niedziela, 27 grudnia 2015

Krystyna Mirek "Szczęśliwy dom"

Korzystając ze świątecznego czasu i tego, że niestety moje Dziewczynki chorują,miałam czas, żeby dosłownie pochłonąć powieść Krystyny Mirek "Szczęśliwy dom". 
To pełna ciepła, domowa powieść rozgrywająca się w okolicach Krakowa przedstawiająca akcję zaledwie kilku dni, ale za to doskonale przybliżająca nam sylwetki członków rodziny Zagórskich.



Najważniejszym mężczyzną w domu, jest głowa rodziny, czyli Jan, który za kilka dni będzie świętował z żoną Heleną 40-stą rocznicę ślubu. Prowadzi niekomercyjną księgarnię z herbaciarnią, walcząc o każdego klienta przede wszystkim za pomocą swojego uroku i pasji, jaką jest prawdziwa miłość do literatury. Niestety nie opuszczają go złe przeczucia, które zaprzątają mu głowę i odbijają się na jego zdrowiu. Cieszy się jednak, że przeżyli z żoną tyle cudownych lat, pomimo tego, że początki ich miłości zraniły wiele osób. Oni jednak niezmiennie się kochają i znajdują ukojenie w swoim domu i sadzie w Lipowie. 
Jan otoczony jest samymi kobietami, poza żoną, ma bowiem cztery córki. Gabrysię, Marylkę, Anielkę i Julię. To właśnie ich losy najbardziej zajmują myśli rodziców.
Gabrysia od kilku lat bezskutecznie stara się z mężem o dziecko. W związku z kosztami jakie ponoszą w związku leczeniem, Kornel od jakiegoś czasu pracuje w Berlinie. Gabrysia zdaje się nie zauważać, że mąż także źle radzi sobie z tęsknotą za dzieckiem, no i za żoną, której nie ma na co dzień. Dopiero kiedy Gabriela poznaje historię związaną z Elizą, zauważa, że jej małżeństwo zmierza w złym kierunku, czy zdąży się opamiętać i zacznie myśleć nie tylko o sobie i swoim bólu?
Marylka jest rozwódką, wychowującą dwóch synków i ciągle poszukującą osoby, która zapełni pustkę w jej sercu. Źle jej samej i chyba trochę na siłę chce się zakochać...
Aniela samotnie wychowuje córeczkę Anię oraz pracuje razem z ojcem w księgarni. Niewiele o niej wiadomo. Sądzę, że jej losy poznamy dopiero w kolejnej części sagi.
Dylematy sercowe Julii to jeden z ważniejszych wątków powieści. Rocznica ślubu jej rodziców ma być wspaniałą okazją do jej zaręczyn z Ksawerym. Jednak te kilka dni przed rocznicą wiele zmienia. Choć Julia jest przekonana, że pragnie stabilizacji u boku Ksawerego, a i wszyscy wokół ciągle jej to powtarzają, pojawia się ktoś z przeszłości i... myśli w głowie Julki zaczynają wariować. 
Do rocznicy zostało kilka dni, ale Marta - siostra Heleny, oraz Jan mają złe przeczucia. Czy się spełnią? 

"Szczęśliwy dom", to naprawdę bardzo rodzinna historia, pełna mądrych rad i miłości rodzinnej. Małżeństwo rodziców jest wzorem dla córek i choć bardzo starają się one im dorównywać, to niekoniecznie im to wychodzi. Jednak widząc szczęście swoich rodziców, próbują, korzystają z ich rad, z ich mądrości, bo wiedzą, że warto walczyć o te najpiękniejsze uczucia. Same chcą stworzyć szczęśliwy dom dla siebie i swoich rodzin. Chyba jak każdy z nas.

Nie mogę doczekać się kolejnej części sagi, z niecierpliwością czekam na dalszy losy rodziny Zagórskich. 

sobota, 26 grudnia 2015

Richard Paul Evans "Obietnica pod jemiołą"

Już prawie po Świętach, jednak jeśli ktoś chce na dłużej zatrzymać klimat świąteczny, warto sięgnąć po jedną z książek z bożonarodzeniową nutką, a tych na rynku nie brakuje. Ja przeczytałam powieść Richarda Paula Evansa i nie żałuję.




Obietnica złożona pod jemiołą, wcale nie jest obietnicą, a umową spisaną przez dwoje ludzi nieco poturbowanych przez los. Elise, to rozwódka, która w przeszłości przeżyła ogromną tragedię. Nicholas, to samotny mężczyzna, który "swoje" też już przeszedł. Postanawia więc na czas przedświąteczny zawrzeć z Elise umowę, która zapewni im obojgu wzajemne towarzystwo, trochę rozrywki, a dla Elise będzie czasem, by zwiedzić świąteczny Nowy Jork. 
To lekko napisana powieść, w której rodzą się przyjaźń i miłość, rozpoznawane są szczerość i prawdziwość uczuć i intencji niektórych bohaterów. To opowieść aktualna nie tylko w czasie Świąt.
Czy zdarzenia z przeszłości będą miały wpływ na relację tych dwojga? I czy obietnica zakończy się we Wigilię pod jemiołą? Przekonajcie się sami :)

piątek, 18 grudnia 2015

"Siedem życzeń" - cykl opowiadań

Jeśli ktoś jeszcze nie wybrał świątecznego prezentu dla Mamy, Siostry, Babci, Cioci, Przyjaciółki, czy nawet sąsiadki, to zdąży jeszcze zaglądnąć do księgarni po opowiadania zatytułowane "Siedem życzeń" z Wydawnictwa FILIA i pięknie zapakować je, by sprawiły komuś wigilijną radość. 
To zbiór 7 opowiadań i podsumowania, z których każde ma inną autorkę. Czapki z głów, drogie Panie, za to, jak pięknie powiązałyście w całość opowiadania. I choć każde z nich to zupełnie różne, odrębne historie, jednak wiążą się ze sobą za pomocą świątecznej magii i Pensjonatu "Pod Aniołem", o przepraszam "Pod Kurą" właściwie.
Po przeczytaniu książki, podzielam zachwyty nad nią. Naprawdę wnoszą w serce świąteczne ciepło, sprawiają, że chce się patrzeć inaczej na codzienne sprawy, choć nie zawsze jest to łatwe. 
Historie poszczególnych bohaterów sprawiają, że chce się wierzyć w magię tych zbliżających się dni i w to, że w ludziach jest więcej dobra niż umieją to okazać... 
Serdecznie polecam, właściwie wszystkim, to naprawdę opowieści dające nadzieję i wiarę w spełnianie życzeń, najlepiej siedmiu :)


No a Autorki, to chyba najlepsze na świecie prawie w komplecie ;)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Aneta Krasińska "Szukając szczęścia"

Szczerze podziwiam, kiedy pisarz podejmuje się pisania o tak trudnej sprawie, jak rozpad małżeństwa z powodu choroby dziecka. Choć historia Malwiny i Artura to fikcja literacka, to w rzeczywistości dotyczy wielu osób na świecie, a żeby o niej napisać, trzeba zatem zaznajomić się z niełatwym tematem choroby. Historia ta jest napisana ze smakiem, z wyczuciem i bardziej niż na chorobie dziecka skupia się na emocjach matki, co zdecydowanie mi jako wrażliwcowi odpowiada. Jest napisana w bardzo przystępny sposób, lekko i plastycznie. Kolejne wątki zaskakują, a zakończenie myślę, że na pewno nie rozczarowuje. 





Powieść ma charakter retrospekcyjnych wspomnień, rok po roku w dzień urodzin Dagmary. 
Malwina wydaje się być kobietą, która ma wszystko - kochającego Męża, pracę, którą lubi, piękne mieszkanie, a do tego szczytem szczęścia jest dziecko, na które obydwoje bardzo czekają. Wszystko jest pięknie, aż do momentu porodu, kiedy przeczucie o płci się sprawdza i Malwina, rodzi dziewczynkę, niestety chorą dziewczynkę. Dagmara jest chora na Zespół Pierr'a Robina. 
I Ona i Artur są oszołomieni i zaskoczeni, bo żadne z wcześniejszych badań nie wykazało żadnych wad genetycznych. Malwina rozpacza, bo nawet nie mogła przytulić nowonarodzonej córeczki. Jednak szybko dochodzi do siebie, bo wie, że będzie jej bardzo potrzebna. 
Artur jednak zdaje się nie radzić sobie z sytuacją. Zamyka się w sobie i oddala od rodziny, coraz częściej uciekając w pracę. Największym wsparciem dla Malwiny okazuje się być jej ojciec, ciepły i empatyczny człowiek. Jej rodzice wspierają ich także, kiedy okazuje się się, że jedna wypłata nie wystarcza na życie i spłatę kredytu. 
Kolejne miesiące są sprawdzianem dla Artura, który zupełnie nie zdaje egzaminu jako ojciec, a coraz częściej także jako Mąż. Czy będzie umiał poradzić sobie z codziennym życiem i opieką nad chorą Dagusią? Czy Malwina mimo trudności zazna w końcu prawdziwego rodzinnego spokoju i szczęścia? Przekonajcie się sami.

sobota, 12 grudnia 2015

Paula Hawkins "Dziewczyna z pociągu"

Na okładce "Dziewczyny z pociągu" same zachwałki, nawet mistrz Stephen King napisał, że nie mógł się od niej oderwać. Ja mogłam. Nie jestem znawcą gatunku trihlleru psychologicznego, by móc rozprawiać na temat tego, jak został zrealizowany. Ale sama książka jako historia - zagadka jest interesująca i przedstawiona w ciekawy sposób.






Bardzo podoba mi się potrójna narracja pamiętnikarska, wymieszana, z różnych okresów czasu, choć każda prowadzi właściwie do jednego celu - rozwiązania zagadki. 
Główną bohaterką jest Rachel, kobieta, która udaje, że w jej życiu wszystko jest w porządku, odgrywa rolę przed najbliższymi. Nawet jej współlokatorka nie ma pojęcia, że od miesięcy nie pracuje. Codziennie rano wychodzi z domu, jedzie do Londynu i wraca, jak gdyby nigdy nic. Jej głównym ośrodkiem życia jest pociąg. To przez jego okno ogląda świat, wraca wspomnieniami to tego, co straciła tak niedawno. 
Pociąg za każdym razem zatrzymuje się przy semaforze na ulicy, na której jeszcze niedawno mieszkała z mężem Tomem, już byłym mężem, który teraz ma nową rodzinę. To miejsce jest jej bliskie, więc obserwuje domy, które się tam znajdują, w głowie układa scenariusze życia ludzi tam mieszkających, m.in Jess i Jasona, którym nadała fikcyjne imiona i życiorysy. Niby ich nie zna, a jednak codzienne elementy ich życia układa sobie jak puzzle. Z pewnością pomaga jej w tym alkohol, którego sobie nie żałuje... Z każdym dniem Rachel coraz bardziej traci nad sobą kontrolę, alkohol sprawia, że ma zamroczony umysł. 
I pewnie nadal by to trwało, gdyby nie zaginięcię jednej z mieszkanek Blenheim Road - Megan, tej, którą Rachel nazywała Jess. 
Rachel uważa, że jest w stanie pomóc jej mężowi Scottowi, że jest w stanie pomóc policji, jednak nie wszystko okazuje się takie proste. Ale o tym musicie przekonać się sami.

Narracja, to właśnie opowiadanie Rachel, oraz zaginionej Megan, a także Anny - drugiej żony Toma. Jest prowadzona w bardzo przemyślany sposób, nie wszystkiego dowiadujemy się od razu, autorka dawkuje nam informacje i powoli, powoli prezentują one cały obraz i składają się w całość.

Dla mnie była to absorbująca historia, ale dopiero od pewnego momentu. Nie podzielam aż takiego zachwytu nad nią, jaki zaprezentowany jest na okładce. Niemniej jednak polecam wszystkim amatorom tego typu literatury.



sobota, 5 grudnia 2015

Anna Ficner-Ogonowska "Czas pokaże"

Długo czekałam na kolejną powieść Anny Ficner-Ogonowskiej. Poprzednie trzy sprawiły, że na stałe wróciłam do nałogowego czytania. Tym razem jednak nie czuję się do końca przekupiona... 






Główna bohaterka powieści to Julia, studentka psychologii mieszkająca ze swoją zaborczą, nieznoszącą sprzeciwu matką. Ta relacja bardzo określa jej życie i ją samą. O niewielu rzeczach może decydować sama, a większość dialogów odbywa się jedynie w jej myślach, ponieważ nie chce niepotrzebnych scysji z mamą. To, co dzieje się w jej głowie, to prawda o niej samej, którą odkrywa dopiero z czasem. 
Cięte i błyskotliwe riposty, gdyby zostały zwerbalizowane, na pewno trochę by namieszały, nie tylko w kontaktach z mamą, ale i jedną z jej sióstr - ciotką Klarą. Jest ona starą panną, bezdzietną, w jej mniemaniu wszechwiedzącą. Działa na nerwy praktycznie wszystkim, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć jej prawdy w oczy. Siostry dogryzają sobie jak mogą, a pokornie słucha tego trzecia siostra - Marianna, która jest najbliższa sercu Julki i rozumie ją jak nikt.
Ważną osobą w życiu studentki jest jej najlepsza przyjaciółka Nela. Dziewczyna niesamowicie ciepła, mądra, miła, ale przez wygląd zewnętrzny niewierząca w siebie i własne możliwości. Dopiero Xawery odkrywa w niej prawdziwą kobietę, a serce rozpala pierwszą miłością. 
Obie studentki są wolontariuszkami na oddziale onkologicznym w szpitalu dziecięcym, gdzie ordynatorem jest doktor Kochanowski, zwany przez nie doktorem House'm. 
Mama Julii, to postać, która wyjątkowo działa mi na nerwy. Jest zaborcza, złośliwa, wiecznie zmęczona, ponadto stara się wszystkim udowodnić, że ze wszystkim daje sobie świetnie radę, a w rzeczywistości tęskni za mężem, który już od jakiegoś czasu nie żyje. Matka nie akceptuje wyborów swoich dzieci, stara się im narzucać swoje zdanie, dumna jest jedynie ze swoich wnuków i z tego, że druga córka Justyna wyszła za lekarza. 
Wolontariat jest ważnym miejscem dla dziewczyn studiujących na co dzień psychologię. O ile Nela odnalazła się na oddziale bez problemu, o tyle Julia musiała trochę powalczyć ze sobą, żeby znaleźć w sobie siłę na przebywanie z chorymi dziećmi. Wielką troską otaczała zwłaszcza Michasia, a kiedy on odszedł zupełnie się złamała, nie umiała sobie poradzić z emocjami. Wtedy właśnie na jej drodze staje dużo starszy ordynator Łukasz Kochanowski. Czy jest on w stanie uleczyć pragnienia Julii o miłości? Czy ich losy potoczą się się szczęśliwie? Czas pokaże...

Bardzo, bardzo czekałam na tę książkę. Po poprzednich powieściach Pani Anny miałam na nią wielki apetyt. Ale trochę się rozczarowałam...Zgodzę się, że powieść jest piękna i urzekająca, porusza wiele trudnych tematów, tematów tabu i z pewnością jest to zilustrowane ciekawą historią, ale cała osnowa jak dla mnie jest zbyt rozbudowana. Naprawdę 714 stron, to sporo. Owszem duża część wątków pobocznych jest ważna i dopasowana do całości, ale jednak momentami czułam się znudzona.. Bardzo żałuję i ciekawa jestem innych opinii. 
Jeśli przeczytacie dajcie znać ;)

niedziela, 29 listopada 2015

Remigiusz Mróz "Zaginięcie"

"Zaginięcie" to kolejna powieść opisująca prawnicze działania Joanny Chyłki i Kordiana Oryńskiego. Koleżanka prawniczki zgłasza się do niej w nocy, opowiada o tym, że jej córka zniknęła, a policja właśnie ją i jej męża oskarża o celowe pozbycie się córki. Prosi dawną znajomą o pomoc w obronie. Nie zdradza jednak wielu tajemnic, które dotyczą tej sprawy, a jak się później okazuje, droga do prawdy jest długa i kręta. Kolejne charakterystyczne postaci, kolejne specyficzne osobowości i kolejne niespodziewane zdarzenia. Nie wspomnę już o niemniej zaskakującym zakończeniu... 

Chyłka to najbardziej charakterna postać, z jaką się ostatnio spotkałam w literaturze. Cięta riposta, to drugie imię Joanny, wyczuciem ludzkim, to ona nie grzeszy, ale chyba na tym polega jej urok, że wie kiedy, komu i jak dopiec. W tej części jest ona pokazana wielowymiarowo, ale mimo wszystko nie traci na tym jej charyzma i butność. No i zawsze najważniejsze jest dla niej dobro klienta, choćby miało się to odbyć kosztem jej osoby. Nie chcę jednak spoilerować, więc zapraszam do lektury!

To kolejna powieść, która potwierdza, jak wielkim mistrzem słowa jest Remigiusz Mróz. Teraz nic nie pozostaje, tylko czekać
na kolejną część o losach Chyłki i Zordona. Moja kobieca dusza wyczekuje wątku romansowego, może się doczekam? :)


sobota, 21 listopada 2015

Remigiusz Mróz "Kasacja"


Mróz to mistrz, Mróz to, Mróz tamto, a Mróz kocha góry, a Mróz pisze od dziecka... Dużo dobrego słyszałam na temat tego młodego pisarza, ale kryminały jakoś mnie nie porywały, zdecydowanie jestem fanką literatury kobiecej. Ale, czytałam kolejne recenzje i kolejne, śledziłam blogi, wywiady i dałam się w końcu przekonać, zwłaszcza, że widziałam, jak książki Remigiusza Mroza wciągają mojego mało czytającego Męża (teraz zdecydowanie nie można o Nim powiedzieć, że jest mało czytający) ;)



Piotr Langer, jeden z głównych bohaterów powieści, jest synem szanowanego biznesmena. Pewnego dnia zostaje oskarżony o zabicie i zmaltretowanie ciał dwóch osób. Przez 10 dni miał przebywać zamknięty w swoim mieszkaniu z ciałami ofiar, a na narzędziach zbrodni zabezpieczono jego odciski palców, sprawa wydaje się więc być przesądzona, wszystkie ślady wskazują, że młody mężczyzna jest winny. Choć niby nikt z sąsiadów niczego nie widział i nie słyszał. Obrony Langera podejmuje się charyzmatyczna Joanna Chyłka - surowa adwokat pracująca dla jednej z najlepszych warszawskich kancelarii. Znana jest w prawniczym świecie ze swojej zawziętości i bezkompromisowości, oraz z tego, że zrobi wszystko, aby odnieść zwycięstwo na sali sądowej. W sprawie Langera przydzielono jej Kordiana Oryńskiego, młodego aplikanta, który dopiero co rozpoczyna karierę w kancelarii. Stworzyli zgrany duet, ale mieli utrudnione zadanie, bo Langer zupełnie odmówił współpracy. Próbują więc na własną rękę szukać argumentów stanowiących o niewinności swojego klienta, niestety przegrywają w dwóch instancjach. Wtedy decydują się na złożenie kasacji... i zaczyna się jazda bez trzymanki. Kolejne elementy historii są bardzo zaskakujące, a zakończenie... hmmm, nie zdradzając szczegółów- niespodziewane.


Uśmiechałam się do siebie, kiedy czytałam jak prawnicy wypominali sobie na wzajem, że życie w kancy, to nie serial o prawnikach, jaki oglądają w domu. Sama oglądałam i też trochę sobie wyobrażałam różne rzeczy właśnie przez ten pryzmat :) Remigiusz Mróz genialnie zbudował powieść, wykazując się przy tym świetną znajomością prawniczego świata, a skonstruowanie charakterów głównych bohaterów bardzo przypadło mi do gustu. Humor i cięte riposty Chyłki, ale i wiele wypowiedzi Zordona, to mistrzostwo językowe. Polecam nie tylko pasjonatom literatury, ale i laikom, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z czytaniem, bo gwarantuję, że na jednej mrozowej powieści nie poprzestaną.

A teraz pora na "Zaginięcie" :)

środa, 11 listopada 2015

Agnieszka Opolska "Anna May"

Literacki Debiut Roku - brzmi doniośle i trochę, a może nawet bardzo wytwornie. Na początku pachniało mi to dziwnie... Ale kiedy zaczęłam czytać historię tytułowej Anny, okazało się, że to powieść bardzo dostępna, bardzo ciekawa i świetnie się ją czyta. Żałuję tylko, że nie zdążyłam poprosić autorki o dedykację na Targach w Krakowie. Dosłownie umknęła mi sprzed nosa, ale teraz nie o tym...



Anna jest studentką historii sztuki w Krakowie. Przyjechała tutaj uciekając przed swoim dotychczasowym życiem, chcąc coś zmienić, zacząć żyć od nowa. Zamknięta na ludzi wokół, dopuszcza do siebie jedynie Lukasa, najlepszego przyjaciela. Dopiero z czasem grono osób, które wejdą z nią w różne relacje się powiększy. Niesforna Ida, doktorant Jakub, malarz Adam... każdy dzień przynosi niespodzianki, krok po kroku wyjaśnia się historia pochodzenia Anny... a Ona sama ogromnie ze sobą walczy, ciągle płacze, niezrozumiale się zachowuje. Musi uporać się ze swoimi szufladami, a wcale nie jest to łatwe. Czasami, ja jako czytelnik miałam dość jej zachowania, czasami jej współczułam, a czasami... zazdrościłam? Trudny to dla niej czas opisany w powieści, ale jednocześnie szczęśliwy... Choć ona, nie do końca jest na to gotowa i tego świadoma. 
Książka opisuje wiele relacji, pod różnym kątem. Relacja matka-córka, kobieta-mężczyzna, mężczyzna-mężczyzna, przyjaciel-przyjaciółka. Każdy z tych związków jest ukazany w świetle, który staje się dla czytelnika nurtującym i tajemniczym. Wiadomo, dopiero na końcu wiele się wyjaśnia...a i tak mam wrażenie, że czekam na ciąg dalszy! :)

Powieść podoba mi się też z innego względu. Historia życia i pochodzenia Anny rozgrywa się w moich rodzinnych stronach. Niesamowicie czyta się o miejscach, które się zna, czuje się, jakby się szło na spacer z bohaterami. Znajomość tych miejsc zmienia też trochę punkt czytania :) 

Bardzo polecam debiut pani Agnieszki Opolskiej. To świetna, momentami zabawna, momentami tajemnicza i śmiertelnie poważna, z nutką thrilleru - powieść, którą się pochłania. 

środa, 4 listopada 2015

Katarzyna Michalak "Amelia"

To właśnie dzisiaj premierę ma kolejna, już 29! powieść Katarzyny Michalak. Nie przeczytałam wszystkich, tylko dlatego, że nie lubię za bardzo fantastyki, stąd książki o Ferrinie odpuściłam, ale całą resztę, co do jednej. Bardzo czekałam na tę najmłodszą, jak pisze o niej autorka, zwłaszcza, że okładka po prostu przyciąga bardzo i zapowiada piękną historię. 



Amelię poznajemy już wcześniej w powieści "Kawiarenka pod różą", ale dopiero teraz jej losy wyjaśniają się ostatecznie. Kiedy pojawia się w Zabajce, jest w trudnej sytuacji - po urazie głowy doświadczyła amnezji i nie pamięta dosłownie niczego, co jej dotyczy. Jedyną wskazówką jest list znajdujący się w kieszeni kurtki, w której ją znaleziono. To w nim właśnie nazwano ją Amelią, podarowano jej na jakiś czas kamienicę w Zabajce i jeszcze pozostawiono kilka "groszy", a wszystko to prezent od tajemniczego "T.". Domysłom nie było końca kim jest owy T., w końcu wszystko się wyjaśnia...ale o tym później. Do tego czasu Amelia jednych mieszkańców miasteczka sobie zjednuje, innych do siebie zraża. Nie wie kim jest, ale swoją postawą i stylem bycia sprawia, że ciężko jest jej nie lubić. Szybko zaprzyjaźnia się z Tosią i Ksenią, dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom spełnia marzenia Marylki, robi wielkie wrażenie nawet na Olgierdzie. Nie udaje jej się jednak zdobyć przychylności wójtowej, która jak tylko może uprzykrza Amelii załatwienie urzędowych spraw związanych z kawiarenką. Bo tę właśnie bohaterka chce otworzyć w momencie, w którym zdaje sobie sprawę, że nie wie kim jest, ale z pamięci potrafi stworzyć wszelkie cukiernicze cuda. Z czasem wraca jej pamięć... Jednak nie chciałabym tu spoilerować, a wiele, wiele się  wydarzy :)

Trochę mieszane uczucia mam po przeczytaniu "Amelii". Owszem powieść jest świetna, ciepła, lekka mimo problemów, które porusza. Pojawia się w niej nowa, aktualna tematyka społeczna. Wszystko fajnie, ale trochę brakło mi tego pazura Pani Michalak. Początek książki, to praktycznie przytoczenie historii z "Kawiarenki pod różą", potem akcja jakoś tak zwalnia i trochę momentami się ciągnie, po to, by ostatecznie przyspieszyć, nabrać tempa i wtedy wciągnąć czytelnika. No i brakło mi miłości! Wątku, który zazwyczaj kreował historię. Wiadomo, to oddzielna historia, rządzi się swoimi prawami, ale jednak czułości i erotyzmu, jak na Kasię Michalak - mało, tutaj mamy bardzo okrojoną, subtelną wersję.

To oczywiście moje zdanie. Tylko moje, dlatego mam nadzieję, że nikogo z rzeszy czytelników Pani Michalak nie uraża. 

Niemniej jednak to bardzo pozytywna historia z mnóstwem mądrych myśli, takich, które chce się zapamiętać i przytoczyć w odpowiednim momencie. 
Mój jeden z wielu zaznaczonych cytatów to:
"Myślę, że na świecie musi istnieć zło, żebyśmy docenili istnienie dobra (...)
Musi istnieć dramat, żebyśmy czekali na szczęście.
Gdyby nie istniała nienawiść, nie znalibyśmy co to miłość".

Ciekawa jestem Waszego zdania :)

niedziela, 1 listopada 2015

Liliana Fabisińska "Śnieżynki"

"Śnieżynki" wpadły w moje ręce na kilka dni przed Targami Książki w Krakowie. Nie miałam jakiegoś specjalnego parcia na ich czytanie, ale w końcu doczekały się swojego czasu. To nie był zmarnowany czas, wręcz przeciwnie - pobudzający do przemyśleń i refleksji. Życzenia miłej lektury od samej Autorki, w dedykacji napisanej podczas spotkania na targach, zachęciły mnie jeszcze bardziej, no i dyskusja na Ona czyta :) Sięgnęłam więc i dosłownie pochłonęłam...






Historia dwóch małżeństw, których losy poznajemy w powieści nie jest łatwa. Monika i Mateusz od dziesięciu lat starają się o dziecko, wciąż bezskutecznie. Są bardzo religijni, więc do tej pory próbowali tylko naturalnych metod poczęcia. To trudny dla nich czas, z każdym dniem coraz trudniejszy. Jeszcze bardziej przybija ich fakt, że są świadomi metod z jakich mogliby skorzystać w ośrodkach leczenia niepłodności, jednak ich wiara nie pozwala im z nich skorzystać. No i nie wypada przeciwstawić się rodzinie. W końcu, brat Mateusza to ksiądz, ich Wuj ma za moment zostać kardynałem, a matka to dewotka w dosłownym tego słowa znaczeniu. Podczas częstych spotkań rodzinnych wszyscy są karmieni poglądami Wuja, który nie znosi sprzeciwu i zdania odmiennego, a o pani Matczak już nie wspominam. Dlatego Monika stara się gryźć w język za każdym razem, kiedy ma opinię inną niż rodzina Męża. Tym bardziej, że nie jest lubiana w tej rodzinie, a teściowa traktuje ją jako chodzące zło, które sprowadza jej syna na złą drogę...Jest przekonana, że to synowa bierze tabletki i nie chce mieć dzieci... Ocenia, chociaż nie zna prawdy i nie wie, że młodzi od samego początku pragnęli tego samego - dziecka albo dzieci, które mogliby obdarować miłością nieograniczoną, bezwarunkową, największą... Niestety kolejne lata mijały, a Monika nie mogła zajść w ciążę... W końcu zdecydowała się na specjalistyczne badania, sama, nie namawiając Męża, by jej towarzyszył, choć cholernie trudno było jej przechodzić przez to samej... Wiedziała, że dla niego to sprawa wiary, bariera, której on sam nie jest gotowy przekroczyć... A jednak, Mateusz z miłości do Moniki poświęcił swoje przekonania, byle tylko zakończyć cierpienie Żony, która coraz trudniej radziła sobie z niepłodnością... 

Dagmara i Igor, to małżeństwo, wydawałoby się, pochodzące z klasy wyższej niż Matczakowie. Nigdy nie brakowało im pieniędzy, mogli sobie pozwolić na wszystko, czego w danej chwili pragnęli. Piękny dom, podróże, markowe ubrania... Daga, chcąc wykorzystać czas, kiedy orkiestra symfoniczna, w której gra na co dzień, planuje wyjechać na zagraniczne tournee, chce urodzić dziecko. Po prostu wpada na pomysł, żeby mieć dziecko, bo akurat wpisuje jej się to w terminarz, ma przygotowany plan, którego nie akceptuje jej Mąż. Igor widząc jednak jak bardzo zależy kobiecie na spełnieniu planów macierzyńskich zgadza się na badania w specjalistycznej klinice leczenia niepłodności. Tam spotyka właśnie Mateusza, który jak się okazuje był jego kolegą z młodzieńczych lat, a któremu Igor bardzo dokuczał i którego prześladował. Żony panów jednak powoli się zaprzyjaźniają, a z każdym tygodniem  ich losy związują się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu zauważają, że są związani za bardzo i wtedy wszystko wymyka się spod kontroli... A wszystko właśnie przez tytułowe Śnieżynki...

Samo pojęcie Śnieżynek było dla mnie do tej pory niezrozumiałe. Po tej lekturze już je znam. Sprawa zapłodnienia in vitro poruszona w tej lekturze nie jest stricte medyczna, ale emocjonalna. Autorka nie zarzuca czytelnika szczegółami, ale emocjami, jakie towarzyszą parom starającym się o poczęcie. To trudne emocje, trudne do pojęcia zwłaszcza dla kogoś, kto dzieci ma. Ale to historia warta przeczytania, wejścia choć na chwilę w duszę kogoś, kto pragnie czegoś bardziej, niż umie to nazwać, czy o tym opowiedzieć...

A okładka, choć dotyczy epizodu,to po lekturze wydaje się być jak najbardziej adekwatną ;)

środa, 28 października 2015

Natalia Sońska "Garść pierników, szczypta Miłości"

To pierwsza z moich zdobyczy targowych :) Książka "Garść pierników, szczypta Miłości" Natalii Sońskiej, to doskonała propozycja na zbliżające się grudniowe, przedświąteczne wieczory. Nie tylko przepiękna okładka, tytuł, ale i zawartość przywołuje na myśl rodzinną, bożonarodzeniową atmosferę. Jednak zanim Hania doczekała się najszczęśliwszych Świąt, musiała przejść, jak to mówimy, swoje...






Akcja w tej książce dzieje się szybko. Te prawie czterysta stron, to zaledwie miesiąc czasu, a tyle się dzieje w życiu głównej bohaterki. Przywodzi mi to na myśl amerykańską komedię romantyczną i sceny niczym z Nowego Jorku, pędzącego, zapracowanego, światowego. Zabieganie związane ze świętami wprowadza uroczy nastrój w książce i sprawia, że naprawdę się go czuje! 
Hanię poznajemy jako redaktorkę w piśmie modowym, singielkę, która ceni sobie swoją niezależność. Ma bardzo wybuchowy, spontaniczny charakter i stara się być szczera, ale ta szczerość niekoniecznie jej pomaga, zwłaszcza w życiu zawodowym. Ciągle zaplątana jest w dziwną relację z Markiem - swoim byłym, ale ówczesnym mężem jej szefowej. Ni to przyjaźń, ni miłość, chyba jedynie pozostałości namiętności, które i tak nie prowadzą do niczego dobrego. Ważną rolę odgrywa jej przyjaciółka Kinga, która nie raz staje na wysokości zadania, albo aż za wysoko, powodując tym samym groteskowe sytuacje i niezadowolenie koleżanki. Wszystko zmienia się, kiedy Hania, umawiając się na redakcyjny wywiad, poznaje Wiktora. Początkowo opryskliwy mężczyzna wzbudza jej niechęć, i choć gdzieś w środku nie jest ona uprzedzona aż tak bardzo, to nie angażuje się w tę znajomość. Dopiero potem Wiktor otwiera przed Hanią wszystkie karty, które splatają się z jej życiem i sprawiają, że nie umie ona już przestać myśleć o panu Olszewskim... A życie zaczyna się jakoś układać swoim rytmem...
Żeby jednak nie wszystko wydawało się takie oczywiste, powiem tylko, że ważną rolę w powieści odgrywa zarówno Marek, jak i jego żona, głównie ze względu na zawodową relację tego trójkąta, ale i fotograf Daniel, który pokazuje Hani ją samą od innej strony... Również spotkanie z Joanną wiele uświadamia bohaterce, a przede wszystkim bliscy Wiktora powodują, że życie Hani zmienia się o 180 stopni...
Magicznym punktem powieści są Święta Bożego Narodzenia. Kiedy się czyta te momenty, wydaje się, że już nie może być lepiej i tak po prostu zostanie, ale nic bardziej mylnego... Kolejne wydarzenia wypróbują miłość, przyjaźń i wierność bohaterów, a zakończenie pozostawia nadal otwarte drzwi... 
Piękna to książka, wspaniała na przedświąteczny czas. Dużo w niej ciepła, dużo miłości i dużo Bożego Narodzenia... :)











sobota, 24 października 2015

Targi Książki w Krakowie 24.10.2015 r.

To mój pierwszy raz z Targami Książek i jestem naprawdę zachwycona. Najbardziej czekałam na spotkania z moimi kochanymi autorkami, ale ogólnie cała impreza bardzo przypadła mi do gustu. Dzisiaj sobota, więc najwięcej zwiedzających, ale i to miało swój urok, pokazało, że czytamy i wcale nie jest tak źle z tą statystyką czytelniczą ;) Nawet przepychanie się miało swoją ideę.
Jedną z rzeczy, która mnie trochę zaskoczyła było to, że targi okazały się miejscem dla wszystkich - dla dorosłych - wiadomo, ale też sporo młodzieży tam było, no i Maluchów! Na stoiskach wydawnictw publikujących dla dzieci, przygotowane były atrakcje, które na pewno podobały się dzieciom i sprawiały, że nie nudziły się ciągnięte przez rodziców od jednego boksu do drugiego. 
A drugą rzeczą, która i we mnie spowodowała najwięcej emocji było to, że można się spotkać z ulubioną pisarką oko w oko, dostać dedykację, no i porozmawiać. A jakże zaskakujące jest to, że Panie Autorki Cię rozpoznają z facebookowych stron! To naprawdę mega, mega miłe! ;) 
Pani Witkiewicz pamiętała nawet, że mam zdjęcie profilowe w niebieskim anturażu :) Nie umiem opisać, ile ciepła jest w tej Kobiecie, niesamowicie się cieszę, że ją spotkałam. 
Przypadkiem u Pani Lingas-Łoniewskiej znalazłam się jako pierwsza do podpisu książki, a ona mimo ogromnej kolejki czekających na dedykację, zamieniła ze mną kilka słów i zapozowała do zdjęcia. Wcześniej jeszcze wysłuchaliśmy fragmentu "Skazanych na ból" przeczytanego przez Annę Dymną - intonacja trochę jak dla mnie przesadzona, ale pewnie tak miało być - trochę teatralnie. 
W "Śnieżynkach", Pani Fabisińska zamieściła dla mnie dedykację i własnoręczny rysuneczek.
Ech, to niby tylko kilka chwil, ale jakże miłych!

Zaopatrzyłam się też w kilka nowych pozycji, więc niedługo spodziewajcie się opisów :)





piątek, 23 października 2015

Dorota Gąsiorowska "Obietnica Łucji"

Jeśli jakaś książka może być urocza, to ta z pewnością taka właśnie jest. Pełna opisów, wspomnień, nie tylko tych dobrych, ale też czułości, miłości i marzeń. Kiedy się ją czyta, od razu chce się poznać dalsze losy, trudno jest się oderwać, choć akcja wcale nie jest jakaś bardzo zawrotna. Niemniej jednak interesująca i pełna właśnie uroku.





Właśnie Łucja, jej postać nadaje taki ton tej powieści. Poznajemy ją, gdy ucieka od swojego dawnego życia, chcąc zmienić wszystko, łącznie z drastyczną jak dla niej, zmianą wyglądu. Przyjeżdża do Różanego Gaju (tak, to między innymi ta nazwa wpłynęła na nazwę mojego bloga :) ), aby pracować jako nauczycielka. Jak się okazuje, mimo wielu lat przerwy, świetnie sobie radzi, szybko łapie dobry kontakt z dziećmi, a ludzie wokół okazują jej życzliwość. Zachwyca się też tamtejszymi krajobrazami, a także historią oraz pięknem pałacu Kreiwestów. Cieszy się, że znalazła miejsce, w którym może schować się przed gnębiącym ją wspomnieniami. Jednak dopiero spotkanie z Anią i Ewą ma największy wpływ na jej życie. Ich wspólna historia będzie odtąd kierowała dalszymi losami książki. Oczywiście pojawi się także mężczyzna, bo bez niego ani rusz. Tomasz i jego muzyka odmienią życie Łucji, ale przede wszystkim małej Ani. Ale aby do tego doszło, musi wydarzyć się kilka nieprzewidzianych sytuacji i odmienić życie kilku osób...

Książka jest momentami magiczna. Historia i opis pałacu nadają powieści pierwiastek historyczności, piękne krajobrazy nadają plastyczności, opisy miejsc pozwalają nam dosłownie wejść do książki. Osoba Łucji w ogóle nie narzuca się czytelnikowi, chyba wręcz przeciwnie, czasem ma się ochotę ją ożywić i zmusić do działania. Miłość jest opisana w tak subtelny sposób, jakiego już dawno nie spotkałam w żadnej powieści. Do tego doza humoru w postaci Antosi, ciepła w postaci Matyldy. Naprawdę warto przeczytać tę książkę, zachwycić się nią i gwarantuję nie tylko na chwilę...

wtorek, 20 października 2015

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Skazani na ból"

"Skazani na ból", to kolejna nowość czekająca na premierę, która - krótko mówiąc, zachwyciła mnie. Zabrała kawałek mojego serca i na długo zostanie w mojej głowie. Powieść obyczajowa, czasem miałam wrażenie, że młodzieżowa, nie mniej jednak dla każdego - odważnego. Dla każdego, kto z książki zabiera kawałek, a w to miejsce zostawia cząstkę siebie. 



Historia Amelii i Aleksa zaczyna się już w przedszkolu, choć oboje zdają sobie z tego sprawę dużo później. Spotykają się ponownie, ona 18-letnia, on 20-letni na jednym z wrocławskich osiedli w dość trudnej sytuacji, gdy Amelia zostaje napadnięta przez miejscowych opryszków. Wtedy z pomocą przychodzi jej właśnie Aleks. To jego osiedle, jest znany, bo wyróżnia się wśród rówieśników - łysa głowa, glany, skórzana kurtka, nacjonalistyczne poglądy - jest skinem. Wychowywany przez matkę, która nigdy nie pogodziła się z odejściem ojca, i tym,że założył nową rodzinę. Akceptowany czuje się tylko wśród swoich przyjaciół, swojej grupy, do którego należy wąskie grono mężczyzn i kobiet. o określonych poglądach: wielbieniu białej rasy. Kiedy poznaje Amelię, wiele się zmienia w nim samym. Ta drobna, ciemnowłosa dziewczyna zawładnęła jego sercem, jego umysłem, ale nie zmieniła podejścia do pewnych spraw. Ona sama czuje, że chłopak jest miłością jej życia. Wiele już w nim przeszła, musiała zmierzyć się ze śmiercią brata, a później z ciągłym kontrolowaniem przez rodziców. Jednak to, co pojawiło się między nią a Aleksem sprawiło, że stała się silniejsza. Początkowo okłamywała rodziców, aby móc się z nim spotykać, czuła, że oni by nie zrozumieli jego subkultury. Dopiero dużo później okazuje się dlaczego... Miłość, seks, namiętność, ulotne chwile, krótkie i dłuższe spotkania w ukryciu, to wszystko sprawia, że oboje są już przekonani, że są sobie przeznaczeni. 
Wszystko jednak się zmienia, kiedy na jaw wychodzi, że Amelia jest Żydówką... a przecież dla skinów to brudna rasa, którą trzeba zniszczyć... Aleksowi pęka serce, kiedy się o tym dowiaduje od swoich przyjaciół. Czuje się oszukany przez ukochaną. Kolejne strony powieści są trudne, opisują zachowania obojga po rozstaniu, pełne cierpienia, niezrozumienia. Aleks odreagowuje wśród swojej grupy zachowaniami pełnymi alkoholu, agresji, przemocy. Świat ukazany przez Lingas-Łoniewską czasem zmusza, żeby zamknąć na chwilę oczy, przetrawić, ale potem trzeba czytać dalej. Bo historia ciągle się dzieje... Amelia mimo swojego cierpienia, przepłakanych nocy, postanawia udowodnić Aleksowi, że ten na pewno nadal ją kocha, że może stanąć ponad tym, co wydaje mu się ograniczeniem. Dla niej miłość jest ponad podziałami. Ta jej wielka odwaga ratuje ich oboje... Uświadamia wiele, buduje na nowo, ukazuje, że nie ma rzeczy, z którymi miłość sobie nie radzi... Kiedy okazuje się, że Amelia spodziewa się dziecka, dla nich obojga życie nabiera nowego sensu. Aleks czuje się odpowiedzialny za dwie osoby, które pokochał ponad wszystko, snuje plany na przyszłość: wspólne mieszkanie, ślub, potem studia Amelki... Wszystko maluje się w kolorowych barwach, aż do momentu, gdy Aleksa doganiają konsekwencje jego dotychczasowych zachowań...i okazuje się, że oboje są rzeczywiście skazani na ból. Nie chcę zdradzić zakończenia, może ktoś z Was sięgnie po tę książkę, a zapewniam, że warto.  Jest jeszcze wiele pobocznych ciekawych wątków ukazujących relacje głównych bohaterów z rodzinami i przyjaciółmi, ale tez prezentującymi specyfikę subkultury Aleksa. Zakończenie kosztowało mnie wiele łez, przegryzienia woli autorki, ale też pozwoliło dostrzec po raz kolejny piękno miłości, tego, że kocha się kogoś pomimo czegoś...

poniedziałek, 19 października 2015

Magdalena Witkiewicz "Po prostu bądź"

Przeczytałam mnóstwo recenzji książki Magdaleny Witkiewicz. Same pozytywne, same zachwyty, każda kolejna i same słodkości. Zastanawiałam się, ileż można się "podniecać"? No, ale... można, a nawet nie widzę innej opcji! "Po prostu bądź" to chyba najlepsza książka tej autorki i mówię to bez zbędnego przesadyzmu.




Zastanawiałam się ciągle, dlaczego recenzenci, blogerzy, czytelnicy tak wychwalają powieść, dlaczego jest tak reklamowane, a na fcb co drugi post dotyczy własnie "Po prostu bądź". Ale kiedy dostałam ją do ręki, kiedy dotknęłam okładki, już przepadłam. To były dwa wieczory, które nie wiadomo, kiedy upłynęły. Historia Pauliny zawładnęła mną bez reszty...

Dziewczyna z niej, jakich wiele. Może wydaje nam się to już staroświeckie i zamierzchłe, ale sporo jest jeszcze dziewcząt, które chcą studiować wbrew rodzicom, zająć się czymś innym niż gospodarstwem i życiem na wsi. Chwała im za to, że chcą walczyć o siebie i swój rozwój, nie pozwalając się wmanewrować w aranżowane małżeństwa, bo tak wypada! Paulina się nie dała i całe szczęście, bo jak się okazało później, to szczęśliwa by z Adrianem raczej nie była... Za to swoją miłość poznała właśnie na studiach. To uczucie początkowo zakazane, okazało się silniejsze niż wszelkie bariery. Aleks, bo o nim mowa, był pierwszą prawdziwą miłością Poli, przez jakiś czas był jej wykładowcą. Ich historia układała się cudownie, jak to w romansach, zakochanie, szaleństwo, związek w tajemnicy, a potem wspólnie mieszkanie, wakacje, ciąża, ślub... Aż do momentu, gdy Aleks nie wraca z podróży służbowej...
Kobieta ma przy sobie wiernego przyjaciela, który zawsze na prośbę Aleksa opiekował się Pauliną podczas jego nieobecności. Nikt nie przypuszczał, że tym razem zostanie on na dłużej... Jedynie on zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkim uczuciem darzy Polę. Patrzył na jej cierpienie, wcale nie słabnące, każdego kolejnego dnia, zmartwienia finansowe, brak poczucia bezpieczeństwa, próbował być blisko, tyle na ile dopuszczała go do siebie... Wtedy to, zaproponował jej układ, który miał dać Paulinie i jej dziecku pewną stabilizację, a tak naprawdę jemu nie dawał niczego w zamian...Chyba pozostawiał tylko złudzenia, że może kiedyś... Takie życie nie było łatwe, zwłaszcza, kiedy Paulina urodziła synka i popadła w marazm. Mężczyzna czuł się coraz bardziej związany z dzieckiem, kochał jego matkę, a ona zdawała się tylko tęsknić za przeszłością... Z pomocą przyszła wówczas siostra Poli mieszkająca w Irlandii, która zaprosiła do siebie siostrę... Ten wyjazd wiele zmienił w nich oboje. Łukasz miał już dość ciągłego czekania i poznał Karolinę, za to Paulina zaczęła dostrzegać, że myśli o mężczyźnie z tęsknotą. Wiele się wydarzyło po powrocie Poli do domu...

Wielokrotnie wkurzałam się, kiedy to czytałam, miałam łzy w oczach i nie wierzyłam, że to się dobrze skończy. W końcu jednak pogmatwana historia skończyła się dobrze, najlepiej jak mogła... a ja tylko potwierdzam, to jedna z najlepszych książek jakie ostatnio przeczytałam... Nie zawiodłam się i cieszę się, że zachwyty nie przerosły dzieła, a dzieło to wielkie, chyba najlepsze z twórczości Magdaleny Witkiewicz.

M.

niedziela, 18 października 2015

Na dobry początek...

Już jakiś czas planowałam zacząć pisać, jednak utartym zdaniem powiem wprost: nie miałam czasu i odwagi... Cieszę się, że jednak nadszedł ten dzień, kiedy zaczynam pisać blog... W zamyśle ma być moimi osobistymi recenzjami przeczytanych przeze mnie książek, a jak będzie, czas pokaże :)