środa, 28 października 2015

Natalia Sońska "Garść pierników, szczypta Miłości"

To pierwsza z moich zdobyczy targowych :) Książka "Garść pierników, szczypta Miłości" Natalii Sońskiej, to doskonała propozycja na zbliżające się grudniowe, przedświąteczne wieczory. Nie tylko przepiękna okładka, tytuł, ale i zawartość przywołuje na myśl rodzinną, bożonarodzeniową atmosferę. Jednak zanim Hania doczekała się najszczęśliwszych Świąt, musiała przejść, jak to mówimy, swoje...






Akcja w tej książce dzieje się szybko. Te prawie czterysta stron, to zaledwie miesiąc czasu, a tyle się dzieje w życiu głównej bohaterki. Przywodzi mi to na myśl amerykańską komedię romantyczną i sceny niczym z Nowego Jorku, pędzącego, zapracowanego, światowego. Zabieganie związane ze świętami wprowadza uroczy nastrój w książce i sprawia, że naprawdę się go czuje! 
Hanię poznajemy jako redaktorkę w piśmie modowym, singielkę, która ceni sobie swoją niezależność. Ma bardzo wybuchowy, spontaniczny charakter i stara się być szczera, ale ta szczerość niekoniecznie jej pomaga, zwłaszcza w życiu zawodowym. Ciągle zaplątana jest w dziwną relację z Markiem - swoim byłym, ale ówczesnym mężem jej szefowej. Ni to przyjaźń, ni miłość, chyba jedynie pozostałości namiętności, które i tak nie prowadzą do niczego dobrego. Ważną rolę odgrywa jej przyjaciółka Kinga, która nie raz staje na wysokości zadania, albo aż za wysoko, powodując tym samym groteskowe sytuacje i niezadowolenie koleżanki. Wszystko zmienia się, kiedy Hania, umawiając się na redakcyjny wywiad, poznaje Wiktora. Początkowo opryskliwy mężczyzna wzbudza jej niechęć, i choć gdzieś w środku nie jest ona uprzedzona aż tak bardzo, to nie angażuje się w tę znajomość. Dopiero potem Wiktor otwiera przed Hanią wszystkie karty, które splatają się z jej życiem i sprawiają, że nie umie ona już przestać myśleć o panu Olszewskim... A życie zaczyna się jakoś układać swoim rytmem...
Żeby jednak nie wszystko wydawało się takie oczywiste, powiem tylko, że ważną rolę w powieści odgrywa zarówno Marek, jak i jego żona, głównie ze względu na zawodową relację tego trójkąta, ale i fotograf Daniel, który pokazuje Hani ją samą od innej strony... Również spotkanie z Joanną wiele uświadamia bohaterce, a przede wszystkim bliscy Wiktora powodują, że życie Hani zmienia się o 180 stopni...
Magicznym punktem powieści są Święta Bożego Narodzenia. Kiedy się czyta te momenty, wydaje się, że już nie może być lepiej i tak po prostu zostanie, ale nic bardziej mylnego... Kolejne wydarzenia wypróbują miłość, przyjaźń i wierność bohaterów, a zakończenie pozostawia nadal otwarte drzwi... 
Piękna to książka, wspaniała na przedświąteczny czas. Dużo w niej ciepła, dużo miłości i dużo Bożego Narodzenia... :)











sobota, 24 października 2015

Targi Książki w Krakowie 24.10.2015 r.

To mój pierwszy raz z Targami Książek i jestem naprawdę zachwycona. Najbardziej czekałam na spotkania z moimi kochanymi autorkami, ale ogólnie cała impreza bardzo przypadła mi do gustu. Dzisiaj sobota, więc najwięcej zwiedzających, ale i to miało swój urok, pokazało, że czytamy i wcale nie jest tak źle z tą statystyką czytelniczą ;) Nawet przepychanie się miało swoją ideę.
Jedną z rzeczy, która mnie trochę zaskoczyła było to, że targi okazały się miejscem dla wszystkich - dla dorosłych - wiadomo, ale też sporo młodzieży tam było, no i Maluchów! Na stoiskach wydawnictw publikujących dla dzieci, przygotowane były atrakcje, które na pewno podobały się dzieciom i sprawiały, że nie nudziły się ciągnięte przez rodziców od jednego boksu do drugiego. 
A drugą rzeczą, która i we mnie spowodowała najwięcej emocji było to, że można się spotkać z ulubioną pisarką oko w oko, dostać dedykację, no i porozmawiać. A jakże zaskakujące jest to, że Panie Autorki Cię rozpoznają z facebookowych stron! To naprawdę mega, mega miłe! ;) 
Pani Witkiewicz pamiętała nawet, że mam zdjęcie profilowe w niebieskim anturażu :) Nie umiem opisać, ile ciepła jest w tej Kobiecie, niesamowicie się cieszę, że ją spotkałam. 
Przypadkiem u Pani Lingas-Łoniewskiej znalazłam się jako pierwsza do podpisu książki, a ona mimo ogromnej kolejki czekających na dedykację, zamieniła ze mną kilka słów i zapozowała do zdjęcia. Wcześniej jeszcze wysłuchaliśmy fragmentu "Skazanych na ból" przeczytanego przez Annę Dymną - intonacja trochę jak dla mnie przesadzona, ale pewnie tak miało być - trochę teatralnie. 
W "Śnieżynkach", Pani Fabisińska zamieściła dla mnie dedykację i własnoręczny rysuneczek.
Ech, to niby tylko kilka chwil, ale jakże miłych!

Zaopatrzyłam się też w kilka nowych pozycji, więc niedługo spodziewajcie się opisów :)





piątek, 23 października 2015

Dorota Gąsiorowska "Obietnica Łucji"

Jeśli jakaś książka może być urocza, to ta z pewnością taka właśnie jest. Pełna opisów, wspomnień, nie tylko tych dobrych, ale też czułości, miłości i marzeń. Kiedy się ją czyta, od razu chce się poznać dalsze losy, trudno jest się oderwać, choć akcja wcale nie jest jakaś bardzo zawrotna. Niemniej jednak interesująca i pełna właśnie uroku.





Właśnie Łucja, jej postać nadaje taki ton tej powieści. Poznajemy ją, gdy ucieka od swojego dawnego życia, chcąc zmienić wszystko, łącznie z drastyczną jak dla niej, zmianą wyglądu. Przyjeżdża do Różanego Gaju (tak, to między innymi ta nazwa wpłynęła na nazwę mojego bloga :) ), aby pracować jako nauczycielka. Jak się okazuje, mimo wielu lat przerwy, świetnie sobie radzi, szybko łapie dobry kontakt z dziećmi, a ludzie wokół okazują jej życzliwość. Zachwyca się też tamtejszymi krajobrazami, a także historią oraz pięknem pałacu Kreiwestów. Cieszy się, że znalazła miejsce, w którym może schować się przed gnębiącym ją wspomnieniami. Jednak dopiero spotkanie z Anią i Ewą ma największy wpływ na jej życie. Ich wspólna historia będzie odtąd kierowała dalszymi losami książki. Oczywiście pojawi się także mężczyzna, bo bez niego ani rusz. Tomasz i jego muzyka odmienią życie Łucji, ale przede wszystkim małej Ani. Ale aby do tego doszło, musi wydarzyć się kilka nieprzewidzianych sytuacji i odmienić życie kilku osób...

Książka jest momentami magiczna. Historia i opis pałacu nadają powieści pierwiastek historyczności, piękne krajobrazy nadają plastyczności, opisy miejsc pozwalają nam dosłownie wejść do książki. Osoba Łucji w ogóle nie narzuca się czytelnikowi, chyba wręcz przeciwnie, czasem ma się ochotę ją ożywić i zmusić do działania. Miłość jest opisana w tak subtelny sposób, jakiego już dawno nie spotkałam w żadnej powieści. Do tego doza humoru w postaci Antosi, ciepła w postaci Matyldy. Naprawdę warto przeczytać tę książkę, zachwycić się nią i gwarantuję nie tylko na chwilę...

wtorek, 20 października 2015

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Skazani na ból"

"Skazani na ból", to kolejna nowość czekająca na premierę, która - krótko mówiąc, zachwyciła mnie. Zabrała kawałek mojego serca i na długo zostanie w mojej głowie. Powieść obyczajowa, czasem miałam wrażenie, że młodzieżowa, nie mniej jednak dla każdego - odważnego. Dla każdego, kto z książki zabiera kawałek, a w to miejsce zostawia cząstkę siebie. 



Historia Amelii i Aleksa zaczyna się już w przedszkolu, choć oboje zdają sobie z tego sprawę dużo później. Spotykają się ponownie, ona 18-letnia, on 20-letni na jednym z wrocławskich osiedli w dość trudnej sytuacji, gdy Amelia zostaje napadnięta przez miejscowych opryszków. Wtedy z pomocą przychodzi jej właśnie Aleks. To jego osiedle, jest znany, bo wyróżnia się wśród rówieśników - łysa głowa, glany, skórzana kurtka, nacjonalistyczne poglądy - jest skinem. Wychowywany przez matkę, która nigdy nie pogodziła się z odejściem ojca, i tym,że założył nową rodzinę. Akceptowany czuje się tylko wśród swoich przyjaciół, swojej grupy, do którego należy wąskie grono mężczyzn i kobiet. o określonych poglądach: wielbieniu białej rasy. Kiedy poznaje Amelię, wiele się zmienia w nim samym. Ta drobna, ciemnowłosa dziewczyna zawładnęła jego sercem, jego umysłem, ale nie zmieniła podejścia do pewnych spraw. Ona sama czuje, że chłopak jest miłością jej życia. Wiele już w nim przeszła, musiała zmierzyć się ze śmiercią brata, a później z ciągłym kontrolowaniem przez rodziców. Jednak to, co pojawiło się między nią a Aleksem sprawiło, że stała się silniejsza. Początkowo okłamywała rodziców, aby móc się z nim spotykać, czuła, że oni by nie zrozumieli jego subkultury. Dopiero dużo później okazuje się dlaczego... Miłość, seks, namiętność, ulotne chwile, krótkie i dłuższe spotkania w ukryciu, to wszystko sprawia, że oboje są już przekonani, że są sobie przeznaczeni. 
Wszystko jednak się zmienia, kiedy na jaw wychodzi, że Amelia jest Żydówką... a przecież dla skinów to brudna rasa, którą trzeba zniszczyć... Aleksowi pęka serce, kiedy się o tym dowiaduje od swoich przyjaciół. Czuje się oszukany przez ukochaną. Kolejne strony powieści są trudne, opisują zachowania obojga po rozstaniu, pełne cierpienia, niezrozumienia. Aleks odreagowuje wśród swojej grupy zachowaniami pełnymi alkoholu, agresji, przemocy. Świat ukazany przez Lingas-Łoniewską czasem zmusza, żeby zamknąć na chwilę oczy, przetrawić, ale potem trzeba czytać dalej. Bo historia ciągle się dzieje... Amelia mimo swojego cierpienia, przepłakanych nocy, postanawia udowodnić Aleksowi, że ten na pewno nadal ją kocha, że może stanąć ponad tym, co wydaje mu się ograniczeniem. Dla niej miłość jest ponad podziałami. Ta jej wielka odwaga ratuje ich oboje... Uświadamia wiele, buduje na nowo, ukazuje, że nie ma rzeczy, z którymi miłość sobie nie radzi... Kiedy okazuje się, że Amelia spodziewa się dziecka, dla nich obojga życie nabiera nowego sensu. Aleks czuje się odpowiedzialny za dwie osoby, które pokochał ponad wszystko, snuje plany na przyszłość: wspólne mieszkanie, ślub, potem studia Amelki... Wszystko maluje się w kolorowych barwach, aż do momentu, gdy Aleksa doganiają konsekwencje jego dotychczasowych zachowań...i okazuje się, że oboje są rzeczywiście skazani na ból. Nie chcę zdradzić zakończenia, może ktoś z Was sięgnie po tę książkę, a zapewniam, że warto.  Jest jeszcze wiele pobocznych ciekawych wątków ukazujących relacje głównych bohaterów z rodzinami i przyjaciółmi, ale tez prezentującymi specyfikę subkultury Aleksa. Zakończenie kosztowało mnie wiele łez, przegryzienia woli autorki, ale też pozwoliło dostrzec po raz kolejny piękno miłości, tego, że kocha się kogoś pomimo czegoś...

poniedziałek, 19 października 2015

Magdalena Witkiewicz "Po prostu bądź"

Przeczytałam mnóstwo recenzji książki Magdaleny Witkiewicz. Same pozytywne, same zachwyty, każda kolejna i same słodkości. Zastanawiałam się, ileż można się "podniecać"? No, ale... można, a nawet nie widzę innej opcji! "Po prostu bądź" to chyba najlepsza książka tej autorki i mówię to bez zbędnego przesadyzmu.




Zastanawiałam się ciągle, dlaczego recenzenci, blogerzy, czytelnicy tak wychwalają powieść, dlaczego jest tak reklamowane, a na fcb co drugi post dotyczy własnie "Po prostu bądź". Ale kiedy dostałam ją do ręki, kiedy dotknęłam okładki, już przepadłam. To były dwa wieczory, które nie wiadomo, kiedy upłynęły. Historia Pauliny zawładnęła mną bez reszty...

Dziewczyna z niej, jakich wiele. Może wydaje nam się to już staroświeckie i zamierzchłe, ale sporo jest jeszcze dziewcząt, które chcą studiować wbrew rodzicom, zająć się czymś innym niż gospodarstwem i życiem na wsi. Chwała im za to, że chcą walczyć o siebie i swój rozwój, nie pozwalając się wmanewrować w aranżowane małżeństwa, bo tak wypada! Paulina się nie dała i całe szczęście, bo jak się okazało później, to szczęśliwa by z Adrianem raczej nie była... Za to swoją miłość poznała właśnie na studiach. To uczucie początkowo zakazane, okazało się silniejsze niż wszelkie bariery. Aleks, bo o nim mowa, był pierwszą prawdziwą miłością Poli, przez jakiś czas był jej wykładowcą. Ich historia układała się cudownie, jak to w romansach, zakochanie, szaleństwo, związek w tajemnicy, a potem wspólnie mieszkanie, wakacje, ciąża, ślub... Aż do momentu, gdy Aleks nie wraca z podróży służbowej...
Kobieta ma przy sobie wiernego przyjaciela, który zawsze na prośbę Aleksa opiekował się Pauliną podczas jego nieobecności. Nikt nie przypuszczał, że tym razem zostanie on na dłużej... Jedynie on zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkim uczuciem darzy Polę. Patrzył na jej cierpienie, wcale nie słabnące, każdego kolejnego dnia, zmartwienia finansowe, brak poczucia bezpieczeństwa, próbował być blisko, tyle na ile dopuszczała go do siebie... Wtedy to, zaproponował jej układ, który miał dać Paulinie i jej dziecku pewną stabilizację, a tak naprawdę jemu nie dawał niczego w zamian...Chyba pozostawiał tylko złudzenia, że może kiedyś... Takie życie nie było łatwe, zwłaszcza, kiedy Paulina urodziła synka i popadła w marazm. Mężczyzna czuł się coraz bardziej związany z dzieckiem, kochał jego matkę, a ona zdawała się tylko tęsknić za przeszłością... Z pomocą przyszła wówczas siostra Poli mieszkająca w Irlandii, która zaprosiła do siebie siostrę... Ten wyjazd wiele zmienił w nich oboje. Łukasz miał już dość ciągłego czekania i poznał Karolinę, za to Paulina zaczęła dostrzegać, że myśli o mężczyźnie z tęsknotą. Wiele się wydarzyło po powrocie Poli do domu...

Wielokrotnie wkurzałam się, kiedy to czytałam, miałam łzy w oczach i nie wierzyłam, że to się dobrze skończy. W końcu jednak pogmatwana historia skończyła się dobrze, najlepiej jak mogła... a ja tylko potwierdzam, to jedna z najlepszych książek jakie ostatnio przeczytałam... Nie zawiodłam się i cieszę się, że zachwyty nie przerosły dzieła, a dzieło to wielkie, chyba najlepsze z twórczości Magdaleny Witkiewicz.

M.

niedziela, 18 października 2015

Na dobry początek...

Już jakiś czas planowałam zacząć pisać, jednak utartym zdaniem powiem wprost: nie miałam czasu i odwagi... Cieszę się, że jednak nadszedł ten dzień, kiedy zaczynam pisać blog... W zamyśle ma być moimi osobistymi recenzjami przeczytanych przeze mnie książek, a jak będzie, czas pokaże :)