niedziela, 1 listopada 2015

Liliana Fabisińska "Śnieżynki"

"Śnieżynki" wpadły w moje ręce na kilka dni przed Targami Książki w Krakowie. Nie miałam jakiegoś specjalnego parcia na ich czytanie, ale w końcu doczekały się swojego czasu. To nie był zmarnowany czas, wręcz przeciwnie - pobudzający do przemyśleń i refleksji. Życzenia miłej lektury od samej Autorki, w dedykacji napisanej podczas spotkania na targach, zachęciły mnie jeszcze bardziej, no i dyskusja na Ona czyta :) Sięgnęłam więc i dosłownie pochłonęłam...






Historia dwóch małżeństw, których losy poznajemy w powieści nie jest łatwa. Monika i Mateusz od dziesięciu lat starają się o dziecko, wciąż bezskutecznie. Są bardzo religijni, więc do tej pory próbowali tylko naturalnych metod poczęcia. To trudny dla nich czas, z każdym dniem coraz trudniejszy. Jeszcze bardziej przybija ich fakt, że są świadomi metod z jakich mogliby skorzystać w ośrodkach leczenia niepłodności, jednak ich wiara nie pozwala im z nich skorzystać. No i nie wypada przeciwstawić się rodzinie. W końcu, brat Mateusza to ksiądz, ich Wuj ma za moment zostać kardynałem, a matka to dewotka w dosłownym tego słowa znaczeniu. Podczas częstych spotkań rodzinnych wszyscy są karmieni poglądami Wuja, który nie znosi sprzeciwu i zdania odmiennego, a o pani Matczak już nie wspominam. Dlatego Monika stara się gryźć w język za każdym razem, kiedy ma opinię inną niż rodzina Męża. Tym bardziej, że nie jest lubiana w tej rodzinie, a teściowa traktuje ją jako chodzące zło, które sprowadza jej syna na złą drogę...Jest przekonana, że to synowa bierze tabletki i nie chce mieć dzieci... Ocenia, chociaż nie zna prawdy i nie wie, że młodzi od samego początku pragnęli tego samego - dziecka albo dzieci, które mogliby obdarować miłością nieograniczoną, bezwarunkową, największą... Niestety kolejne lata mijały, a Monika nie mogła zajść w ciążę... W końcu zdecydowała się na specjalistyczne badania, sama, nie namawiając Męża, by jej towarzyszył, choć cholernie trudno było jej przechodzić przez to samej... Wiedziała, że dla niego to sprawa wiary, bariera, której on sam nie jest gotowy przekroczyć... A jednak, Mateusz z miłości do Moniki poświęcił swoje przekonania, byle tylko zakończyć cierpienie Żony, która coraz trudniej radziła sobie z niepłodnością... 

Dagmara i Igor, to małżeństwo, wydawałoby się, pochodzące z klasy wyższej niż Matczakowie. Nigdy nie brakowało im pieniędzy, mogli sobie pozwolić na wszystko, czego w danej chwili pragnęli. Piękny dom, podróże, markowe ubrania... Daga, chcąc wykorzystać czas, kiedy orkiestra symfoniczna, w której gra na co dzień, planuje wyjechać na zagraniczne tournee, chce urodzić dziecko. Po prostu wpada na pomysł, żeby mieć dziecko, bo akurat wpisuje jej się to w terminarz, ma przygotowany plan, którego nie akceptuje jej Mąż. Igor widząc jednak jak bardzo zależy kobiecie na spełnieniu planów macierzyńskich zgadza się na badania w specjalistycznej klinice leczenia niepłodności. Tam spotyka właśnie Mateusza, który jak się okazuje był jego kolegą z młodzieńczych lat, a któremu Igor bardzo dokuczał i którego prześladował. Żony panów jednak powoli się zaprzyjaźniają, a z każdym tygodniem  ich losy związują się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu zauważają, że są związani za bardzo i wtedy wszystko wymyka się spod kontroli... A wszystko właśnie przez tytułowe Śnieżynki...

Samo pojęcie Śnieżynek było dla mnie do tej pory niezrozumiałe. Po tej lekturze już je znam. Sprawa zapłodnienia in vitro poruszona w tej lekturze nie jest stricte medyczna, ale emocjonalna. Autorka nie zarzuca czytelnika szczegółami, ale emocjami, jakie towarzyszą parom starającym się o poczęcie. To trudne emocje, trudne do pojęcia zwłaszcza dla kogoś, kto dzieci ma. Ale to historia warta przeczytania, wejścia choć na chwilę w duszę kogoś, kto pragnie czegoś bardziej, niż umie to nazwać, czy o tym opowiedzieć...

A okładka, choć dotyczy epizodu,to po lekturze wydaje się być jak najbardziej adekwatną ;)

2 komentarze:

  1. Temat starania się o dziecko i trudności z tym związanych jest bardzo na czasie więc wierzę, że jest to pozycja warta przeczytania. Postaram się w wolnym czasie przeczytać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę warto, uczula na wiele spraw, z którymi nie zawsze mamy do czynienia :)

    OdpowiedzUsuń