niedziela, 27 grudnia 2015

Krystyna Mirek "Szczęśliwy dom"

Korzystając ze świątecznego czasu i tego, że niestety moje Dziewczynki chorują,miałam czas, żeby dosłownie pochłonąć powieść Krystyny Mirek "Szczęśliwy dom". 
To pełna ciepła, domowa powieść rozgrywająca się w okolicach Krakowa przedstawiająca akcję zaledwie kilku dni, ale za to doskonale przybliżająca nam sylwetki członków rodziny Zagórskich.



Najważniejszym mężczyzną w domu, jest głowa rodziny, czyli Jan, który za kilka dni będzie świętował z żoną Heleną 40-stą rocznicę ślubu. Prowadzi niekomercyjną księgarnię z herbaciarnią, walcząc o każdego klienta przede wszystkim za pomocą swojego uroku i pasji, jaką jest prawdziwa miłość do literatury. Niestety nie opuszczają go złe przeczucia, które zaprzątają mu głowę i odbijają się na jego zdrowiu. Cieszy się jednak, że przeżyli z żoną tyle cudownych lat, pomimo tego, że początki ich miłości zraniły wiele osób. Oni jednak niezmiennie się kochają i znajdują ukojenie w swoim domu i sadzie w Lipowie. 
Jan otoczony jest samymi kobietami, poza żoną, ma bowiem cztery córki. Gabrysię, Marylkę, Anielkę i Julię. To właśnie ich losy najbardziej zajmują myśli rodziców.
Gabrysia od kilku lat bezskutecznie stara się z mężem o dziecko. W związku z kosztami jakie ponoszą w związku leczeniem, Kornel od jakiegoś czasu pracuje w Berlinie. Gabrysia zdaje się nie zauważać, że mąż także źle radzi sobie z tęsknotą za dzieckiem, no i za żoną, której nie ma na co dzień. Dopiero kiedy Gabriela poznaje historię związaną z Elizą, zauważa, że jej małżeństwo zmierza w złym kierunku, czy zdąży się opamiętać i zacznie myśleć nie tylko o sobie i swoim bólu?
Marylka jest rozwódką, wychowującą dwóch synków i ciągle poszukującą osoby, która zapełni pustkę w jej sercu. Źle jej samej i chyba trochę na siłę chce się zakochać...
Aniela samotnie wychowuje córeczkę Anię oraz pracuje razem z ojcem w księgarni. Niewiele o niej wiadomo. Sądzę, że jej losy poznamy dopiero w kolejnej części sagi.
Dylematy sercowe Julii to jeden z ważniejszych wątków powieści. Rocznica ślubu jej rodziców ma być wspaniałą okazją do jej zaręczyn z Ksawerym. Jednak te kilka dni przed rocznicą wiele zmienia. Choć Julia jest przekonana, że pragnie stabilizacji u boku Ksawerego, a i wszyscy wokół ciągle jej to powtarzają, pojawia się ktoś z przeszłości i... myśli w głowie Julki zaczynają wariować. 
Do rocznicy zostało kilka dni, ale Marta - siostra Heleny, oraz Jan mają złe przeczucia. Czy się spełnią? 

"Szczęśliwy dom", to naprawdę bardzo rodzinna historia, pełna mądrych rad i miłości rodzinnej. Małżeństwo rodziców jest wzorem dla córek i choć bardzo starają się one im dorównywać, to niekoniecznie im to wychodzi. Jednak widząc szczęście swoich rodziców, próbują, korzystają z ich rad, z ich mądrości, bo wiedzą, że warto walczyć o te najpiękniejsze uczucia. Same chcą stworzyć szczęśliwy dom dla siebie i swoich rodzin. Chyba jak każdy z nas.

Nie mogę doczekać się kolejnej części sagi, z niecierpliwością czekam na dalszy losy rodziny Zagórskich. 

sobota, 26 grudnia 2015

Richard Paul Evans "Obietnica pod jemiołą"

Już prawie po Świętach, jednak jeśli ktoś chce na dłużej zatrzymać klimat świąteczny, warto sięgnąć po jedną z książek z bożonarodzeniową nutką, a tych na rynku nie brakuje. Ja przeczytałam powieść Richarda Paula Evansa i nie żałuję.




Obietnica złożona pod jemiołą, wcale nie jest obietnicą, a umową spisaną przez dwoje ludzi nieco poturbowanych przez los. Elise, to rozwódka, która w przeszłości przeżyła ogromną tragedię. Nicholas, to samotny mężczyzna, który "swoje" też już przeszedł. Postanawia więc na czas przedświąteczny zawrzeć z Elise umowę, która zapewni im obojgu wzajemne towarzystwo, trochę rozrywki, a dla Elise będzie czasem, by zwiedzić świąteczny Nowy Jork. 
To lekko napisana powieść, w której rodzą się przyjaźń i miłość, rozpoznawane są szczerość i prawdziwość uczuć i intencji niektórych bohaterów. To opowieść aktualna nie tylko w czasie Świąt.
Czy zdarzenia z przeszłości będą miały wpływ na relację tych dwojga? I czy obietnica zakończy się we Wigilię pod jemiołą? Przekonajcie się sami :)

piątek, 18 grudnia 2015

"Siedem życzeń" - cykl opowiadań

Jeśli ktoś jeszcze nie wybrał świątecznego prezentu dla Mamy, Siostry, Babci, Cioci, Przyjaciółki, czy nawet sąsiadki, to zdąży jeszcze zaglądnąć do księgarni po opowiadania zatytułowane "Siedem życzeń" z Wydawnictwa FILIA i pięknie zapakować je, by sprawiły komuś wigilijną radość. 
To zbiór 7 opowiadań i podsumowania, z których każde ma inną autorkę. Czapki z głów, drogie Panie, za to, jak pięknie powiązałyście w całość opowiadania. I choć każde z nich to zupełnie różne, odrębne historie, jednak wiążą się ze sobą za pomocą świątecznej magii i Pensjonatu "Pod Aniołem", o przepraszam "Pod Kurą" właściwie.
Po przeczytaniu książki, podzielam zachwyty nad nią. Naprawdę wnoszą w serce świąteczne ciepło, sprawiają, że chce się patrzeć inaczej na codzienne sprawy, choć nie zawsze jest to łatwe. 
Historie poszczególnych bohaterów sprawiają, że chce się wierzyć w magię tych zbliżających się dni i w to, że w ludziach jest więcej dobra niż umieją to okazać... 
Serdecznie polecam, właściwie wszystkim, to naprawdę opowieści dające nadzieję i wiarę w spełnianie życzeń, najlepiej siedmiu :)


No a Autorki, to chyba najlepsze na świecie prawie w komplecie ;)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Aneta Krasińska "Szukając szczęścia"

Szczerze podziwiam, kiedy pisarz podejmuje się pisania o tak trudnej sprawie, jak rozpad małżeństwa z powodu choroby dziecka. Choć historia Malwiny i Artura to fikcja literacka, to w rzeczywistości dotyczy wielu osób na świecie, a żeby o niej napisać, trzeba zatem zaznajomić się z niełatwym tematem choroby. Historia ta jest napisana ze smakiem, z wyczuciem i bardziej niż na chorobie dziecka skupia się na emocjach matki, co zdecydowanie mi jako wrażliwcowi odpowiada. Jest napisana w bardzo przystępny sposób, lekko i plastycznie. Kolejne wątki zaskakują, a zakończenie myślę, że na pewno nie rozczarowuje. 





Powieść ma charakter retrospekcyjnych wspomnień, rok po roku w dzień urodzin Dagmary. 
Malwina wydaje się być kobietą, która ma wszystko - kochającego Męża, pracę, którą lubi, piękne mieszkanie, a do tego szczytem szczęścia jest dziecko, na które obydwoje bardzo czekają. Wszystko jest pięknie, aż do momentu porodu, kiedy przeczucie o płci się sprawdza i Malwina, rodzi dziewczynkę, niestety chorą dziewczynkę. Dagmara jest chora na Zespół Pierr'a Robina. 
I Ona i Artur są oszołomieni i zaskoczeni, bo żadne z wcześniejszych badań nie wykazało żadnych wad genetycznych. Malwina rozpacza, bo nawet nie mogła przytulić nowonarodzonej córeczki. Jednak szybko dochodzi do siebie, bo wie, że będzie jej bardzo potrzebna. 
Artur jednak zdaje się nie radzić sobie z sytuacją. Zamyka się w sobie i oddala od rodziny, coraz częściej uciekając w pracę. Największym wsparciem dla Malwiny okazuje się być jej ojciec, ciepły i empatyczny człowiek. Jej rodzice wspierają ich także, kiedy okazuje się się, że jedna wypłata nie wystarcza na życie i spłatę kredytu. 
Kolejne miesiące są sprawdzianem dla Artura, który zupełnie nie zdaje egzaminu jako ojciec, a coraz częściej także jako Mąż. Czy będzie umiał poradzić sobie z codziennym życiem i opieką nad chorą Dagusią? Czy Malwina mimo trudności zazna w końcu prawdziwego rodzinnego spokoju i szczęścia? Przekonajcie się sami.

sobota, 12 grudnia 2015

Paula Hawkins "Dziewczyna z pociągu"

Na okładce "Dziewczyny z pociągu" same zachwałki, nawet mistrz Stephen King napisał, że nie mógł się od niej oderwać. Ja mogłam. Nie jestem znawcą gatunku trihlleru psychologicznego, by móc rozprawiać na temat tego, jak został zrealizowany. Ale sama książka jako historia - zagadka jest interesująca i przedstawiona w ciekawy sposób.






Bardzo podoba mi się potrójna narracja pamiętnikarska, wymieszana, z różnych okresów czasu, choć każda prowadzi właściwie do jednego celu - rozwiązania zagadki. 
Główną bohaterką jest Rachel, kobieta, która udaje, że w jej życiu wszystko jest w porządku, odgrywa rolę przed najbliższymi. Nawet jej współlokatorka nie ma pojęcia, że od miesięcy nie pracuje. Codziennie rano wychodzi z domu, jedzie do Londynu i wraca, jak gdyby nigdy nic. Jej głównym ośrodkiem życia jest pociąg. To przez jego okno ogląda świat, wraca wspomnieniami to tego, co straciła tak niedawno. 
Pociąg za każdym razem zatrzymuje się przy semaforze na ulicy, na której jeszcze niedawno mieszkała z mężem Tomem, już byłym mężem, który teraz ma nową rodzinę. To miejsce jest jej bliskie, więc obserwuje domy, które się tam znajdują, w głowie układa scenariusze życia ludzi tam mieszkających, m.in Jess i Jasona, którym nadała fikcyjne imiona i życiorysy. Niby ich nie zna, a jednak codzienne elementy ich życia układa sobie jak puzzle. Z pewnością pomaga jej w tym alkohol, którego sobie nie żałuje... Z każdym dniem Rachel coraz bardziej traci nad sobą kontrolę, alkohol sprawia, że ma zamroczony umysł. 
I pewnie nadal by to trwało, gdyby nie zaginięcię jednej z mieszkanek Blenheim Road - Megan, tej, którą Rachel nazywała Jess. 
Rachel uważa, że jest w stanie pomóc jej mężowi Scottowi, że jest w stanie pomóc policji, jednak nie wszystko okazuje się takie proste. Ale o tym musicie przekonać się sami.

Narracja, to właśnie opowiadanie Rachel, oraz zaginionej Megan, a także Anny - drugiej żony Toma. Jest prowadzona w bardzo przemyślany sposób, nie wszystkiego dowiadujemy się od razu, autorka dawkuje nam informacje i powoli, powoli prezentują one cały obraz i składają się w całość.

Dla mnie była to absorbująca historia, ale dopiero od pewnego momentu. Nie podzielam aż takiego zachwytu nad nią, jaki zaprezentowany jest na okładce. Niemniej jednak polecam wszystkim amatorom tego typu literatury.



sobota, 5 grudnia 2015

Anna Ficner-Ogonowska "Czas pokaże"

Długo czekałam na kolejną powieść Anny Ficner-Ogonowskiej. Poprzednie trzy sprawiły, że na stałe wróciłam do nałogowego czytania. Tym razem jednak nie czuję się do końca przekupiona... 






Główna bohaterka powieści to Julia, studentka psychologii mieszkająca ze swoją zaborczą, nieznoszącą sprzeciwu matką. Ta relacja bardzo określa jej życie i ją samą. O niewielu rzeczach może decydować sama, a większość dialogów odbywa się jedynie w jej myślach, ponieważ nie chce niepotrzebnych scysji z mamą. To, co dzieje się w jej głowie, to prawda o niej samej, którą odkrywa dopiero z czasem. 
Cięte i błyskotliwe riposty, gdyby zostały zwerbalizowane, na pewno trochę by namieszały, nie tylko w kontaktach z mamą, ale i jedną z jej sióstr - ciotką Klarą. Jest ona starą panną, bezdzietną, w jej mniemaniu wszechwiedzącą. Działa na nerwy praktycznie wszystkim, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć jej prawdy w oczy. Siostry dogryzają sobie jak mogą, a pokornie słucha tego trzecia siostra - Marianna, która jest najbliższa sercu Julki i rozumie ją jak nikt.
Ważną osobą w życiu studentki jest jej najlepsza przyjaciółka Nela. Dziewczyna niesamowicie ciepła, mądra, miła, ale przez wygląd zewnętrzny niewierząca w siebie i własne możliwości. Dopiero Xawery odkrywa w niej prawdziwą kobietę, a serce rozpala pierwszą miłością. 
Obie studentki są wolontariuszkami na oddziale onkologicznym w szpitalu dziecięcym, gdzie ordynatorem jest doktor Kochanowski, zwany przez nie doktorem House'm. 
Mama Julii, to postać, która wyjątkowo działa mi na nerwy. Jest zaborcza, złośliwa, wiecznie zmęczona, ponadto stara się wszystkim udowodnić, że ze wszystkim daje sobie świetnie radę, a w rzeczywistości tęskni za mężem, który już od jakiegoś czasu nie żyje. Matka nie akceptuje wyborów swoich dzieci, stara się im narzucać swoje zdanie, dumna jest jedynie ze swoich wnuków i z tego, że druga córka Justyna wyszła za lekarza. 
Wolontariat jest ważnym miejscem dla dziewczyn studiujących na co dzień psychologię. O ile Nela odnalazła się na oddziale bez problemu, o tyle Julia musiała trochę powalczyć ze sobą, żeby znaleźć w sobie siłę na przebywanie z chorymi dziećmi. Wielką troską otaczała zwłaszcza Michasia, a kiedy on odszedł zupełnie się złamała, nie umiała sobie poradzić z emocjami. Wtedy właśnie na jej drodze staje dużo starszy ordynator Łukasz Kochanowski. Czy jest on w stanie uleczyć pragnienia Julii o miłości? Czy ich losy potoczą się się szczęśliwie? Czas pokaże...

Bardzo, bardzo czekałam na tę książkę. Po poprzednich powieściach Pani Anny miałam na nią wielki apetyt. Ale trochę się rozczarowałam...Zgodzę się, że powieść jest piękna i urzekająca, porusza wiele trudnych tematów, tematów tabu i z pewnością jest to zilustrowane ciekawą historią, ale cała osnowa jak dla mnie jest zbyt rozbudowana. Naprawdę 714 stron, to sporo. Owszem duża część wątków pobocznych jest ważna i dopasowana do całości, ale jednak momentami czułam się znudzona.. Bardzo żałuję i ciekawa jestem innych opinii. 
Jeśli przeczytacie dajcie znać ;)