewnętrznej siły, ufności i odwagi. (...) Znanych jest wiele historii ludzi, których uratowała niebiańska interwencja albo nawiedziły ich duchy czy też niebiańscy przewodnicy, ludzi, którzy ocaleli wbrew wszelkim przeciwnościom. Być może nie pisano o nich w gazetach. Mnie te historie pokazują, że każdemu z nas mogą przytrafić się najbardziej nadzwyczajne rzeczy”.

Jednak warto podkreślić, że jeżeli te rozmowy odbyły się naprawdę, to są namiastką cudów. A nam we współczesnym świecie potrzeba takich cudów. Musimy w coś wierzyć, żeby po prostu nie zwariować. Jeśli więc pogrążona w żałobie córka doznaje pociechy, ponieważ słyszy głos zmarłej matki, albo znak z nieba uspokaja wdowę, że jej mąż zawsze jest tuż obok niej, a dziecko rozmawia z babcią, która jest w niebie, to są to cuda, które budują. I zwracają też uwagę na cuda, których nie zauważamy w codziennym życiu, a takie się zdarzają, tylko trzeba umieć je dostrzegać. Wystarczy otworzyć serce i wyostrzyć zmysły...

Historie zebrane przez Theresę naprawdę dają nadzieję, poprawiają humor i wlewają w serce pewnego rodzaju spokój. Wiele z opowieści chwyta za serce. Przytoczę tylko tytuły niektórych z nich: "Patrzy z nieba i śmieje się do rozpuku", "Ślady moich łez", "Podać dłoń", "Uśmiech dziadka", "Czekając na masaż stopą", czy "Uratowani przez fryzjera!". 





Chyba najbardziej przyciągnęła mnie okładka. Jest po prostu piękna. Telefon - symbol współczesności i niebo - jak to możliwe, że w naszych niereligijnych czasach ludzie szukają kontaktu ze zmarłymi? Autorka też zwraca na to uwagę w książce. I nie jest to powieść napisana w oparciu o konkretną wiarę – jest uniwersalna – a to duży plus. Każdy, kto z różnych względu szuka spokoju, ukojenia i sensu, znajdzie go w "Rozmowach z niebem". 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu MUZA :)


czwartek, 7 lipca 2016

Marlena De Blasi "Tamtego lata na Sycylii"


Sycylia to miejsce bardzo piękne, rodzinne, włoskie. Często jednoznacznie kojarzące się z mafią. Obcy ludzie rzadko wędrują w górzyste rejony tej wyspy, choć mogłoby się wydawać, że tam czas się zatrzymał. Jeśli jednak macie ochotę zanurzyć się w pięknych krajobrazach i zapachach, wejdźcie w tę podróż razem z Marleną. Będziecie się czuli prawie jak na wakacjach :)



Marlena, amerykańska dziennikarka, pojechała na tę wyspę wraz z mężem Fernandem w celu zebrania materiału dziennikarskiego. Nie rozumiała nie tylko dialektu sycylijskiego, ale i mentalności ludzi, którzy zdawali się jej nie zauważać. Jak się jednak okazało, między sobą wiedzieli wszystko, nie dopuszczając do siebie jedynie obcych. Bezowocne poszukiwania materiałów do reportażu zaprowadziły znużonych podróżników w dzikie serce wyspy, do ukrytej wśród pól i ogrodów posiadłości o nazwie Villa Donnafugata. To miejsce fascynujące i niezwykłe. Magiczne, ale i trochę wyglądało jak sekta :) W zgodzie i harmonii zamieszkują je wdowy i wdowcy z okolicy, którzy razem pracuję i modlą się (jednocześnie do Maryi i Demeter), przygotowują jedzenie i dzielą się nim z biednymi. Pachnie tam świeżo upieczonym chlebem, olejkiem pomarańczowym, duszonymi pomidorami i ziołami. Panią i gospodynią tego miejsca jest Tosca, wychowanica byłego właściciela księcia Leo d'Anjou. Trafiła tam, kiedy miała dziewięć lat. I choć początkowo z dystansem odnosi się do nowych gości, to postanawia w końcu opowiedzieć historię swojego życia Marlenie, ponieważ jest przekonana, że historia opowiedziana właśnie jej będzie uleczeniem jej duszy, ale i zniknie razem z dziennikarką, jakby nigdy nieopowiedziana. 

Historia Tosci jest naprawdę ciekawa. Opowiada nie tylko o jej losach, kiedy to jako małą dziewczynkę przywieziono ją ze wsi do pałacu, ale i późniejszych, kiedy pobierała nauki, próbowano ujarzmić jej krnąbrność i kiedy jej siostra nie zdecydowała się na życie razem z nią w pałacu, choć złamało jej to serce. Z opowieści można dowiedzieć się także o tym, co łączyło Toscę i księcia Leo, ale przede wszystkim o jego staraniach o to, żeby lud wiejski nie cierpiał z głodu. Ponadto dowiadujemy się, co z tym wszystkim miała wspólnego sycylijska mafia i w jaki sposób Tosca odkryła w sobie siłę i powołanie do prowadzenia Villi. 


Cała historia opisana przez Marlenę, opowiedziana przez Toscę, okraszona jest zapachami, obrazami i smakami przywodzącymi na myśl najpiękniejsze wakacje. Gdzieś w tle słychać odgłosy wojny, głód ludu i mafijne porachunki, ale mimo wszystko Sycylia ukazana jest jako raj, miejsce sacrum, w którym walczy się o sprawiedliwość, pomaga drugiemu i milczy, kiedy nie trzeba mówić zbyt wiele. 

Styl pisarki jest bardzo przystępny, choć wstawki włoskie nie zawsze są tłumaczone i czasem z kontekstu trzeba się domyślić ich znaczenia. Powiązanie współczesności z historią jest jednak bardzo zgrabnie splecione, dzięki czemu lektura jest bardzo przyjemna. Polecam na letnie wieczory :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza :)


poniedziałek, 4 lipca 2016

Laurelin Paige "Uwikłani. Na zawsze"

Ostatni tom trylogii "Uwikłani" autorstwa Laurelin Paige, to naprawdę gorąca propozycja na lato. Książka jest genialnym zamknięciem całości, a jeśli ktoś się spodziewał, że emocje zbudowane w II części sięgają zenitu, to zapewniam - ta część rozgrzewa do czerwoności.




Wydawać by się mogło, że Alayna i Hudson zbudują razem szczęśliwy związek. Jednak bycie w związku okazało się dla tych obojga niemałym wyzwaniem. Mimo wielkiej namiętności, oddania i miłości, gdzieś pomiędzy tych dwoje wkradają się wątpliwości, niedopowiedzenia, które sprawiają, że zaufanie zostaje mocno nadszarpnięte. Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji wydaje się bezgraniczna szczerość i uczciwość. Nie jest to jednak łatwe, zwłaszcza w momencie, kiedy pojawiają się sprawy z przeszłości, a osoby trzecie zaczynają mieszać i manipulować głównymi bohaterami. Złożone obietnice zostaną złamane, Alayna odkrywa, że Hudson nadal skrywa przed nią ogromne tajemnice i uświadamia sobie, że zakochała się w najgorszym człowieku, jakiego mogła sobie wybrać. Czy jest jeszcze szansa dla nich obojga? Czy muszą rozstać się na zawsze?




Szczerze powiem, że to moja ulubiona część trylogii. O ile każda z nich budziła we mnie pozytywne emocje, o tyle ta sprawiła, że razem z Alayną przeżywałam dobre, ale przede wszystkim złe chwile i momenty, jakie miały miejsce między nią a Hudsonem. Doskonale rozumiałam, jak wielu rzeczy się bała, jak wielu rzeczom musiała stawić czoła. Została zraniona i wcale nie dziwiłam się, że jej świat się rozpadł. Ochhh, nie chcę zdradzać zbyt wiele. Ale możecie być pewni, że między Alayną i Piercem wydarzy się mnóstwo spraw, zarówno dobrych i złych. 

Będzie iskrzyć i to nie tylko w łóżku. To naprawdę gorąca lektura. Sceny seksualne są chyba jeszcze bardziej odważne niż w poprzednich częściach, momentami są wulgarne, ale świetnie wpisują się w całość. I naprawdę pobudzają zmysły. Nie ma sensu porównywać tego do Greya, bo Pan Szary zostaje daleko, daleko z tyłu. Jeśli maszochotę na bardzo sensualną, pełną wzlotów i upadków książkę, to ta powieść erotyczna jest z pewnością dla Ciebie. Z pewnością i Ty poczujesz te motyle emocji w sobie!




A zakończenie, w którym narratorem jest Hudson, to po prostu miód, myślę, że na każde kobiece serce... ;)


Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu