niedziela, 29 listopada 2015

Remigiusz Mróz "Zaginięcie"

"Zaginięcie" to kolejna powieść opisująca prawnicze działania Joanny Chyłki i Kordiana Oryńskiego. Koleżanka prawniczki zgłasza się do niej w nocy, opowiada o tym, że jej córka zniknęła, a policja właśnie ją i jej męża oskarża o celowe pozbycie się córki. Prosi dawną znajomą o pomoc w obronie. Nie zdradza jednak wielu tajemnic, które dotyczą tej sprawy, a jak się później okazuje, droga do prawdy jest długa i kręta. Kolejne charakterystyczne postaci, kolejne specyficzne osobowości i kolejne niespodziewane zdarzenia. Nie wspomnę już o niemniej zaskakującym zakończeniu... 

Chyłka to najbardziej charakterna postać, z jaką się ostatnio spotkałam w literaturze. Cięta riposta, to drugie imię Joanny, wyczuciem ludzkim, to ona nie grzeszy, ale chyba na tym polega jej urok, że wie kiedy, komu i jak dopiec. W tej części jest ona pokazana wielowymiarowo, ale mimo wszystko nie traci na tym jej charyzma i butność. No i zawsze najważniejsze jest dla niej dobro klienta, choćby miało się to odbyć kosztem jej osoby. Nie chcę jednak spoilerować, więc zapraszam do lektury!

To kolejna powieść, która potwierdza, jak wielkim mistrzem słowa jest Remigiusz Mróz. Teraz nic nie pozostaje, tylko czekać
na kolejną część o losach Chyłki i Zordona. Moja kobieca dusza wyczekuje wątku romansowego, może się doczekam? :)


sobota, 21 listopada 2015

Remigiusz Mróz "Kasacja"


Mróz to mistrz, Mróz to, Mróz tamto, a Mróz kocha góry, a Mróz pisze od dziecka... Dużo dobrego słyszałam na temat tego młodego pisarza, ale kryminały jakoś mnie nie porywały, zdecydowanie jestem fanką literatury kobiecej. Ale, czytałam kolejne recenzje i kolejne, śledziłam blogi, wywiady i dałam się w końcu przekonać, zwłaszcza, że widziałam, jak książki Remigiusza Mroza wciągają mojego mało czytającego Męża (teraz zdecydowanie nie można o Nim powiedzieć, że jest mało czytający) ;)



Piotr Langer, jeden z głównych bohaterów powieści, jest synem szanowanego biznesmena. Pewnego dnia zostaje oskarżony o zabicie i zmaltretowanie ciał dwóch osób. Przez 10 dni miał przebywać zamknięty w swoim mieszkaniu z ciałami ofiar, a na narzędziach zbrodni zabezpieczono jego odciski palców, sprawa wydaje się więc być przesądzona, wszystkie ślady wskazują, że młody mężczyzna jest winny. Choć niby nikt z sąsiadów niczego nie widział i nie słyszał. Obrony Langera podejmuje się charyzmatyczna Joanna Chyłka - surowa adwokat pracująca dla jednej z najlepszych warszawskich kancelarii. Znana jest w prawniczym świecie ze swojej zawziętości i bezkompromisowości, oraz z tego, że zrobi wszystko, aby odnieść zwycięstwo na sali sądowej. W sprawie Langera przydzielono jej Kordiana Oryńskiego, młodego aplikanta, który dopiero co rozpoczyna karierę w kancelarii. Stworzyli zgrany duet, ale mieli utrudnione zadanie, bo Langer zupełnie odmówił współpracy. Próbują więc na własną rękę szukać argumentów stanowiących o niewinności swojego klienta, niestety przegrywają w dwóch instancjach. Wtedy decydują się na złożenie kasacji... i zaczyna się jazda bez trzymanki. Kolejne elementy historii są bardzo zaskakujące, a zakończenie... hmmm, nie zdradzając szczegółów- niespodziewane.


Uśmiechałam się do siebie, kiedy czytałam jak prawnicy wypominali sobie na wzajem, że życie w kancy, to nie serial o prawnikach, jaki oglądają w domu. Sama oglądałam i też trochę sobie wyobrażałam różne rzeczy właśnie przez ten pryzmat :) Remigiusz Mróz genialnie zbudował powieść, wykazując się przy tym świetną znajomością prawniczego świata, a skonstruowanie charakterów głównych bohaterów bardzo przypadło mi do gustu. Humor i cięte riposty Chyłki, ale i wiele wypowiedzi Zordona, to mistrzostwo językowe. Polecam nie tylko pasjonatom literatury, ale i laikom, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z czytaniem, bo gwarantuję, że na jednej mrozowej powieści nie poprzestaną.

A teraz pora na "Zaginięcie" :)

środa, 11 listopada 2015

Agnieszka Opolska "Anna May"

Literacki Debiut Roku - brzmi doniośle i trochę, a może nawet bardzo wytwornie. Na początku pachniało mi to dziwnie... Ale kiedy zaczęłam czytać historię tytułowej Anny, okazało się, że to powieść bardzo dostępna, bardzo ciekawa i świetnie się ją czyta. Żałuję tylko, że nie zdążyłam poprosić autorki o dedykację na Targach w Krakowie. Dosłownie umknęła mi sprzed nosa, ale teraz nie o tym...



Anna jest studentką historii sztuki w Krakowie. Przyjechała tutaj uciekając przed swoim dotychczasowym życiem, chcąc coś zmienić, zacząć żyć od nowa. Zamknięta na ludzi wokół, dopuszcza do siebie jedynie Lukasa, najlepszego przyjaciela. Dopiero z czasem grono osób, które wejdą z nią w różne relacje się powiększy. Niesforna Ida, doktorant Jakub, malarz Adam... każdy dzień przynosi niespodzianki, krok po kroku wyjaśnia się historia pochodzenia Anny... a Ona sama ogromnie ze sobą walczy, ciągle płacze, niezrozumiale się zachowuje. Musi uporać się ze swoimi szufladami, a wcale nie jest to łatwe. Czasami, ja jako czytelnik miałam dość jej zachowania, czasami jej współczułam, a czasami... zazdrościłam? Trudny to dla niej czas opisany w powieści, ale jednocześnie szczęśliwy... Choć ona, nie do końca jest na to gotowa i tego świadoma. 
Książka opisuje wiele relacji, pod różnym kątem. Relacja matka-córka, kobieta-mężczyzna, mężczyzna-mężczyzna, przyjaciel-przyjaciółka. Każdy z tych związków jest ukazany w świetle, który staje się dla czytelnika nurtującym i tajemniczym. Wiadomo, dopiero na końcu wiele się wyjaśnia...a i tak mam wrażenie, że czekam na ciąg dalszy! :)

Powieść podoba mi się też z innego względu. Historia życia i pochodzenia Anny rozgrywa się w moich rodzinnych stronach. Niesamowicie czyta się o miejscach, które się zna, czuje się, jakby się szło na spacer z bohaterami. Znajomość tych miejsc zmienia też trochę punkt czytania :) 

Bardzo polecam debiut pani Agnieszki Opolskiej. To świetna, momentami zabawna, momentami tajemnicza i śmiertelnie poważna, z nutką thrilleru - powieść, którą się pochłania. 

środa, 4 listopada 2015

Katarzyna Michalak "Amelia"

To właśnie dzisiaj premierę ma kolejna, już 29! powieść Katarzyny Michalak. Nie przeczytałam wszystkich, tylko dlatego, że nie lubię za bardzo fantastyki, stąd książki o Ferrinie odpuściłam, ale całą resztę, co do jednej. Bardzo czekałam na tę najmłodszą, jak pisze o niej autorka, zwłaszcza, że okładka po prostu przyciąga bardzo i zapowiada piękną historię. 



Amelię poznajemy już wcześniej w powieści "Kawiarenka pod różą", ale dopiero teraz jej losy wyjaśniają się ostatecznie. Kiedy pojawia się w Zabajce, jest w trudnej sytuacji - po urazie głowy doświadczyła amnezji i nie pamięta dosłownie niczego, co jej dotyczy. Jedyną wskazówką jest list znajdujący się w kieszeni kurtki, w której ją znaleziono. To w nim właśnie nazwano ją Amelią, podarowano jej na jakiś czas kamienicę w Zabajce i jeszcze pozostawiono kilka "groszy", a wszystko to prezent od tajemniczego "T.". Domysłom nie było końca kim jest owy T., w końcu wszystko się wyjaśnia...ale o tym później. Do tego czasu Amelia jednych mieszkańców miasteczka sobie zjednuje, innych do siebie zraża. Nie wie kim jest, ale swoją postawą i stylem bycia sprawia, że ciężko jest jej nie lubić. Szybko zaprzyjaźnia się z Tosią i Ksenią, dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom spełnia marzenia Marylki, robi wielkie wrażenie nawet na Olgierdzie. Nie udaje jej się jednak zdobyć przychylności wójtowej, która jak tylko może uprzykrza Amelii załatwienie urzędowych spraw związanych z kawiarenką. Bo tę właśnie bohaterka chce otworzyć w momencie, w którym zdaje sobie sprawę, że nie wie kim jest, ale z pamięci potrafi stworzyć wszelkie cukiernicze cuda. Z czasem wraca jej pamięć... Jednak nie chciałabym tu spoilerować, a wiele, wiele się  wydarzy :)

Trochę mieszane uczucia mam po przeczytaniu "Amelii". Owszem powieść jest świetna, ciepła, lekka mimo problemów, które porusza. Pojawia się w niej nowa, aktualna tematyka społeczna. Wszystko fajnie, ale trochę brakło mi tego pazura Pani Michalak. Początek książki, to praktycznie przytoczenie historii z "Kawiarenki pod różą", potem akcja jakoś tak zwalnia i trochę momentami się ciągnie, po to, by ostatecznie przyspieszyć, nabrać tempa i wtedy wciągnąć czytelnika. No i brakło mi miłości! Wątku, który zazwyczaj kreował historię. Wiadomo, to oddzielna historia, rządzi się swoimi prawami, ale jednak czułości i erotyzmu, jak na Kasię Michalak - mało, tutaj mamy bardzo okrojoną, subtelną wersję.

To oczywiście moje zdanie. Tylko moje, dlatego mam nadzieję, że nikogo z rzeszy czytelników Pani Michalak nie uraża. 

Niemniej jednak to bardzo pozytywna historia z mnóstwem mądrych myśli, takich, które chce się zapamiętać i przytoczyć w odpowiednim momencie. 
Mój jeden z wielu zaznaczonych cytatów to:
"Myślę, że na świecie musi istnieć zło, żebyśmy docenili istnienie dobra (...)
Musi istnieć dramat, żebyśmy czekali na szczęście.
Gdyby nie istniała nienawiść, nie znalibyśmy co to miłość".

Ciekawa jestem Waszego zdania :)

niedziela, 1 listopada 2015

Liliana Fabisińska "Śnieżynki"

"Śnieżynki" wpadły w moje ręce na kilka dni przed Targami Książki w Krakowie. Nie miałam jakiegoś specjalnego parcia na ich czytanie, ale w końcu doczekały się swojego czasu. To nie był zmarnowany czas, wręcz przeciwnie - pobudzający do przemyśleń i refleksji. Życzenia miłej lektury od samej Autorki, w dedykacji napisanej podczas spotkania na targach, zachęciły mnie jeszcze bardziej, no i dyskusja na Ona czyta :) Sięgnęłam więc i dosłownie pochłonęłam...






Historia dwóch małżeństw, których losy poznajemy w powieści nie jest łatwa. Monika i Mateusz od dziesięciu lat starają się o dziecko, wciąż bezskutecznie. Są bardzo religijni, więc do tej pory próbowali tylko naturalnych metod poczęcia. To trudny dla nich czas, z każdym dniem coraz trudniejszy. Jeszcze bardziej przybija ich fakt, że są świadomi metod z jakich mogliby skorzystać w ośrodkach leczenia niepłodności, jednak ich wiara nie pozwala im z nich skorzystać. No i nie wypada przeciwstawić się rodzinie. W końcu, brat Mateusza to ksiądz, ich Wuj ma za moment zostać kardynałem, a matka to dewotka w dosłownym tego słowa znaczeniu. Podczas częstych spotkań rodzinnych wszyscy są karmieni poglądami Wuja, który nie znosi sprzeciwu i zdania odmiennego, a o pani Matczak już nie wspominam. Dlatego Monika stara się gryźć w język za każdym razem, kiedy ma opinię inną niż rodzina Męża. Tym bardziej, że nie jest lubiana w tej rodzinie, a teściowa traktuje ją jako chodzące zło, które sprowadza jej syna na złą drogę...Jest przekonana, że to synowa bierze tabletki i nie chce mieć dzieci... Ocenia, chociaż nie zna prawdy i nie wie, że młodzi od samego początku pragnęli tego samego - dziecka albo dzieci, które mogliby obdarować miłością nieograniczoną, bezwarunkową, największą... Niestety kolejne lata mijały, a Monika nie mogła zajść w ciążę... W końcu zdecydowała się na specjalistyczne badania, sama, nie namawiając Męża, by jej towarzyszył, choć cholernie trudno było jej przechodzić przez to samej... Wiedziała, że dla niego to sprawa wiary, bariera, której on sam nie jest gotowy przekroczyć... A jednak, Mateusz z miłości do Moniki poświęcił swoje przekonania, byle tylko zakończyć cierpienie Żony, która coraz trudniej radziła sobie z niepłodnością... 

Dagmara i Igor, to małżeństwo, wydawałoby się, pochodzące z klasy wyższej niż Matczakowie. Nigdy nie brakowało im pieniędzy, mogli sobie pozwolić na wszystko, czego w danej chwili pragnęli. Piękny dom, podróże, markowe ubrania... Daga, chcąc wykorzystać czas, kiedy orkiestra symfoniczna, w której gra na co dzień, planuje wyjechać na zagraniczne tournee, chce urodzić dziecko. Po prostu wpada na pomysł, żeby mieć dziecko, bo akurat wpisuje jej się to w terminarz, ma przygotowany plan, którego nie akceptuje jej Mąż. Igor widząc jednak jak bardzo zależy kobiecie na spełnieniu planów macierzyńskich zgadza się na badania w specjalistycznej klinice leczenia niepłodności. Tam spotyka właśnie Mateusza, który jak się okazuje był jego kolegą z młodzieńczych lat, a któremu Igor bardzo dokuczał i którego prześladował. Żony panów jednak powoli się zaprzyjaźniają, a z każdym tygodniem  ich losy związują się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu zauważają, że są związani za bardzo i wtedy wszystko wymyka się spod kontroli... A wszystko właśnie przez tytułowe Śnieżynki...

Samo pojęcie Śnieżynek było dla mnie do tej pory niezrozumiałe. Po tej lekturze już je znam. Sprawa zapłodnienia in vitro poruszona w tej lekturze nie jest stricte medyczna, ale emocjonalna. Autorka nie zarzuca czytelnika szczegółami, ale emocjami, jakie towarzyszą parom starającym się o poczęcie. To trudne emocje, trudne do pojęcia zwłaszcza dla kogoś, kto dzieci ma. Ale to historia warta przeczytania, wejścia choć na chwilę w duszę kogoś, kto pragnie czegoś bardziej, niż umie to nazwać, czy o tym opowiedzieć...

A okładka, choć dotyczy epizodu,to po lekturze wydaje się być jak najbardziej adekwatną ;)