poniedziałek, 8 lutego 2016

Gail McHugh "Amber"

Syndrom "50 twarzy Greya", mimo mojego uwielbienia dla tej trylogii i filmowego Jamiego Dornana, trochę już zaczął ciążyć literaturze erotycznej. Jeszcze całkiem niedawno zdawało się, że wszystkie powieści erotyczne są własnie na jedno kopyto i są edytowaną kopią tej powieści. Ale powoli, powoli kanony zaczęły się zmieniać i konwencje łamać. "Amber" jest doskonałym tego przykładem.



Główna bohaterka Amber Moretti wiele w życiu przeszła. Wędrując od jednej rodziny zastępczej do kolejnej mocno zahartowała swój charakter i swoje serce. Pragnie miłości, jednak ciągle musi zmagać się z demonami przeszłości. Kiedy trafia do studenckiego świata, postanawia zmienić swoje życie. Spotyka tam dwóch mężczyzn, którzy wprowadzają ją w nowy nieznany dotąd świat. Dwaj przyjaciele Brock Cunningham i Ryder Ashcroft rozkochują ją w sobie, i to w dodatku obaj na raz. Tak oto zawiązuje się miłosny trójkąt. Tylko czy można rzeczywiście kochać można kochać dwie osoby tak samo? 

Powieść pełna jest namiętności i erotyzmu. W dialogach pełno podtekstów seksualnych, kipiących od fascynacji i podniecenia. Dosłowne sceny seksualne, opisane w różnych konfiguracjach niewiele mają wspólnego ze związkami, jakie znamy z dotychczasowej literatury. Ja spotkałam się z tym pierwszy raz, choć trochę już takiej literatury przeczytałam. Momentami powietrze wydaje się tak gęste od erotyzmu, że można by je kroić nożem. Trójkąt to nie jest zwyczajny związek, o czym doskonale się przekonujemy w tej powieści. Jak wiele oblicz ma taka relacja dowiadujemy się także dzięki narracji pierwszoosobowej głównych bohaterów. Tyle tylko, że miłosne rozterki, zawirowania uczuciowe to dopiero początek historii, która z czasem zmienia się w koszmar bohaterów, ale i sprawdza psychikę czytelnika.

"Amber" to historia z gatunku new adult, jednak znacznie przekraczająca granice tego gatunku, zwłaszcza jeśli chodzi o sferę erotyki. Myślę, że ten kontrowersyjny obraz związku trzech osób jest bardzo odważnym posunięciem. Nie każdy go przełknie, jednak naprawdę warto. A to dopiero początek cyklu...



Za mój pierwszy egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Akurat 
oraz Agencji Business&Culture









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz